Wietrzny, pochmurny dzień. W takie dni
zawsze jest szaro i ponuro, bo niby czemu ma być kolorowo? Ubrany w
czarny garnitur i z przeciwsłonecznymi okularami, które zakrywały
moje worki pod oczami, stałem w tłumie ludzi z białą różą w
ręku. Nie wiedziałem dlaczego los tak bardzo utrudniał mi życie.
Czy nie zasługiwałem na choć odrobinę szczęścia? Wszystko
zawsze się komplikowało, a ja nie miałem nawet chwili czasu na
wytchnienie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że to była moja
wina. To przeze mnie wszyscy jesteśmy tutaj. To moja wina, że
wszyscy mieli podkrążone, opuchnięte oczy od łez. To wszystko
była moja wina. Nie docierały do mnie szlochy ludzi, w zasadzie nie
docierało do mnie nic. W mojej głowie panował wielki chaos. Byłem
szturchany przez osoby chcące dostać się trochę bliżej, jednak
stałem niewzruszony. Wpatrywałem się tępo w głęboko wykopaną
dziurę po czym przeniosłem wzrok na trumnę, którą zaczęto
powoli do niej wkładać. Co wtedy czułem? Przeszywający moją
klatkę piersiową cholerny ból. Jakby ktoś wyrwał mi serce i je
spalił. W mojej głowie echem odbijały się jego słowa 'Tak
cholernie mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas
wszystkich takie ważne... Mam nadzieje, że tym razem Harry nie
nawalisz...' Nawaliłem. Przepraszam Cię, że przeze mnie
cierpiałeś. Ale tam Ci jest już chyba dobrze? Tam już Cię nie
zranię. Gdy trumna dotknęła dna dziury, każdy z najbliższych
podszedł i rzucił na nią kwiatek oraz posypał odrobiną ziemi.
Gdy podszedłem bliżej wykopanego dołka coś po prostu we mnie
pękło. Rzuciłem różę wprost na środek trumny. Przymrużyłem
delikatnie oczy, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Przepraszam Cię Louis. Tak bardzo Cię
przepraszam. - wyszeptałem cicho swym zachrypniętym głosem po czym
upadłem na kolana i ukryłem twarz w dłoniach zanosząc się
płaczem. Zakręciło mi się w głowie i już po chwili nie
widziałem ani słyszałem nic, kompletnie nic. Cisza...
-Panie Styles. Jesteśmy już na
miejscu. - otworzyłem oczy i spojrzałem na blond piękność, która
wpatrywała się we mnie z szerokim uśmiechem. Rozejrzałem się
dookoła i wystraszyłem się widząc, że jestem w samolocie. Zaraz,
zaraz. To znaczy, że to wszystko to był sen? A raczej koszmar?
Poczułem jak kamień spada mi z serca, a moje dłonie drżą.
Myślałem, że popłacze się ze szczęścia wiedząc, że to był
tylko koszmar. Założyłem przeciwsłoneczne okulary na swoje
podpuchnięte oczy i wyszedłem z samolotu szybko kierując się w
stronę limuzyny, która już na mnie czekała. Po kilku chwilach
byłem już przed kompleksem mieszkaniowym. Będąc w limuzynie
przypomniałem sobie, że Lou miał wypadek. Modliłem się w duchu,
żeby nic mu się nie stało, żeby żył. Wybiegłem z auta jak
najszybciej potrafiłem między innymi też dlatego, że przed
kompleksem było w cholerę tych sępów. Nie martwiłem się o
bagaże, tym miał się zająć Stephan, nasz kierowca. Pobiegłem do
mieszkania Liam'a z prędkością światła, nawet nie pukając po
prostu wbiegłem do środka.
-Gdzie jest Lou?! - spojrzałem na
brązowowłosego chłopaka, który wpatrywał się we mnie swymi
brązowymi oczami ze zdziwioną miną.
-Pewnie w ogródku, albo w waszym
mieszkaniu. - chłopak zmarszczył brwi i nie odrywał ode mnie swego
wzroku. Moje serce mocno huczało w mej piersi, a w mojej głowie był
mętlik. -A tak w ogóle to miło Cię widzieć Harry. - chłopak
posłał mi ciepły uśmiech.
-Jak ty możesz być taki spokojny
skoro Louis miał wypadek?! - wrzeszczałem na niego, co nie było
zamierzonym celem. Po prostu moje emocje tak mną targały, że nie
panowałem nad sobą.
-Jaki wypadek? O czym ty mówisz
Styles? - Li uniósł zdziwiony brwi ku górze i patrzył na mnie z
dozą przerażenia.
-Zayn do mnie dzwonił.. - zmarszczyłem
brwi patrząc na chłopaka. Boże jaki ja byłem głupi! Uwierzyłem
temu kretynowi. Dałem się nabrać jak jakieś dziecko. -Zabije tego
kretyna! - spojrzałem ze wściekłością na Liam'a. Nie byłem zły
na niego, tylko na tego próżnego mulata i zakochanego w sobie
Irlandczyka. Nic nie mówiąc wyszedłem z mieszkania chłopaka i
powędrowałem po schodach w stronę apartamentu, w którym
mieszkałem wraz z Lou. Drzwi były uchylone, więc po cichu wszedłem
do środka podsłuchując rozmowę chłopaków.
-Ale miazga. Ciekawe co zrobi teraz
nasz Hazzuś. - blondyn zaśmiał się donośnie, a mnie już się
nóż w kieszeni otwierał.
-Przesadziliście chłopcy, naprawdę.
Nie powinniście mu robić takiego kawału, nie w takim czasie kiedy
przechodzi najgorszy okres swojego życia. - wsłuchiwałem się w
słowa Louis'a z wielkim zdziwieniem.
-Oh no Lou, wyluzuj. Przecież to
Styles. Pewnie nawet nie uwierzył w tę wiadomość. - Zayn mówił
to z takim przekonaniem, że mógłby spokojnie zostać prezydentem.
On to by nawet sprzedał klatkę dla chomika za milion dolarów i
miałby, i pieniądze, i klatkę.
-Jesteście.. - zaczął Lou.
-Wspaniali? Beznadziejni? - przerwałem
mu w pół słowa i pojawiłem się w salonie opierając się o
framugę.
-Harry! - brązowowłosy chłopak
spojrzał na mnie swymi pięknymi, lazurowymi tęczówkami będąc w
niemałym szoku.
-Ty żyjesz? I nic ci nie jest? -
podszedłem do Lou i obszedłem go dookoła. -Hm.. ani jednego
zadrapania czy siniaka. Zero śladów po wypadku. - przejechałem
dłonią po ramieniu Louis'a po czym przeniosłem wzrok na blondynka.
-Niezły żarcik kochaniutki. - podszedłem do niego i spojrzałem
prosto w jego źrenice. Moje oczy były przepełnione nienawiścią.
Ten mały, blond skurczybyk za dużo sobie pozwalał. Nawet nie wiem
kiedy wziąłem zamach i po prostu wycelowałem jego twarz swą
poranioną jeszcze pięścią. Lou i Zayn byli w szoku, zresztą nie
tylko oni, bo Niall i ja też. Nie wiedziałem, że go uderzę to po
prostu był napływ chwili.
-Jesteś popieprzony. - Zayn pomógł
pozbierać się Irlandczykowi i od razu go zaprowadził do
Liam'a żeby przyłożył mu jakiś lód do jego podpuchniętego policzka.
Liam'a żeby przyłożył mu jakiś lód do jego podpuchniętego policzka.
-Haroldzie, co w ciebie wstąpiło? -
Lou spojrzał na mnie z przerażoną miną.
-Przepraszam Cię. - spojrzałem na
niego po czym opuściłem wzrok i wbiłem go w podłogę. Nie
wytrzymałem, nie mogłem już więcej się powstrzymywać. Po moich
policzkach pomknęły, małe, pojedyncze łezki.
-Oh Hazza. - chłopak podszedł do mnie
i przytulił mnie mocno, a ja się w niego wtuliłem. Zawsze był
moim najlepszym przyjacielem i nie kryłem tego. Nigdy nie odtrącał
mnie pomimo mojego zachowania, zawsze był przy mnie.
-Cierpiałeś przeze mnie. Wiem, że
mówiłem Ci, że Eleanor nie jest dziewczyną dla ciebie i
potępiałem to, że z nią jesteś, ale to dlatego, że chciałem
Cię mieć przy sobie. Nie chciałem stracić przyjaciela. - Lou
pogładził mnie czule po plecach jedną ręką, a drugą głaskał
mnie po głowie co rusz całując mnie w jej czubek.
-Nie Harreh, miałeś rację. Eleanor
nie była dziewczyną w moim typie. Zaślepiła mnie jej uroda, a nie
zauważyłem tego, że nie miała ciekawego wnętrza. Wykorzystywała
mnie na każdym kroku i wszyscy mi o tym mówili, jednak nie chciałem
ich słuchać. A najbardziej na tym ucierpiałeś ty Harry no i mój
portfel, ale to już inna sprawa. - Louis zaśmiał się cicho
powodując tym samym lekki uśmiech na mojej twarzy. Ucałował mnie
lekko w policzek i posłał mi szeroki uśmiech.
-No idź się odśwież i przebierz, a
później połóż się na chwilę. Na pewno podróż cię trochę
zmęczyła. - niebieskooki chłopak posłał mi ciepły uśmiech po
czym skierował się do kuchni w celu zrobienia sobie pewnie herbaty,
którą tak nałogowo pił.
-Dziękuję Ci Lou, za wszystko. -
wyszeptałem te słowa jednak na tyle głośno by je usłyszał po
czym skierowałem się w stronę swojego pokoju gdzie czekały na
mnie już rzeczy. Tak Louis miał racje, ta podróż i ten koszmar
całkiem mnie wykończyły. Położyłem się na łóżku i nawet nie
wiem kiedy po prostu zasnąłem. Nawet nie zdążając się przebrać.
***OCZAMI NIALL'A***
Może rzeczywiście trochę
już przesadziłem. To chyba zaczynało się już robić cholernie
dziecinne. Siedziałem na kanapie i przykładałem sobie lód do
twarzy, w którą właśnie przed chwilą dostałem od Styles'a. Zayn
śmiał się z mojego aktualnego wyglądu, a konkretnie z mojej
fioletowej śliwki od okiem.
-Należało Ci się Nialler.
- Liam siedział obok mnie kręcąc głową z dezaprobatą. Może
miał racje, może przegiąłem.
-Wiem to. - westchnąłem
ciężko i czułem jak drętwieje mi od tego zimna twarz. Oparłem
się wygodnie plecami o oparcie kanapy i spojrzałem na mulata.
-Co się tak patrzysz na
mnie słodziaku? - czarnowłosy chłopak uniósł brew ku górze
patrząc na mnie.
-A tak jakoś. Zastanawiałem
się czy pasował by ci kolor włosów blond. - wyszczerzyłem do
niego swe zęby, na których był prawie niewidoczny aparat.
-Spadaj. Ty przegrałeś
zakład. Więc masz wykonać swoje zadanie. - Zayn poruszał zabawnie
brwiami po czym uśmiechnął się triumfalnie.
-Jaki zaś zakład? Pewnie
znów coś głupiego! - Liam'owi jak zwykle nie spodobało się to co
usłyszał. Oh też nasz Daddy, mógłby trochę czasem wyluzować. A
co do zakładu. To rzeczywiście. Przegrałem go.. Czyli teraz muszę
wykonać zadanie karne. Czyli teraz zrobię z siebie kompletnego
debila. Wyciągnąłem swój telefon i zalogowałem się na twittera.
Już nienawidziłem Zayn'a. Wziąłem głęboki wdech po czym
zacząłem pisać.
'-Kocham Weronikę,
dziewczynę Harry'ego Styles'a.' - wysłałem ten tweet po czym
spojrzałem na czarnowłosego chłopaka, który cieszył się jak
małe dziecko.
-Właśnie wybuchł skandal.
- uśmiechnąłem się cwaniacko pod nosem, a widząc pytającą minę
Liam'a dodałem szybko. -Spokojnie, za niedługo sam się o tym
dowiesz. - odłożyłem woreczek z już wodą do miseczki po czym
wstałem z kanapy i złapałem mulata za dłoń ciągnąc go w stronę
wyjścia. -Dzięki Ci Liam, uratowałeś mi życie. A właśnie i
ucałuj ode mnie Danielle. - wyszczerzyłem się jeszcze raz na
pożegnanie, a czarnowłosy chłopak pomachał Liam'owi. Pobiegliśmy
szybko po schodach w stronę mojego mieszkania zamykając od razu
drzwi gdy byliśmy już w środku.
-Nie wiem jak ty Zayn. Ale
ja jestem głodny. - powędrowałem w stronę lodówki i wyciągnąłem
z niej parówki, pomidory, ogórki oraz wiele innych produktów.
Połączyłem to wszystko w jedność robiąc z tego sałatkę po
czym usiadłem obok brązowookiego w salonie zajadając się tym co
przygotowałem. Brązowooki przeglądał jakiś album ze zdjęciami i
co chwila się z czegoś śmiał. Nagle zatrzymał się na jednej ze
stron i wyciągnął zdjęcie przyglądając mu się bliżej.
-Co tam znalazłeś
ciekawego? - uniosłem brew po czym odłożyłem miskę na stolik i
przysunąłem się bliżej Malika by spojrzeć na fotografię. Na
zdjęciu była cała nasza piątka robiąca głupie miny. Śmialiśmy
się z tego zdjęcia dobre dziesięć minut wspominając stare czasy.
Gdy skończyliśmy się śmiać znów powróciłem do jedzenia. Gdy
skończyłem jeść powędrowałem do kuchni i włożyłem miskę do
zlewu. Nalałem sobie oraz Malikowi soku do szklanek i wróciłem do
przyjaciela.
-Ledwo wychodzę, a ty już
na laptopie. Oh Zayn. - pokręciłem teatralnie głową i westchnąłem
ciężko po czym zaśmiałem się cicho. Widząc jednak jak
przyjaciel zbladł zmarszczyłem brwi. -Coś tam zaś wyczytał? -
uniosłem brew nie spuszczając ciągle wzroku z Malika.
-Radziłbym Ci stary nie
wychodzić z domu. - mulat podrapał się po karku po czym przeniósł
wzrok z ekranu na mnie. -Chyba posunęliśmy się odrobinę za
daleko. - czarnowłosy chłopak zawołał mnie gestem do siebie, więc
od razu podszedłem do niego i usadowiłem się obok niego na
kanapie.
-'Niall jak możesz robić
takie świństwo swojemu przyjacielowi?!' 'Jesteś najgorszym
człowiekiem świata.' 'Nienawidzę Cię!' - przeczytałem kilka
tweetów i do moich oczu napłynęły łzy. Tak przegiąłem.
Myślałem, że wygram walkę ze Styles'em. Jednak z nim nikt nie
wygra. Nie minęła minuta jak zadzwonił mój telefon spojrzałem na
wyświetlacz i jęknąłem przeciągle. Nacisnąłem zieloną
słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Tak, słuch.. - nawet nie
zdążyłem dokończyć swojego pytania.
-Niall jutro o dziewiątej
rano widzę Cię u siebie w gabinecie, zrozumiałeś?! - ostry ton
jaki rozbrzmiewał w słuchawce był naprawdę przerażający i
przyznam szczerze, że się przestraszyłem.
-O..oczywiście. - wyjąkałem
do słuchawki.
-To dobrze, że się
rozumiemy. Do zobaczenia panie Horan.
-Do zobaczenia. -
powiedziałem to już raczej sam do siebie bo Simon się już
odłączył. Stałem na środku salonu z telefonem w ręku i tępym
spojrzeniem wbitym w przyjaciela.
-Chyba masz przejebane. -
Zayn spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
-Oboje w tym siedzimy deklu.
- popatrzyłem na niego ze sztucznym uśmiechem.
-Nienawidzę cię idioto. -
Malik wymruczał te słowa i rzucił we mnie poduszką.
-Z wzajemnością skarbie. -
posłałem mu zawadiacki uśmiech i poruszyłem zabawnie brwiami.
Położyłem się na kanapie i zakryłem poduszką twarz.
-Zabij mnie, proszę. -
wypowiedziałem niewyraźnie te słowa. Poczułem jak brunet usiadł
mi na nogach. Czułem, że na mnie patrzy więc odsunąłem poduszkę
z twarzy i zmarszczyłem brwi patrząc na niego.
-Razem siedzimy w tym gównie
i razem z niego wyjdziemy. - Zayn posłał mi delikatny uśmiech i
poprawił swoje okulary, których tak naprawdę nie musiał nosić.
Przygryzłem wargę i spojrzałem w jego brązowe oczka. Tak,
cieszyłem się, że to właśnie z Malikiem wpakowałem się w
kłopoty. Dzięki temu chyba zyskałem prawdziwego przyjaciela.
○ Myślę, że ten rozdział będzie dla niektórych zaskoczeniem. ;) Mam nadzieję, że swoje opinie na jego temat zostawicie w komentarzach, bo chciałabym wiedzieć co o nim myślicie. :)
Mega Odcinek! :D
OdpowiedzUsuńNo Niallerek :D Ale żeś skandal wywołał! ;D
Czekam na Nn ;**
Zajebiste rozwinięcie :D również czekam na nn i jeszcze wiecej niespodzianek :))
OdpowiedzUsuńkiedy bedzie nn ?
OdpowiedzUsuńnie moge sie doczekac
Boże... ! Twoje całe 10 rodziałów jest meega zajebiste. Czytam je i czuje że się od nich uzależniła. ;) Mam nadzieje że już niedługo będą następne. Gdybyś wydała książke dalszej części tych wydarzeń pierwsza zapierdzieliłabym ją kuipić i czytałabym ją bez przerwy. :) powodzenia przy dalszej pracy i co do weny ;]
OdpowiedzUsuńAle mnie nastraszylas z tym koszmarem.
OdpowiedzUsuńOlej, jak zawsze świetne .
Oj Niall , Niall. ♥
Pisz dalej. Kocham ♡