28 czerwca 2012

Rozdział 2.


-Coś ty znowu wymyśliła ?! Nie możemy po prostu wrócić do domu ?! - Harry oczywiście zaczął kręcić nosem i jak zwykle nic mu nie odpowiadało.
-Po co wrócić do domu ? Żeby gnić w czterech ścianach, bądź w twoim przypadku gadać cały czas przez telefon ? - Marg uniosła brew ku górze i spojrzała na kuzyna swymi pięknymi, dużymi, czekoladowymi oczami. Była teraz przez cały czas uśmiechnięta, a ja wciąż nie wiedziałam dlaczego. Szliśmy przez cały czas w milczeniu, co chwilę patrzyłam ukradkiem na loczka, a ten ciągle wpatrywał się tępo w ekran. Było mi cholernie przykro, że Harry tak po prostu zapomniał kim jestem, a może nie chciał pamiętać. Po krótkiej chwili doszliśmy do domu Nathan'a, z którego dochodziła głośna muzyka.
-Nathan zaprosił mnie na imprezę, więc postanowiłam was wziąć ze sobą. - czarnowłosa dziewczyna popatrzyła najpierw na mnie, a później na Harry'ego. Właściwie zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego nie zostałam na tę imprezę zaproszona przez Nathan'a ?! Nie no super, coraz lepiej.
-Oo jesteście już. Cieszę się, że jednak twoi towarzysze się zgodzili. - Nathan ledwo stanął w drzwiach, a ja już wiedziałam, że ta impreza dla niego się za niedługo skończy. Miałam się już na niego wydrzeć, że mnie nie zaprosił ale postanowiłam, że zrobię to jutro. Weszliśmy do środka, a ja od razu zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu znajomych twarzy. Dopiero po jakiejś minucie dotarło do mnie, że nikogo z tych osób nie znam, pomijając Nathan'a, Margi i Harry'ego. Moja przyjaciółka razem z moim przyjacielem oczywiście od razu zaczęli tańczyć jak szaleni, natomiast loczuś gdzieś zniknął z mojego pola widzenia. Zastanawiałam się po jaką cholerę tu przyszłam. Skierowałam się na taras po drodze mijając wiele miziających się par. Owszem miałam ochotę na imprezę, ale jednak w gronie ludzi, których znam. Stojąc już na tarasie przymknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech, próbując się jakoś uspokoić. Otworzyłam leniwie swe niebieskie oczy i ujrzałam Hazzę siedzącego na schodach, a w ręku trzymał butelkę wódki. Super po prostu. Czyli będę miała dwójkę pijanych osób na głowie. Jutro jak już Nath będzie trzeźwy to chyba go zabije. Podeszłam do balustrady i oparłam się o nią. Patrzyłam gdzieś w dal zamyślając się. Ile ja bym dała, żeby cofnąć się na chwilę w czasie do lat, gdy wszystko było takie proste.
-Fajna impreza no nie ? - z zamyśleń wyrwał mnie sarkastyczny głos Harry'ego, który był już nieco pod wpływem alkoholu. Nie wiedziałam kiedy, a on stał już obok mnie.
-Tak, rzeczywiście fantastyczna. - posłałam mu delikatny uśmiech i spojrzałam w jego zielone oczy. Widziałam w nich ból, nie potrafił sobie z czymś poradzić, co nawet można było zauważyć po jego zachowaniu. Hazza odwrócił głowę w drugą stronę, bo usłyszał jakieś krzyki dziewczyn, zresztą ja też je słyszałam, ale po prostu je olałam. Po chwili podeszła do nas jakaś blond dziewczyna, na oko mogłabym jej dać z 24 lata. Oczywiście zaczęła flirtować z loczusiem, a jemu to nie przeszkadzało. Kilka chwil później zniknęli już w środku domu dołączając się do innych tańczących ludzi. Spojrzałam odruchowo w dół i zauważyłam butelkę z trunkiem, którą zostawił zielonooki chłopak. Wzięłam ją do ręki i spojrzałam na nią. Miałam wielką ochotę teraz wziąć ją do ust, przechylić i nachlać się jak każdy w tym domu. Odwróciłam się tyłem do balustrady i w tym samym momencie jakiś chłopak wpadł wprost na mnie, oczywiście wylewając tym samym wódkę na moją koszulkę.
-Nosz do kurwy nędzy ! - zazwyczaj nie przeklinałam, bo nie było mi to potrzebne, ale w tym momencie niestety musiałam użyć tych słów. -Uważaj jak łazisz cioto ! -w sumie jak tak wyzywałam tego kolesia to mi się lepiej zrobiło. Chyba musiałam sobie trochę poprzeklinać i na kogoś się powydzierać.
-Prze..praszam. - wybełkotał tylko w moją stronę nawet nie podnosząc się z kafelek, którymi było wyłożone podłoże tarasu. Westchnęłam głęboko i skrzywiłam się. Teraz będę waliła wódką na kilka kilometrów. Zajebiście. Skierowałam się do domu i poszłam na piętro, w kierunku łazienki. Nawet nie pukając weszłam do środka i właśnie wtedy pożałowałam tego, że nie zapukałam. Moim oczom ukazał się widok nagiej już prawie blondyny i półnagiego loczka. Ten widok był okropny. I tak miałam już ochotę wymiotować, bo gdzie się nie poruszyłam czułam zapach wódy, a co dopiero widząc tą scenę.
-Nie wiesz, że się puka ?! - blondzia praktycznie wykrzyczała te słowa w moim kierunku, próbując pozasłaniać dłońmi swoje duże, silikonowe piersi. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest sztuczna. W tym blond pustaku chyba nic nie było naturalnego.
-Nie wiesz, że takie rzeczy to się robi w domu, w sypialni, na łóżku ?! - stałam w progu drąc się na nią jak opętana. Teraz byłam wkurzona maksymalnie. Nie dość, że miałam niezbyt miłe spotkanie z Harry'm, później zostałam zaprowadzona na imprezę, na którą tak naprawdę nie byłam zaproszona, do tego na tej imprezie ktoś wylał mi wódkę na koszulkę, a teraz jakaś plastikowa dziunia będzie się na mnie darła za to, że chciałam zmyć z siebie zapach tej okropnej wódki ! -Jeżeli potrzebujesz większych wrażeń, to weź go stąd i idź się z nim ruchaj na trawie, na podłodze, w kuchni na blacie, w garażu, na słońcu, gdzie tylko chcesz, ale teraz wypierdalaj stąd ! - nawet nie wiedziałam kiedy, muzyka ucichła, a mnie ktoś złapał za nadgarstek. Odwróciłam głowę by spojrzeć za siebie i ujrzałam Margaret, a za nią resztę imprezowiczów, którzy przybiegli zobaczyć o co chodzi. Momentalnie blondynka ucichła, pozbierała swoje rzeczy i wbiegła do jednego z innych pokoi barykadując się w nim.
-Wer spokojnie, po prostu za dużo wypiłaś. - przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie delikatnie wciąż nie wypuszczając mojego nadgarstka z dłoni. Widziałam, że oczy miała praktycznie za mgłą i mówiąc do mnie, wzrok miała skierowany w inną stronę.
-Nie jestem pijana, tylko jakiś frajer oblał mnie pozostałościami wódki, którą chlał Harry. - wyrwałam z uścisku swój nadgarstek i spojrzałam na uśmiechniętego od ucha do ucha loczka. Boże, dlaczego on był taki perfidny ?! Odwróciłam się na pięcie i skierowałam się do wyjścia jednak ktoś mnie zatrzymał kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Nie idź jeszcze. Jak chcesz to mogę ci dać jakąś moją koszulkę czy coś. - Nathan próbował mnie zatrzymać jednak ja nie miałam ochoty zostawać tam ani minuty dłużej.
-Nie Nath, dziękuję, ale wolę już iść do domu. Bawcie się dobrze i pilnuj Margi. - posłałam mu lekki, wymuszony uśmiech po czym zniknęłam za drzwiami. Na podwórku było już zimno i ciemno, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie chciałam jeszcze wracać do domu, musiałam najpierw trochę ochłonąć, tym bardziej, że w domu brat pewnie prawiłby mi kazania, że wali ode mnie wódą. Emocje targały mną niesamowicie, a ręce wciąż mi się trzęsły. Poczułam na swojej skórze podmuch zimnego wiatru, który wywołał ciarki na całym moim ciele. Spojrzałam w niebo, na którym nic nie było widać, ponieważ było zachmurzone. Chodziłam w zasadzie bez celu po uliczkach swego miasteczka. Było małe ale bardzo urokliwe, a zwłaszcza to osiedle, na którym mieszkałam ja i moi przyjaciele. Usiadłam na krawężniku i tak po prostu zalałam się łzami. Ja, dziewczyna, która nigdy nie okazywała słabości siedziała na krawężniku i płakała. Słyszałam, że ktoś się zbliża w moim kierunku, więc wstałam i ukradkiem spojrzałam na tamtą osobę, nie widziałam za dużo przez zeszklone oczy, ale poznałam iż była to męska postura. Wystraszyłam się,
w tym momencie, nie wiem czy dałabym radę się obronić. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Po moim ciele przeszła fala gorąca i już miałam krzyczeć, gdy nagle usłyszałam jego głos.
-Dlaczego tak szybko uciekłaś ? - głos Hazzy mogłabym poznać chyba wszędzie. Gdybym mogła najchętniej umarłabym teraz na zawał. Odwróciłam się powoli by spojrzeć na jego twarz. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, a ja stałam tylko nieruchomo i próbowałam powstrzymać łzy.
-To nie jest twój interes Harry, a teraz wracaj na imprezę i pilnuj Margaret, by nie narobiła głupot. - próbowałam wyrwać swój nadgarstek jednak jego uścisk był zbyt mocny, nie bardzo mi się to podobało. -Harry puść mnie, chce już iść do domu. - nawet nie ocierałam już lecących po moich policzkach łez. Patrzyłam na niego i nie podobał mi się ten szaleńczy uśmiech, który widniał na jego twarzy.
-Nie puszczę cię, dopóki mi nie powiesz. - przysunął się do mnie bliżej i złapał moją drugą rękę. Patrzył mi prosto w oczy, jednak mi z tym było trudniej. Odwróciłam szybko wzrok i przymknęłam powieki. Poczułam jak zaciska dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. Wtedy zaczęłam się bać, nie wiedziałam do czego zdolny był ten Harry. Nie dość że był ode mnie masywniejszy to jeszcze wyższy.
-Harry to mnie boli. - otworzyłam oczy, z których łzy płynęły już prawie strumieniami. Patrzyłam na niego ale z jego oczu nie dało się wiele wyczytać. On nie był teraz sobą, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam nawet jak uciec, jego uścisk był zbyt mocny. Przysunął głowę do mojego ucha i wyszeptał swym niskim głosem wprost do niego.
-Powiedz po prostu, że mnie kochasz. - spojrzał mi prosto w moje czerwone już od płaczu oczy, uśmiechnął się do mnie łobuzersko. Miałam ochotę go uderzyć, ale niestety nie miałam jak.
-Nigdy w życiu ! - wykrzyczałam mu prosto w twarz. - A teraz puść mnie do cholery jasnej, bo chce iść do domu ! - wiedziałam, że było późno i nie powinnam się tak wydzierać, ale nie miałam już siły na to by męczyć się z Hazzą. Widziałam, że nie spodobała mu się taka odpowiedź. Zacisnął dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. Teraz płakałam również z bólu jaki mi sprawiał. Nie poznawałam go, kiedyś nigdy nie sprawiłby mi takiego bólu, nie odnosiłby się tak do mnie. Gdzie się podział tamten Harry ? -Puść mnie no ! Nie rozumiesz co do ciebie mówię ?! Puść mnie skończony dupku ! -nagle poczułam jak jego dłoń ląduje na moich ustach starając się mnie uciszyć. Woń alkoholu można było wyczuć i od niego, i ode mnie. Opadłam już z sił, nie miałam nawet ochoty walczyć, tak, poddałam się. Zamknęłam oczy modląc się w duchu by mnie puścił. Nagle poczułam jak ktoś gwałtownie odrywa Harry'ego ode mnie. Otworzyłam szybko oczy i ujrzałam swojego brata.
-Nie rozumiesz co ona do ciebie mówi ?! - słyszałam jak zdenerwowany Filip krzyczy na Hazzę, zaczęli się ze sobą szarpać. Mi zaczęło kręcić się w głowie od zapachu wódki, a do tego jeszcze pomieszało się to z perfumami loczka. Po chwili zauważyłam tylko, że Harry zalał się krwią. Stałam na chodniku wpatrując się w nich, nie miałam siły nawet żeby zacząć na nich wrzeszczeć, czy żeby przerwać im tę chorą akcję. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiło mi się czarno przed oczami, przestałam słyszeć głosy krzyczących na siebie chłopaków, chciałam się czegoś złapać ale było za późno, po prostu zsunęłam się bezwładnie wprost na chodnik.

○ No i już jest drugi. Może wydawać się trochę dziwny, ale niech będzie :D Mam nadzieje, że się będzie podobać ;3

5 komentarzy:

  1. BOSKIE KURDE!! czekam na next poinformuj mnie na tt bądź moim blogu mój tt @justyna_jozefat

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty , nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, ale faaaaaaajny.
    czekam na następne rozdziały.. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. super! jak najszybciej dodawaj!:D

    OdpowiedzUsuń
  5. FAjnie :) dodaj więcej! Zapraszam też na mój blog o 1D :)http://one-direction-polskiblogoffical.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń