Podkład.
Było pochmurno, wietrznie, taka zwykła
jesienna szaruga. Przechodziłaś właśnie obok jednej ze swych
ulubionych kawiarni, miałaś z nią związanych tyle wspomnień.
Pierwsze plotki z przyjaciółkami przy mrożonej kawie latem i
gorącej czekoladzie zimą. Pierwsze spotkania klasowe, które były
wtedy takie ważne dla ciebie. Pierwsze randki, które czasem były
po prostu beznadziejne. Weszłaś do środka i od razu uderzył w
ciebie znajomy zapach unoszącej się kawy. Uśmiechnęłaś się
mimowolnie i powędrowałaś w stronę swojego ulubionego miejsca
znajdującego się w głębi lokalu, w zaciemnionym kącie.
Ściągnęłaś zwinnie płaszcz i zawiesiłaś go na wieszaku po
czym zamówiłaś gorącą czekoladę z podwójną bitą śmietaną i
kawałek ciasta z nadzieniem malinowym. Nie lubiłaś nigdy tego
ciasta, ale Harry je uwielbiał. W lecie zawsze chodziliście na
działkę jego babci, gdzie rosło naprawdę dużo krzaków z
malinami. Biegaliście beztrosko między nimi co chwila podjadając
owoce garściami. Na twojej twarzy wymalował się delikatny uśmiech
na samo wspomnienie tamtych chwil. Gdy dostałaś zamówienie nawet
nie spojrzałaś na kelnerkę. Wpatrywałaś się ciągle w stół.
Wzięłaś do ręki widelczyk i nałożyłaś trochę ciasta po czym
włożyłaś je do ust. Na początku nie poczułaś w ogóle smaku,
dopiero po którymś kawałku z kolei poczułaś jak smak malin
opanowuje twoje podniebienie. Odsunęłaś na pół pełny talerzyk
od siebie i wzięłaś do ręki kubek z gorącą czekoladą
zatapiając w nim swoje wargi. Smakowała tak samo jak wtedy, kiedy
siedziałaś tu z nim pewnego jesiennego wieczora. Po kilku łykach
odłożyłaś praktycznie pełny kubek na stół po czym wstałaś i
podeszłaś do wieszaka by zdjąć swój płaszcz. Założyłaś go
na siebie i położyłaś jeszcze na stole obok kubka pieniądze.
Zapięłaś się na ostatni guzik i pchnęłaś drzwi wychodząc na
zewnątrz. Dookoła panowała cisza i ciemność. Zimny wiatr lekko
zaczerwienił twoje policzki jednak nie miałaś zamiaru dać mu za
wygraną. Włożyłaś dłonie do kieszeni płaszcza i stawiałaś
stanowcze kroki na chodniku, który nie był zbyt prosty. Pamiętałaś
jak kiedyś szłaś tędy w krótkiej, białej, zwiewnej sukieneczce,
a obok ciebie był Harry. Śmialiście się z wszystkiego i
wszystkich. Wtedy wszystko było takie łatwe, a każdy dzień nawet
ten pochmurny miał kolory tęczy. Twoje oczy zaszły łzami, szybko
nimi zamrugałaś nie pozwalając słonym kroplom wydostać się z
twojego oka. Przysięgłaś sobie i jemu, że nigdy nie będziesz
płakać jak będziesz o nim myśleć. Masz się jedynie szeroko
uśmiechać i cieszyć z życia. Ale nie potrafiłaś. Gdy byłaś
już na miejscu coś cię sparaliżowało jak jeszcze nigdy. Nie
potrafiłaś się już powstrzymać, po twoich policzkach krople łez
spływały niczym po szybie w czasie deszczu. Przypomniałaś sobie
ten dzień, w którym chciałaś mu powiedzieć wtedy coś tak
ważnego. Pamiętałaś to jak dziś. Piękne, jesienne popołudnie.
Promienie słońca odbijały się od kałuż pozostawionych jeszcze
przez nocną ulewę. Kolorowe liście spadały z drzew wprost na
twoje włosy. Szłaś spotkać się z ukochanym, więc nic nie mogło
popsuć ci humoru. Do tego niosłaś mu wspaniałą wiadomość.
Siedziałaś na ławce w parku, w tym miejscu gdzie się umówiliście.
Jednak Harry się nie zjawiał. Denerwowałaś się bo nigdy cię nie
wystawiał. Miałaś złe przeczucia. Wstałaś z ławki i podążyłaś
w stronę jego mieszkania. Twoją uwagę jednak przykuła stojąca na
sygnale karetka, policja, straż... I wiele gapiów. Podeszłaś
również do tłumu modląc się by to nie był on. Jednak zauważyłaś
Harry'ego. Leżał bezruchu na środku ulicy, owinięty kocem. Z
twoich oczu zaczął lać się potok łez. Podbiegłaś do niego i
zaczęłaś krzyczeć, że przecież miał cię nie zostawiać, że
nie może teraz, nie w tym momencie, kiedy akurat wszystko zaczęło
być idealne. Nie posłuchał cię. Odszedł, zostawił cię samą.
Stałaś teraz nad jego grobem płacząc cicho, straciłaś go na
zawsze. Ale pamiętałaś co chciałaś mu wtedy powiedzieć, w ten
dzień kiedy mieliście się spotkać, być ze sobą już po wieki i
bawić wspólnie swoje dzieci. Jedno było już w drodze. Tak,
właśnie to chciałaś mu powiedzieć, że będziecie mieli dziecko.
Jednak i ono zostawiło cię samą. Zapaliłaś znicz i postawiłaś
go na nagrobku. Otarłaś ociekające łzy z policzków i wpatrywałaś
się w zdjęcie na pomniku.
-Tak jak ci obiecałam, żyję. Dla
ciebie. Nie jest to łatwe, ale próbuję dać radę. Minął rok
odkąd ostatnio się wiedzieliśmy. To długo, ale daje radę
skarbie. Nie martw się o mnie. To nic, że nie zawsze pamiętam o
tym żeby coś zjeść. Wiesz czasem myślę sobie, że to dobrze, że
Darcy nie przyszła na świat. Nie byłabym dobrą matką bez ciebie.
Kocham Cię. Wiem, że to słyszysz. Po prostu czuje to.
Usiadłaś na ławce i poczułaś
ciepły wietrzyk, a po twoim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
Czułaś jakby czyjś dotyk na swoim policzku. Tak, teraz miałaś
pewność, że gdy mówił ci, że nigdy cię nie opuści dotrzyma
słowa. Był przy tobie, przez cały ten czas. Przymknęłaś
delikatnie oczy i po chwili mogłaś go już zobaczyć, poczuć jego
dotyk. To było dziwne, patrzyłaś teraz na swoje ciało i jego
nagrobek z góry. Spojrzałaś na swojego ukochanego i uśmiechnęłaś
się do niego szeroko. Wtuliłaś się mocno w jego ciało i odeszłaś
wraz z nim do niebieskiej otchłani, zwanej niebem by żyć tam z nim
już na zawsze.
○ Jest to mój pierwszy one shot i chciałam się nim z wami podzielić. :)
Napiszcie w komentarzu co o nim myślicie, bo gdyby się spodobał to
mogłabym pisać ich więcej. :3 Ps. Nowy rozdział będzie w sobotę lub
niedzielę, ponieważ w piątek i sobotę nie ma mnie w domu. :) Jeszcze raz
proszę was bardzo o komentarze, bo naprawdę miło się patrzy gdy jest
ich dużo. Wtedy wiem, że mam dla kogo tworzyć. :)
Blog zajebisty. a ten One Shot po protu brak słów!
OdpowiedzUsuń