01 września 2012

Rozdział 10.

Wietrzny, pochmurny dzień. W takie dni zawsze jest szaro i ponuro, bo niby czemu ma być kolorowo? Ubrany w czarny garnitur i z przeciwsłonecznymi okularami, które zakrywały moje worki pod oczami, stałem w tłumie ludzi z białą różą w ręku. Nie wiedziałem dlaczego los tak bardzo utrudniał mi życie. Czy nie zasługiwałem na choć odrobinę szczęścia? Wszystko zawsze się komplikowało, a ja nie miałem nawet chwili czasu na wytchnienie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że to była moja wina. To przeze mnie wszyscy jesteśmy tutaj. To moja wina, że wszyscy mieli podkrążone, opuchnięte oczy od łez. To wszystko była moja wina. Nie docierały do mnie szlochy ludzi, w zasadzie nie docierało do mnie nic. W mojej głowie panował wielki chaos. Byłem szturchany przez osoby chcące dostać się trochę bliżej, jednak stałem niewzruszony. Wpatrywałem się tępo w głęboko wykopaną dziurę po czym przeniosłem wzrok na trumnę, którą zaczęto powoli do niej wkładać. Co wtedy czułem? Przeszywający moją klatkę piersiową cholerny ból. Jakby ktoś wyrwał mi serce i je spalił. W mojej głowie echem odbijały się jego słowa 'Tak cholernie mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas wszystkich takie ważne... Mam nadzieje, że tym razem Harry nie nawalisz...' Nawaliłem. Przepraszam Cię, że przeze mnie cierpiałeś. Ale tam Ci jest już chyba dobrze? Tam już Cię nie zranię. Gdy trumna dotknęła dna dziury, każdy z najbliższych podszedł i rzucił na nią kwiatek oraz posypał odrobiną ziemi. Gdy podszedłem bliżej wykopanego dołka coś po prostu we mnie pękło. Rzuciłem różę wprost na środek trumny. Przymrużyłem delikatnie oczy, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Przepraszam Cię Louis. Tak bardzo Cię przepraszam. - wyszeptałem cicho swym zachrypniętym głosem po czym upadłem na kolana i ukryłem twarz w dłoniach zanosząc się płaczem. Zakręciło mi się w głowie i już po chwili nie widziałem ani słyszałem nic, kompletnie nic. Cisza...

-Panie Styles. Jesteśmy już na miejscu. - otworzyłem oczy i spojrzałem na blond piękność, która wpatrywała się we mnie z szerokim uśmiechem. Rozejrzałem się dookoła i wystraszyłem się widząc, że jestem w samolocie. Zaraz, zaraz. To znaczy, że to wszystko to był sen? A raczej koszmar? Poczułem jak kamień spada mi z serca, a moje dłonie drżą. Myślałem, że popłacze się ze szczęścia wiedząc, że to był tylko koszmar. Założyłem przeciwsłoneczne okulary na swoje podpuchnięte oczy i wyszedłem z samolotu szybko kierując się w stronę limuzyny, która już na mnie czekała. Po kilku chwilach byłem już przed kompleksem mieszkaniowym. Będąc w limuzynie przypomniałem sobie, że Lou miał wypadek. Modliłem się w duchu, żeby nic mu się nie stało, żeby żył. Wybiegłem z auta jak najszybciej potrafiłem między innymi też dlatego, że przed kompleksem było w cholerę tych sępów. Nie martwiłem się o bagaże, tym miał się zająć Stephan, nasz kierowca. Pobiegłem do mieszkania Liam'a z prędkością światła, nawet nie pukając po prostu wbiegłem do środka.
-Gdzie jest Lou?! - spojrzałem na brązowowłosego chłopaka, który wpatrywał się we mnie swymi brązowymi oczami ze zdziwioną miną.
-Pewnie w ogródku, albo w waszym mieszkaniu. - chłopak zmarszczył brwi i nie odrywał ode mnie swego wzroku. Moje serce mocno huczało w mej piersi, a w mojej głowie był mętlik. -A tak w ogóle to miło Cię widzieć Harry. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech.
-Jak ty możesz być taki spokojny skoro Louis miał wypadek?! - wrzeszczałem na niego, co nie było zamierzonym celem. Po prostu moje emocje tak mną targały, że nie panowałem nad sobą.
-Jaki wypadek? O czym ty mówisz Styles? - Li uniósł zdziwiony brwi ku górze i patrzył na mnie z dozą przerażenia.
-Zayn do mnie dzwonił.. - zmarszczyłem brwi patrząc na chłopaka. Boże jaki ja byłem głupi! Uwierzyłem temu kretynowi. Dałem się nabrać jak jakieś dziecko. -Zabije tego kretyna! - spojrzałem ze wściekłością na Liam'a. Nie byłem zły na niego, tylko na tego próżnego mulata i zakochanego w sobie Irlandczyka. Nic nie mówiąc wyszedłem z mieszkania chłopaka i powędrowałem po schodach w stronę apartamentu, w którym mieszkałem wraz z Lou. Drzwi były uchylone, więc po cichu wszedłem do środka podsłuchując rozmowę chłopaków.
-Ale miazga. Ciekawe co zrobi teraz nasz Hazzuś. - blondyn zaśmiał się donośnie, a mnie już się nóż w kieszeni otwierał.
-Przesadziliście chłopcy, naprawdę. Nie powinniście mu robić takiego kawału, nie w takim czasie kiedy przechodzi najgorszy okres swojego życia. - wsłuchiwałem się w słowa Louis'a z wielkim zdziwieniem.
-Oh no Lou, wyluzuj. Przecież to Styles. Pewnie nawet nie uwierzył w tę wiadomość. - Zayn mówił to z takim przekonaniem, że mógłby spokojnie zostać prezydentem. On to by nawet sprzedał klatkę dla chomika za milion dolarów i miałby, i pieniądze, i klatkę.
-Jesteście.. - zaczął Lou.
-Wspaniali? Beznadziejni? - przerwałem mu w pół słowa i pojawiłem się w salonie opierając się o framugę.
-Harry! - brązowowłosy chłopak spojrzał na mnie swymi pięknymi, lazurowymi tęczówkami będąc w niemałym szoku.
-Ty żyjesz? I nic ci nie jest? - podszedłem do Lou i obszedłem go dookoła. -Hm.. ani jednego zadrapania czy siniaka. Zero śladów po wypadku. - przejechałem dłonią po ramieniu Louis'a po czym przeniosłem wzrok na blondynka. -Niezły żarcik kochaniutki. - podszedłem do niego i spojrzałem prosto w jego źrenice. Moje oczy były przepełnione nienawiścią. Ten mały, blond skurczybyk za dużo sobie pozwalał. Nawet nie wiem kiedy wziąłem zamach i po prostu wycelowałem jego twarz swą poranioną jeszcze pięścią. Lou i Zayn byli w szoku, zresztą nie tylko oni, bo Niall i ja też. Nie wiedziałem, że go uderzę to po prostu był napływ chwili.
-Jesteś popieprzony. - Zayn pomógł pozbierać się Irlandczykowi i od razu go zaprowadził do
Liam'a żeby przyłożył mu jakiś lód do jego podpuchniętego policzka.
-Haroldzie, co w ciebie wstąpiło? - Lou spojrzał na mnie z przerażoną miną.
-Przepraszam Cię. - spojrzałem na niego po czym opuściłem wzrok i wbiłem go w podłogę. Nie wytrzymałem, nie mogłem już więcej się powstrzymywać. Po moich policzkach pomknęły, małe, pojedyncze łezki.
-Oh Hazza. - chłopak podszedł do mnie i przytulił mnie mocno, a ja się w niego wtuliłem. Zawsze był moim najlepszym przyjacielem i nie kryłem tego. Nigdy nie odtrącał mnie pomimo mojego zachowania, zawsze był przy mnie.
-Cierpiałeś przeze mnie. Wiem, że mówiłem Ci, że Eleanor nie jest dziewczyną dla ciebie i potępiałem to, że z nią jesteś, ale to dlatego, że chciałem Cię mieć przy sobie. Nie chciałem stracić przyjaciela. - Lou pogładził mnie czule po plecach jedną ręką, a drugą głaskał mnie po głowie co rusz całując mnie w jej czubek.
-Nie Harreh, miałeś rację. Eleanor nie była dziewczyną w moim typie. Zaślepiła mnie jej uroda, a nie zauważyłem tego, że nie miała ciekawego wnętrza. Wykorzystywała mnie na każdym kroku i wszyscy mi o tym mówili, jednak nie chciałem ich słuchać. A najbardziej na tym ucierpiałeś ty Harry no i mój portfel, ale to już inna sprawa. - Louis zaśmiał się cicho powodując tym samym lekki uśmiech na mojej twarzy. Ucałował mnie lekko w policzek i posłał mi szeroki uśmiech.
-No idź się odśwież i przebierz, a później połóż się na chwilę. Na pewno podróż cię trochę zmęczyła. - niebieskooki chłopak posłał mi ciepły uśmiech po czym skierował się do kuchni w celu zrobienia sobie pewnie herbaty, którą tak nałogowo pił.
-Dziękuję Ci Lou, za wszystko. - wyszeptałem te słowa jednak na tyle głośno by je usłyszał po czym skierowałem się w stronę swojego pokoju gdzie czekały na mnie już rzeczy. Tak Louis miał racje, ta podróż i ten koszmar całkiem mnie wykończyły. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy po prostu zasnąłem. Nawet nie zdążając się przebrać.
***OCZAMI NIALL'A***
Może rzeczywiście trochę już przesadziłem. To chyba zaczynało się już robić cholernie dziecinne. Siedziałem na kanapie i przykładałem sobie lód do twarzy, w którą właśnie przed chwilą dostałem od Styles'a. Zayn śmiał się z mojego aktualnego wyglądu, a konkretnie z mojej fioletowej śliwki od okiem.
-Należało Ci się Nialler. - Liam siedział obok mnie kręcąc głową z dezaprobatą. Może miał racje, może przegiąłem.
-Wiem to. - westchnąłem ciężko i czułem jak drętwieje mi od tego zimna twarz. Oparłem się wygodnie plecami o oparcie kanapy i spojrzałem na mulata.
-Co się tak patrzysz na mnie słodziaku? - czarnowłosy chłopak uniósł brew ku górze patrząc na mnie.
-A tak jakoś. Zastanawiałem się czy pasował by ci kolor włosów blond. - wyszczerzyłem do niego swe zęby, na których był prawie niewidoczny aparat.
-Spadaj. Ty przegrałeś zakład. Więc masz wykonać swoje zadanie. - Zayn poruszał zabawnie brwiami po czym uśmiechnął się triumfalnie.
-Jaki zaś zakład? Pewnie znów coś głupiego! - Liam'owi jak zwykle nie spodobało się to co usłyszał. Oh też nasz Daddy, mógłby trochę czasem wyluzować. A co do zakładu. To rzeczywiście. Przegrałem go.. Czyli teraz muszę wykonać zadanie karne. Czyli teraz zrobię z siebie kompletnego debila. Wyciągnąłem swój telefon i zalogowałem się na twittera. Już nienawidziłem Zayn'a. Wziąłem głęboki wdech po czym zacząłem pisać.
'-Kocham Weronikę, dziewczynę Harry'ego Styles'a.' - wysłałem ten tweet po czym spojrzałem na czarnowłosego chłopaka, który cieszył się jak małe dziecko.
-Właśnie wybuchł skandal. - uśmiechnąłem się cwaniacko pod nosem, a widząc pytającą minę Liam'a dodałem szybko. -Spokojnie, za niedługo sam się o tym dowiesz. - odłożyłem woreczek z już wodą do miseczki po czym wstałem z kanapy i złapałem mulata za dłoń ciągnąc go w stronę wyjścia. -Dzięki Ci Liam, uratowałeś mi życie. A właśnie i ucałuj ode mnie Danielle. - wyszczerzyłem się jeszcze raz na pożegnanie, a czarnowłosy chłopak pomachał Liam'owi. Pobiegliśmy szybko po schodach w stronę mojego mieszkania zamykając od razu drzwi gdy byliśmy już w środku.
-Nie wiem jak ty Zayn. Ale ja jestem głodny. - powędrowałem w stronę lodówki i wyciągnąłem z niej parówki, pomidory, ogórki oraz wiele innych produktów. Połączyłem to wszystko w jedność robiąc z tego sałatkę po czym usiadłem obok brązowookiego w salonie zajadając się tym co przygotowałem. Brązowooki przeglądał jakiś album ze zdjęciami i co chwila się z czegoś śmiał. Nagle zatrzymał się na jednej ze stron i wyciągnął zdjęcie przyglądając mu się bliżej.
-Co tam znalazłeś ciekawego? - uniosłem brew po czym odłożyłem miskę na stolik i przysunąłem się bliżej Malika by spojrzeć na fotografię. Na zdjęciu była cała nasza piątka robiąca głupie miny. Śmialiśmy się z tego zdjęcia dobre dziesięć minut wspominając stare czasy. Gdy skończyliśmy się śmiać znów powróciłem do jedzenia. Gdy skończyłem jeść powędrowałem do kuchni i włożyłem miskę do zlewu. Nalałem sobie oraz Malikowi soku do szklanek i wróciłem do przyjaciela.
-Ledwo wychodzę, a ty już na laptopie. Oh Zayn. - pokręciłem teatralnie głową i westchnąłem ciężko po czym zaśmiałem się cicho. Widząc jednak jak przyjaciel zbladł zmarszczyłem brwi. -Coś tam zaś wyczytał? - uniosłem brew nie spuszczając ciągle wzroku z Malika.
-Radziłbym Ci stary nie wychodzić z domu. - mulat podrapał się po karku po czym przeniósł wzrok z ekranu na mnie. -Chyba posunęliśmy się odrobinę za daleko. - czarnowłosy chłopak zawołał mnie gestem do siebie, więc od razu podszedłem do niego i usadowiłem się obok niego na kanapie.
-'Niall jak możesz robić takie świństwo swojemu przyjacielowi?!' 'Jesteś najgorszym człowiekiem świata.' 'Nienawidzę Cię!' - przeczytałem kilka tweetów i do moich oczu napłynęły łzy. Tak przegiąłem. Myślałem, że wygram walkę ze Styles'em. Jednak z nim nikt nie wygra. Nie minęła minuta jak zadzwonił mój telefon spojrzałem na wyświetlacz i jęknąłem przeciągle. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Tak, słuch.. - nawet nie zdążyłem dokończyć swojego pytania.
-Niall jutro o dziewiątej rano widzę Cię u siebie w gabinecie, zrozumiałeś?! - ostry ton jaki rozbrzmiewał w słuchawce był naprawdę przerażający i przyznam szczerze, że się przestraszyłem.
-O..oczywiście. - wyjąkałem do słuchawki.
-To dobrze, że się rozumiemy. Do zobaczenia panie Horan.
-Do zobaczenia. - powiedziałem to już raczej sam do siebie bo Simon się już odłączył. Stałem na środku salonu z telefonem w ręku i tępym spojrzeniem wbitym w przyjaciela.
-Chyba masz przejebane. - Zayn spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
-Oboje w tym siedzimy deklu. - popatrzyłem na niego ze sztucznym uśmiechem.
-Nienawidzę cię idioto. - Malik wymruczał te słowa i rzucił we mnie poduszką.
-Z wzajemnością skarbie. - posłałem mu zawadiacki uśmiech i poruszyłem zabawnie brwiami. Położyłem się na kanapie i zakryłem poduszką twarz.
-Zabij mnie, proszę. - wypowiedziałem niewyraźnie te słowa. Poczułem jak brunet usiadł mi na nogach. Czułem, że na mnie patrzy więc odsunąłem poduszkę z twarzy i zmarszczyłem brwi patrząc na niego.
-Razem siedzimy w tym gównie i razem z niego wyjdziemy. - Zayn posłał mi delikatny uśmiech i poprawił swoje okulary, których tak naprawdę nie musiał nosić. Przygryzłem wargę i spojrzałem w jego brązowe oczka. Tak, cieszyłem się, że to właśnie z Malikiem wpakowałem się w kłopoty. Dzięki temu chyba zyskałem prawdziwego przyjaciela.

○ Myślę, że ten rozdział będzie dla niektórych zaskoczeniem. ;) Mam nadzieję, że swoje opinie na jego temat zostawicie w komentarzach, bo chciałabym wiedzieć co o nim myślicie. :)

5 komentarzy:

  1. .KamCiaaa ! ;***1 września 2012 16:25

    Mega Odcinek! :D
    No Niallerek :D Ale żeś skandal wywołał! ;D
    Czekam na Nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiste rozwinięcie :D również czekam na nn i jeszcze wiecej niespodzianek :))

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy bedzie nn ?
    nie moge sie doczekac

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże... ! Twoje całe 10 rodziałów jest meega zajebiste. Czytam je i czuje że się od nich uzależniła. ;) Mam nadzieje że już niedługo będą następne. Gdybyś wydała książke dalszej części tych wydarzeń pierwsza zapierdzieliłabym ją kuipić i czytałabym ją bez przerwy. :) powodzenia przy dalszej pracy i co do weny ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mnie nastraszylas z tym koszmarem.
    Olej, jak zawsze świetne .
    Oj Niall , Niall. ♥
    Pisz dalej. Kocham ♡

    OdpowiedzUsuń