29 września 2012

Rozdział 12.

-Wstawaj Harry. Masz dzisiaj wywiad. - obudził mnie głos Lou, który szturchał mną delikatnie by mnie wybudzić ze snu. Spojrzałem na niego z przymrużonymi powiekami po czym przeciągnąłem się leniwie i otworzyłem oczy nieco szerzej od razu stwierdzając, że boli mnie głowa. Wstałem z łóżka i ubrałem się szybko w jakieś pierwsze lepsze ciuchy, które były na wierzchu w szafie. Spojrzałem na kalendarz i przygryzłem lekko wargę, dzisiaj jest koniec naszego kontraktu. Poszedłem do kuchni i nałożyłem sobie trochę jajecznicy, którą przyszykował Louis. Nie miałem ochoty nic jeść ale nie chciałem sprawiać przykrości chłopakowi. Spojrzałem na zegarek po czym przeniosłem wzrok na brązowowłosego.
-O której.. - odchrząknąłem cicho po czym kontynuowałem. -Mam ten wywiad? - uniosłem brew ku górze i spojrzałem na Lou, który czytał gazetę.
-Za godzinę, dlatego musisz się już zbierać. - niebieskooki chłopak wypowiedział te słowa nawet na chwilę nie odrywając wzroku od tego swojego pisemka. Jezu, jak ja bym chciał cofnąć czas.
-Yhm.. - podrapałem się speszony po głowie i wstałem od stołu. Skierowałem się w stronę drzwi wyjściowych, gdy nagle usłyszałem głos Lou.
-Czekaj Harry. - odwróciłem się na pięcie i spojrzałem na chłopaka, który odrzucił gazetę w bok.
-Coś się stało? - uniosłem brew ku górze patrząc na niebieskookiego. Widziałem, że Lou walczył sam ze sobą. Chciał mi coś powiedzieć, ale chyba się bał.
-Zapomniałeś telefonu. - zrezygnowany wyciągnął dłoń w moim kierunku trzymając w niej komórkę. Podszedłem bliżej i wziąłem urządzenie. Spojrzałem prosto w jego oczy, jednak ten szybko odwrócił wzrok przymrużając powieki. To było trudne. To był mój przyjaciel, a ja to wszystko zniszczyłem. Jestem egoistą. Wziąłem z wieszaka płaszcz i wyszedłem z domu idąc do samochodu, którym po chwili odjechałem w stronę studia.
***OCZAMI NIALL'A***
-Zayn to szalone. - zaśmiałem się melodyjnie, a wiatr targał moimi blond włosami jak chciał.
-Wiem. - chłopak wyszczerzył swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. Spojrzałem na niego i pokręciłem z niedowierzaniem głową. Właśnie jechałem ze swoim przyjacielem jego kabrioletem bez dachu przez co moje włosy wyglądały jakby miały bliskie spotkanie z niedoświadczonym fryzjerem.
-Pokłóciłem się z Harry'm, później z Lou. Liam też jest na mnie cięty.. - westchnąłem głęboko po czym opadłem bezradnie na fotel i przycisnąłem guzik, który zamyka dach. -Żyć nie umierać co? - przeniosłem wzrok na Zayn'a i posłałem mu delikatny uśmiech.
-Oh Niall, przestań. Zobaczysz, że wszystko się ułoży. - mulat uśmiechnął się do mnie przyjacielsko i poczochrał moje włosy jedną ręką, a drugą wciąż trzymając na kierownicy.
-Szczerze mówiąc, wolałbym zostać tu w Londynie. Wiesz co to będzie jak pokażę się w Mullingar? Wszyscy ludzie wiedzą już co się stało. Będą wytykać mnie palcami i mówić, że zadzieram nosa oraz, że sława mnie zmieniła. - westchnąłem ciężko i przeniosłem wzrok na krajobraz widniejący za oknem. Czułem jak smutek we mnie wzrasta. Dopiero teraz czułem konsekwencje swojej głupoty. Zayn włączył radio i ustawił jakiś kanał, na którym co chwila coś mówili o naszym, o ile jeszcze mogę go tak nazwać, zespole. Spojrzałem na czarnowłosego chłopaka, który nadepnął trochę mocniej na gaz tym samym przyspieszając. Po chwili w radiu zaczęła się audycja.
'-Witamy wszystkich naszych słuchaczy! Pewnie nie możecie doczekać się upragnionego wywiadu z wielką gwiazdą i równie wielkim skandalistą Harry'm Styles'em?' - rozszerzyłem oczy ze zdziwienia i spojrzałem na Malika, który zwolnił nieco tempo jazdy. Chyba był tak samo zszokowany jak ja.
'-Czy jesteście gotowi?' - prezenter zagaił jeszcze przez chwilę, a moje serce o mało co nie wyskoczyło z piersi. '-Tak więc oddaję głos Harry'emu! - Zayn zatrzymał auto gdzieś na postoju, a ja nie odwracałem wzroku od samochodowego radia.
'-Cześć, z tej strony Harry Styles z One Direction.' - słysząc jego głos coś mną wstrząsnęło. Nie był to głos szczęśliwego człowieka, czyżby coś mu się stało?
***OCZAMI WER***
-Wer. Tak się cieszę, że przyleciałaś! - Danielle przytuliła mnie mocno do siebie i spojrzała na mnie z pełnym radością uśmiechem.
-A ja się cieszę, że mam wreszcie okazję cię bliżej poznać. Bo wiele wspaniałych rzeczy o tobie słyszałam! - uśmiechnęłam się szeroko do dziewczyny.
-Dobra moje drogie panie, coś do picia? - Liam ucałował policzek Danielle, a ja uśmiechnęłam się promiennie na ten gest.
-Ja poproszę skarbie cappucino orzechowe z dodatkiem cynamonu. - lokowata dziewczyna odpowiedziała szybko swojemu chłopakowi szczerząc się przy tym szeroko.
-Mi możesz zrobić herbatę malinową z cytryną. - spojrzałam na brązowookiego chłopaka, który uśmiechał się do mnie uroczo. Bardzo cieszyłam się z tego, że mogłam poznać Liam'a. To anioł, nie człowiek! Usiadłyśmy z Dan na kanapie śmiejąc się i rozmawiając o jej próbie. Po chwili brązowooki chłopak przyniósł nam kubki z napojami.
-Dziękuję kochanie. - brązowowłosa dziewczyna posłała chłopakowi uroczy uśmiech po czym uniosła kubek ku górze i upiła łyk trunku. -A jak tam wam się układa? W sensie tobie i Harry'emu? - Dan uniosła brew ku górze patrząc na mnie. Przeniosłam wzrok na brązowookiego chłopaka, który najwidoczniej również nie chciał o tym rozmawiać. Wstał i włączył radio mając nadzieje, że zacznie lecieć tam jakaś fajna piosenka, którą lubi Dani, bo wtedy zacznie ją śpiewać, tańczyć do niej i zapomni o wątku rozmowy. Jednak ten pomysł tylko pogorszył sytuację. Chłopak włączył radio akurat na audycji, w której brał udział nie kto inny tylko sam Harry Styles. Przeraziłam się i Liam też. Zastygłam w bezruchu trzymając w dłoni kubek z herbatą. Wsłuchiwałam się w słowa, które wypowiadał loczek i nie mogłam się jakoś z tym wszystkim ogarnąć. Po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy. Czy to było szczęście? Myślę, że pomieszane ze smutkiem. Danielle spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami, a ja przygryzłam dolną wargę spuszczając wzrok na podłogę. Czułam się jak w jakimś filmie, niestety bez happy endu.
***OCZAMI LOUIS'A***
Słuchałem tej audycji, gdyż chciałem wsłuchiwać się bezwiednie w głos mojego przyjaciela. Od wczorajszego dnia zamieniliśmy może ze dwa słowa. Ah nie przepraszam, trochę więcej, bo jeszcze dzisiaj rozmawiałem, o ile można to nazwać rozmową, z nim rano. Usiadłem wygodnie w fotelu mieszając łyżeczką w kubku z herbatą. Nie wiem w zasadzie po co, skoro cukier już dawno się rozpuścił. Odłożyłem kubek na stolik i podciągnąłem kolana, o które oparłem swoje czoło, wsłuchując się w słowa płynące z urządzenia zwanego radiem. Głos Harry'ego, który brzmiał teraz strasznie po prostu przeszył mnie na wskroś. Coś poruszyło moim sercem i nawet nie wiedziałem kiedy siedziałem zapłakany wpatrując się tępo w kubek. Ten gówniarz wywrócił mój cały świat do góry nogami. Pocałunek Hazzy znacznie różnił się od pocałunku Horana. Całowanie blondyna było jak całowanie kumpla z nudów. Może to dziwnie brzmi, ale właśnie takie miałem odczucia. A pocałunek loczka.. Wzbudził we mnie takie uczucia jakich jeszcze nikt nigdy we mnie nie wzbudził. To było coś nowego w moim życiu, ale nie żałuję tego. Odkąd zerwałem z Eleanor czułem się wolnym strzelcem. Nie musiałem się o nikogo martwić, było mi wszystko jedno. Harreh, dlaczego ty lubisz aż tak komplikować sobie i innym życie? Otarłem rękawem swoje wilgotne policzki i uniosłem kubek z napojem przykładając go do ust. Upiłem łyk słuchając tego co Styles ma do powiedzenia. Zdębiałem słysząc jego słowa. Po prostu oniemiałem. Odłożyłem kubek na stolik i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Chciałem do niego zadzwonić, ale zrezygnowałem z tego pomysłu i wstałem z fotela. Założyłem w pośpiechu buty po czym wybiegłem z mieszkania. Kierowałem się w stronę studia, gdzie Harry miał wywiad. Musiałem się z nim spotkać. Po prostu musiałem. Teraz, natychmiast! Nie chciałem by było już za późno.
***OCZAMI HARRY'EGO***
-Mamy pierwsze pytanie od naszej słuchaczki. - Nick spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem i poruszał przy tym zabawnie brwiami. -Czy to prawda, że Niall kocha twoją dziewczynę?
-Nie wiem tego. Musielibyście się pytać o to niego, nie mnie. - odpowiedziałem raczej spokojnie, jednak emocje targały mną niesamowicie. Gdybym mógł popłakałbym się.
-Kolejne pytanie brzmi następująco: czy mimo tego co Niall napisał nadal go lubisz? - nienawidzę cię Nick, z całego serca. Ja dobrze wiem, że ty sobie wybierasz pytania i chcesz mnie pogrążyć. Przygryzłem lekko dolną wargę po czym odchrząknąłem i zacząłem mówić. -Tak, dalej lubię Niall'a. Jeden głupi wybryk nie będzie decydował o naszej przyjaźni. Każdej parze przyjaciół zdarza się pokłócić, tylko tyle, że u nas zaraz wie o tym cały świat. - mimowolnie uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem. Spojrzałem na chłopaka i wytknąłem do niego język chcąc mu w ten sposób ukazać, że nie wpakuje mnie w żadne tarapaty.
-Dobrze Harry. - Nick spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem i zmarszczył lekko nos po czym przejechał językiem po swych wargach. -A co powiesz na temat związku Lou i Eleanor? - prezenter uniósł brew ku górze świdrując mnie swoim bezczelnym wzrokiem.
-Dlaczego zadajecie pytania, które powinniście zadawać komuś innemu? A tak w ogóle jest to już nieistniejący związek. Louis zerwał z Eleanor, ale nie wiem dlaczego. Zresztą nawet gdybym wiedział to bym tego nie powiedział, jak Lou by chciał to sam by zdradził powód, dla którego zerwał z El. - zacisnąłem mocniej pięści. Trudno mi było mówić o związkach Louis'a, nawet tych nieistniejących. Nick przeczuł, że jest to temat który mnie drażni przez co na jego twarzy ukazał się triumfalny uśmiech. Co za człowiek.
-Harry a co powiesz nam na temat twojego związku z Weroniką? - mężczyzna uniósł brew ku górze i wpatrywał się we mnie. Nie chciałem już dłużej ukrywać prawdy. Gdybym teraz powiedział to co powinienem powiedzieć już dawno nigdy by nie powstał taki skandal jaki jest właśnie teraz. No tak za swoje głupie czyny w końcu trzeba odpowiedzieć.
-Więc.. - przerwałem i wziąłem głębszy wdech jeszcze raz wszystko analizując w głowie. No trudno jeśli przez to będę miał jeszcze bardziej przerąbane. Nie chcę już więcej nikogo okłamywać. -Nie jestem z Wer. Nigdy nie byłem. - spojrzałem na mężczyznę, który rozszerzył oczy ze zdziwienia, a jego usta mimowolnie się otwarły. -Jeszcze miesiąc temu była to tylko dziewczyna zakochana na zabój w kuzynie swojej przyjaciółki. Teraz jest to moja przyjaciółka, której wiele zawdzięczam. - przerwałem na chwilę by odetchnąć i kontynuowałem swoją wypowiedź. -Przepraszam Cię Niall. Wiem, że ona była dla Ciebie ważna i chyba dlatego wpadłem na taki głupi pomysł. Dzisiaj skończył się nasz kontrakt. Przepraszam was chłopaki. Liam, Zayn mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Ciebie Louis przepraszam również mocno nie tylko za to, ale też za to co powiedziałem ci ostatnio. Mam nadzieje, że wszystko wróci do normy. Postanowiłem to skończyć raz na zawsze, gdyż zbyt dużo osób już zraniłem. Nie byłem tego świadomy dopóki się naprawdę nie zakochałem. Tak więc pamiętajcie byście nigdy nie kłamali. To naprawdę jest złe i zbyt wiele osób przy tym cierpi. Dziękuję za wywiad, Harry Styles. - wyłączyłem mikrofon po czym ściągnąłem słuchawki i spojrzałem na Nick'a. -Zadowolony? - uniosłem brew ku górze po czym wstałem z krzesła i skierowałem się w stronę drzwi by rozpocząć nowe życie. Dwie szanse już straciłem, więc chyba została mi ostatnia. Mam nadzieje, że ją dostanę.

○ Tak, wiem, że ten rozdział jest krótki i trochę pogmatwany, ale muszę to wszystko przyspieszyć. Nigdy nie chciałam tego robić, ale jeśli nie będzie co najmniej 5 komentarzy pod postem zakończę to wszystko znacznie szybciej i nie tak jakbym chciała. :3 Miłego czytania.. :)

20 września 2012

ONE SHOT.

Radzę przeczytać ten one shot z podkładem, wtedy lepiej się w niego wczuć :D 


Podkład. 


Było pochmurno, wietrznie, taka zwykła jesienna szaruga. Przechodziłaś właśnie obok jednej ze swych ulubionych kawiarni, miałaś z nią związanych tyle wspomnień. Pierwsze plotki z przyjaciółkami przy mrożonej kawie latem i gorącej czekoladzie zimą. Pierwsze spotkania klasowe, które były wtedy takie ważne dla ciebie. Pierwsze randki, które czasem były po prostu beznadziejne. Weszłaś do środka i od razu uderzył w ciebie znajomy zapach unoszącej się kawy. Uśmiechnęłaś się mimowolnie i powędrowałaś w stronę swojego ulubionego miejsca znajdującego się w głębi lokalu, w zaciemnionym kącie. Ściągnęłaś zwinnie płaszcz i zawiesiłaś go na wieszaku po czym zamówiłaś gorącą czekoladę z podwójną bitą śmietaną i kawałek ciasta z nadzieniem malinowym. Nie lubiłaś nigdy tego ciasta, ale Harry je uwielbiał. W lecie zawsze chodziliście na działkę jego babci, gdzie rosło naprawdę dużo krzaków z malinami. Biegaliście beztrosko między nimi co chwila podjadając owoce garściami. Na twojej twarzy wymalował się delikatny uśmiech na samo wspomnienie tamtych chwil. Gdy dostałaś zamówienie nawet nie spojrzałaś na kelnerkę. Wpatrywałaś się ciągle w stół. Wzięłaś do ręki widelczyk i nałożyłaś trochę ciasta po czym włożyłaś je do ust. Na początku nie poczułaś w ogóle smaku, dopiero po którymś kawałku z kolei poczułaś jak smak malin opanowuje twoje podniebienie. Odsunęłaś na pół pełny talerzyk od siebie i wzięłaś do ręki kubek z gorącą czekoladą zatapiając w nim swoje wargi. Smakowała tak samo jak wtedy, kiedy siedziałaś tu z nim pewnego jesiennego wieczora. Po kilku łykach odłożyłaś praktycznie pełny kubek na stół po czym wstałaś i podeszłaś do wieszaka by zdjąć swój płaszcz. Założyłaś go na siebie i położyłaś jeszcze na stole obok kubka pieniądze. Zapięłaś się na ostatni guzik i pchnęłaś drzwi wychodząc na zewnątrz. Dookoła panowała cisza i ciemność. Zimny wiatr lekko zaczerwienił twoje policzki jednak nie miałaś zamiaru dać mu za wygraną. Włożyłaś dłonie do kieszeni płaszcza i stawiałaś stanowcze kroki na chodniku, który nie był zbyt prosty. Pamiętałaś jak kiedyś szłaś tędy w krótkiej, białej, zwiewnej sukieneczce, a obok ciebie był Harry. Śmialiście się z wszystkiego i wszystkich. Wtedy wszystko było takie łatwe, a każdy dzień nawet ten pochmurny miał kolory tęczy. Twoje oczy zaszły łzami, szybko nimi zamrugałaś nie pozwalając słonym kroplom wydostać się z twojego oka. Przysięgłaś sobie i jemu, że nigdy nie będziesz płakać jak będziesz o nim myśleć. Masz się jedynie szeroko uśmiechać i cieszyć z życia. Ale nie potrafiłaś. Gdy byłaś już na miejscu coś cię sparaliżowało jak jeszcze nigdy. Nie potrafiłaś się już powstrzymać, po twoich policzkach krople łez spływały niczym po szybie w czasie deszczu. Przypomniałaś sobie ten dzień, w którym chciałaś mu powiedzieć wtedy coś tak ważnego. Pamiętałaś to jak dziś. Piękne, jesienne popołudnie. Promienie słońca odbijały się od kałuż pozostawionych jeszcze przez nocną ulewę. Kolorowe liście spadały z drzew wprost na twoje włosy. Szłaś spotkać się z ukochanym, więc nic nie mogło popsuć ci humoru. Do tego niosłaś mu wspaniałą wiadomość. Siedziałaś na ławce w parku, w tym miejscu gdzie się umówiliście. Jednak Harry się nie zjawiał. Denerwowałaś się bo nigdy cię nie wystawiał. Miałaś złe przeczucia. Wstałaś z ławki i podążyłaś w stronę jego mieszkania. Twoją uwagę jednak przykuła stojąca na sygnale karetka, policja, straż... I wiele gapiów. Podeszłaś również do tłumu modląc się by to nie był on. Jednak zauważyłaś Harry'ego. Leżał bezruchu na środku ulicy, owinięty kocem. Z twoich oczu zaczął lać się potok łez. Podbiegłaś do niego i zaczęłaś krzyczeć, że przecież miał cię nie zostawiać, że nie może teraz, nie w tym momencie, kiedy akurat wszystko zaczęło być idealne. Nie posłuchał cię. Odszedł, zostawił cię samą. Stałaś teraz nad jego grobem płacząc cicho, straciłaś go na zawsze. Ale pamiętałaś co chciałaś mu wtedy powiedzieć, w ten dzień kiedy mieliście się spotkać, być ze sobą już po wieki i bawić wspólnie swoje dzieci. Jedno było już w drodze. Tak, właśnie to chciałaś mu powiedzieć, że będziecie mieli dziecko. Jednak i ono zostawiło cię samą. Zapaliłaś znicz i postawiłaś go na nagrobku. Otarłaś ociekające łzy z policzków i wpatrywałaś się w zdjęcie na pomniku.
-Tak jak ci obiecałam, żyję. Dla ciebie. Nie jest to łatwe, ale próbuję dać radę. Minął rok odkąd ostatnio się wiedzieliśmy. To długo, ale daje radę skarbie. Nie martw się o mnie. To nic, że nie zawsze pamiętam o tym żeby coś zjeść. Wiesz czasem myślę sobie, że to dobrze, że Darcy nie przyszła na świat. Nie byłabym dobrą matką bez ciebie. Kocham Cię. Wiem, że to słyszysz. Po prostu czuje to.
Usiadłaś na ławce i poczułaś ciepły wietrzyk, a po twoim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Czułaś jakby czyjś dotyk na swoim policzku. Tak, teraz miałaś pewność, że gdy mówił ci, że nigdy cię nie opuści dotrzyma słowa. Był przy tobie, przez cały ten czas. Przymknęłaś delikatnie oczy i po chwili mogłaś go już zobaczyć, poczuć jego dotyk. To było dziwne, patrzyłaś teraz na swoje ciało i jego nagrobek z góry. Spojrzałaś na swojego ukochanego i uśmiechnęłaś się do niego szeroko. Wtuliłaś się mocno w jego ciało i odeszłaś wraz z nim do niebieskiej otchłani, zwanej niebem by żyć tam z nim już na zawsze.

○ Jest to mój pierwszy one shot i chciałam się nim z wami podzielić. :) Napiszcie w komentarzu co o nim myślicie, bo gdyby się spodobał to mogłabym pisać ich więcej. :3 Ps. Nowy rozdział będzie w sobotę lub niedzielę, ponieważ w piątek i sobotę nie ma mnie w domu. :) Jeszcze raz proszę was bardzo o komentarze, bo naprawdę miło się patrzy gdy jest ich dużo. Wtedy wiem, że mam dla kogo tworzyć. :) 

14 września 2012

Rozdział 11.

UWAGA: Rozdział może zawierać sceny o zabarwieniu erotycznym.

-Niall powiesz mi co cię skłoniło do takiego czynu? - Simon uniósł brew ku górze patrząc na mnie spode łba i bawiąc się długopisem.
-Nie wiem, po prostu napisałem prawdę. - wzruszyłem mimowolnie ramionami i patrzyłem na niego z kamienną twarzą. Nie taka była prawda, jednak on nie musiał o wszystkim wiedzieć.
-Pamiętasz jak ostatnio rozmawialiśmy co ci mówiłem? - mężczyzna uniósł się lekko i oparł łokcie na biurku, a głowę ułożył na dłoniach nie spuszczając ze mnie swego przeszywającego wzroku.
-Przepraszam Cię Simon. - spuściłem głowę w dół wbijając wzrok w podłogę. Wiedziałem jakie były tego konsekwencje. Jeszcze przez pół godziny stałem w jego gabinecie i rozmawialiśmy o tym wszystkim i o złej atmosferze, która opanowała nasz zespół. Gdy wyszedłem z pomieszczenia skierowałem się w stronę wyjścia. Przy drzwiach stał Zayn i palił papierosa.
-Jak było? - zapytał mulat delikatnie zagryzając wargę.
-Fantastycznie. - odpowiedziałem sarkastycznie po czym włożyłem dłonie do kieszeni spodni i podążałem w stronę samochodu. Przechodząc pomiędzy żywopłotami poczułem jak ktoś ciągnie mnie za nadgarstek.
-Nialler, nie wkurwiaj mnie. Co ci powiedział? - Malik nie dawał za wygraną. Nie chciałem mu tego mówić. Nie jemu. Czarnowłosy chłopak podążył w stronę ławki, która była ukryta pomiędzy jakimiś krzakami. Usiadłem na niej i pogrążyłem się w zadumie. Po chwili jednak zacząłem tłumaczyć wszystko swojemu przyjacielowi.
-Mam się od was odseparować na kilka dni. Dostałem darmową wycieczkę do domu. - westchnąłem ciężko i spojrzałem kątem oka na brązowookiego, który chyba nie dowierzał w to co usłyszał. Przez dłuższą chwilę panowała między nami cisza, jednak nie męcząca, a bardzo przyjemna.
-Lecę z Tobą. - ni stąd ni zowąd Malik wyparował, a moje oczy rozszerzyły się w zdziwieniu.
-Nie możesz. - spojrzałem na niego poprawiając swoją czapkę na głowie.
-Gówno mnie to interesuje. Ja też się ostatnio nie dogaduję z chłopakami, więc odpoczynek mi się przyda. A teraz jedź do domu, a ja zaraz do Ciebie dołączę, tylko coś załatwię. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech i delikatnie pogładził mnie po wierzchniej części mojej dłoni. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, prawie niewidocznie. Malik wstał i skierował się w stronę budynku, ja natomiast w przeciwną stronę, do auta. Wsiadłem do środka po czym ostatni raz zerknąłem w stronę wielkiego gmachu i ruszyłem z parkingu kierując się do domu. Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym dodałem gazu. Wszystko było mi obojętne ale czy aby na pewno wszyscy?
***OCZAMI HARRY'EGO***
Gdy się obudziłem nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że jestem w naszym mieszkaniu, naszym to znaczy moim i Lou. Spojrzałem na siebie i pokręciłem głową. Zasnąłem w ubraniach, nawet nie ściągając butów. Wstałem z łóżka i rozebrałem się kierując się do łazienki. Wrzuciłem ubrania do kosza na pranie po czym wróciłem się do przedpokoju w samych bokserkach po świeża bieliznę, która była w walizce. Podszedłem do walizki i otworzyłem ją szybko po czym ze zdziwienia szeroko otworzyłem oczy. Gdzie są moje ciuchy?! Otworzyłem drugą walizkę i również nie zastałem tam nic. Czyżby mnie okradli? Albo co gorsza, zapomniałem się spakować?
-Cześć Harry. Szukasz czegoś? - nagle nie wiadomo skąd w pokoju pojawił się Louis. Spojrzałem na niego zdezorientowany po czym westchnąłem głęboko.
-Właściwie to chyba nie mam ubrań. - pacnąłem się lekko otwartą dłonią w czoło i przygryzłem delikatnie dolną wargę patrząc na przyjaciela.
-Owszem, nie masz. Wysłałem je do pralni. - chłopak wyszczerzył do mnie swoje idealne, białe ząbki. O tak, wyglądał niesamowicie. Do tego ten jego artystyczny nieład na głowie. Harry! Uspokój się. Nie myśl tak o swoim przyjacielu!
-Co zrobiłeś? - jęknąłem przeciągle patrząc na niego z politowaniem. Chłopak podszedł do szafy i wyciągnął paczkę z nieużywaną bielizną po czym wręczył mi bokserki z napisem 'chcę z tobą dzisiaj coś zmajstrować', po czym wyciągnął swoją szarą koszulkę z nadrukiem.
-Idź się myć, a ja poszukam dla Ciebie jakichś spodni, jak już będziesz gotowy to sobie je ubierzesz. - brązowowłosy chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja z odzieżą w ręku wszedłem do łazienki. Położyłem ciuchy na stoliku po czym spojrzałem w lustro. Ściągnąłem z siebie bokserki i wszedłem do kabiny odkręcając kurki i ustawiając temperaturę wody, na taką która mi odpowiadała. Wziąłem szybki prysznic nawet nie myśląc o niczym po czym wyszedłem z kabiny i zacząłem się wycierać. Owinąłem się ręcznikiem od pasa w dół i spojrzałem w lustro. Oparłem się zrezygnowany o umywalkę i wziąłem kilka głębszych wdechów próbując się ogarnąć. Po chwili jednak usłyszałem głos Lou i otwierane drzwi.
-Harry mam nadzieje, że te spodnie ci się spodobają. Myślę, że będą na tobie wyglądać perfekcyjnie. - chłopak jedną ręką zakrył oczy, a drugą próbował wymacać szafkę. Zaśmiałem się cicho, po czym uśmiechnąłem się ciepło.
-Możesz zdjąć tą rękę. Owinąłem się ręcznikiem. - chłopak spojrzał na mnie poprzez palce po czym ściągnął rękę z oczu i wyszczerzył się do mnie kładąc spodnie na szafce obok koszulki.
-Czemu masz taką minę? - niebieskooki spojrzał na mnie badawczo po czym podszedł bliżej i popatrzył głęboko w moje oczy.
-Jaką? - czy aż tak bardzo widać po mnie, że nie wszystko jest dobrze?
-Harreh. Mnie nie okłamiesz. - chłopak przekrzywił delikatnie głowę i przygryzł wargę. Spojrzałem na jego usta i dosyć głośno przełknąłem ślinę.
-Lou.. Mam chyba problem. - spojrzałem w lustro i skrzywiłem się. Brzydziłem się sobą. Dlaczego? Czy to było normalne brzydzić się samego siebie?
-Jaki Hazz? - chłopak spojrzał na mnie swymi przeszywającymi oczkami. -Mi zawsze możesz wszystko powiedzieć. Jesteśmy przecież jak bracia. - Louis pogładził mnie lekko po policzku, a ja zadrżałem. Przymknąłem oczy i zwilżyłem językiem delikatnie wargi próbując się opanować.
-Myślałem już nad tym od dłuższego czasu ale wciąż nie dowierzam swoim wnioskom. Przecież to nie możliwe. Będę musiał się z tym ukrywać, Simon mnie znienawidzi, zacznie wytykać palcami. Liam, Zayn i Niall odwrócą się ode mnie na zawsze, o ile już tego nie zrobili. - przeczesałem palcami swoje włosy i westchnąłem ciężko. Po mojej twarzy przebiegł lekki uśmiech, który natychmiast zniknął.
-Harry nie przesadzaj. - chłopak zgromił mnie spojrzeniem i położył dłoń na mojej dłoni delikatnie kciukiem gładząc jej wierzch. Spojrzałem na jego dłoń po czym wyrwałem swoją rękę i spojrzałem panicznie w jego oczy.
-Lou ja się chyba zakochałem. - przełknąłem ciężko ślinę, a moje oczy stały się suche. W gardle coś mnie uciskało. Dlaczego to było takie trudne...
-Powinieneś się cieszyć. To przecież wspaniale! - Lou wybuchł radością przytulając mnie mocno, niestety zapomniał, że jestem przewiązany jedynie ręcznikiem i gdy się tak na mnie rzucił on po prostu zsunął się na podłogę. Chłopak odsunął się ode mnie, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce. Szybko sięgnąłem po bokserki i założyłem je na siebie.
-Ohh chyba naprawdę ta miłość cię zmieniła. Zawsze wolałeś latać z gołym fiflakiem po domu. - chłopak zaśmiał się melodyjnie poruszając do tego zabawnie brwiami. Pokręciłem tylko głową i przygryzłem delikatnie dolną wargę nie spuszczając z niego wzroku.
-Mogę coś zrobić? - spojrzałem na przyjaciela i posłałem mu promienny uśmiech.
-Jasne. - chłopak wzruszył mimowolnie ramionami i uśmiechnął się przyjaźnie. Przybliżyłem się do niego i delikatnie ująłem jego twarz w swe dłonie po czym przyciągnąłem go na tyle blisko, że stykaliśmy się swoimi ciałami i przede wszystkim wargami. Jego usta smakowały niczym słodkie truskawki z bitą śmietaną. Całowałem go czule, a on odwzajemnił ten pocałunek. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, jednak nie mogła. Oderwałem się od niego i spojrzałem w jego uśmiechnięte oczy.
-Tak, to właśnie w tobie się zakochałem. - wziąłem z szafki ubrania i wyszedłem z łazienki pozostawiając ogłupiałego chłopaka samego w środku. Ubrałem się szybko i wyszedłem z kompleksu mieszkaniowego. Było pochmurno jednak nie zwracałem na to największej uwagi. Szedłem w stronę parku pogrążając się w myślach. To wszystko zaczęło się robić coraz bardziej trudne. Usiadłem na ławce i obserwowałem dzieci, które biegały po trawie bawiąc się ze sobą. Chciałem by moje życie było tak samo beztroskie jak ich.
***OCZAMI WER***
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Przetarłam leniwie oczy po czym pozwoliłam komuś wejść do mojego pokoju. Oczy piekły mnie od płaczu i nawet nie zdążyłam się wczoraj przebrać.
-Mogę z tobą porozmawiać? - Fifi uniósł brew ku górze zamykając za sobą drzwi.
-Mmmm, jeśli chcesz. - wyszeptałam cicho przeczesując palcami niesfornie opadające na moją twarz włosy.
-Mówiłaś mi, że jesteś z Harry'm tylko na miesiąc, że to kontrakt. Powiedz mi niunia, czy w kontrakcie było coś na temat pieprzenia się z nim na dywanie w domu jego ciotki? - brat uniósł brew ku górze i nerwowo zaczął trząść nogą. -Dobrze wiesz, że go nie cierpię. - Filip usiadł na fotelu naprzeciw mojego łóżka, a moje oczy zaszkliły się.
-Przyszedłeś tu po to żeby mi mówić z kim mam się pieprzyć a z kim nie? - spojrzałam na niego z wymalowanym na mojej twarzy smutkiem po czym położyłam się na łóżku i przykryłam cała kołdrą. Poczułam jak delikatnie siada obok mnie i zdejmuje z mojej głowy przykrycie.
-W żadnym wypadku. Ale kochanie, masz dopiero szesnaście lat i dobrze wiesz, że wystarczy jeden mały błąd żeby spieprzyć sobie życie do końca, a chyba tego nie chcesz, prawda? - chłopak patrzył na mnie z przyjaznym uśmiechem lekko gładząc moje ramie. -Do tego jestem twoim bratem i najchętniej zamknął bym cię w pokoju, żeby żaden chłopak nie mógł cię tknąć. - delikatnie ucałował mój policzek i uśmiechnął się ciepło. -Kocham Cię po prostu i martwię się o ciebie.
-Ja Ciebie też kocham. - uniosłam się od pozycji siedzącej i wtuliłam się mocno w brata. Odsunęłam się od niego i wstałam wraz z nim z łóżka i usiadłam na fotelu biorąc do ręki laptopa, a Fifi w tym czasie opuścił mój pokój. Weszłam na twittera i od razu doznałam szoku. Miałam ponad milion obserwujących i jeszcze więcej hejtów skierowanych w moją stronę. Zaczęłam czytać niektóre tweety i po prostu nie dowierzałam w to co czytam. Co ja im takiego zrobiłam, że aż tak mnie nienawidzą? Dopiero po którymś tweecie z kolei zauważyłam wpis Niall'a. Rozszerzyłam ze zdziwienia oczy i siedziałam w osłupieniu. Jak on mógł coś takiego napisać? Wystukałam numer Hazzy i czekałam aż odbierze, jednak nikt się nie odzywał. Postanowiłam więc zadzwonić do blondynka, jednak tam również pustka. Do trzech razy sztuka. Wybrałam numer Liam'a i usłyszałam sygnał, a po chwili jego ciepły głos w słuchawce.
-Liam o co chodzi z tym wpisem Niall'a? - zapytałam grzecznie, stukając paznokciami o klawiaturę.
-Nie wiem Wer, naprawdę nie wiem. - usłyszałam zmartwienie w jego głosie. Czyli tak naprawdę nikt nie wiedział co mu odwaliło. Super, świetnie, zajebiście. Pożegnałam się z Li i rzuciłam telefon na stolik, który stał obok fotela. Zaczęłam szperać w necie i po chwili zamknęłam laptopa kładąc go na stoliku i zaczęłam się pakować.
-Filip! Potrzebuję twojej pomocy! - zaczęłam wydzierać się na korytarzu i po chwili brat stał już obok mnie. Wyjaśniłam mu wszystko, gdzie wylatuję, po co i dlaczego. Fifi przytulił mnie mocno do siebie i ucałował w czubek głowy szepcząc 'rób to co uważasz za najlepsze'. Brat zniósł moją walizkę i włożył ją do bagażnika, ja w tym czasie zajęłam miejsce pasażera. Po krótkiej chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.
-Tylko proszę Cię, uważaj na siebie bo jak rodzice się dowiedzą, że puściłem cię samą w taką podróż to mnie zabiją. - brat spojrzał na mnie z całkiem poważną miną, a ja kiwnęłam głową mówiąc mu w ten sposób, że wiem to wszystko. Po jakiejś półtorej godzinie drogi byliśmy na miejscu. Wyładowałam szybko bagaże i przytuliłam ostatni raz brata po czym pobiegłam do kasy po bilet. Chwilę później biegłam przez terminal do odpowiedniej bramki. Po niecałych trzydziestu minutach byłam już na pokładzie samolotu, co bardzo mnie cieszyło. Myślałam, że samolot się opóźni i spędzę na lotnisku wieczność. Siedziałam już wygodnie na swoim miejscu i patrzyłam przez okno zamyślając się nad tym co ja właściwie robię. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziłam się tuż przed lądowaniem, więc właściwie cały lot przetrwałam. Chwilę później stałam już z bagażem na zewnątrz terminalu i łapałam taksówkę. Dojechałam taksówką do kompleksu mieszkaniowego chłopców. Nawet nie wiem kiedy stałam już przed drzwiami do mieszkania
Liam'a. Pomijając fakt, że zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza zapukałam zamaszyście w drzwi. Po chwili otworzył je brązowowłosy chłopak, który wytrzeszczył oczy na mój widok.
-Weronika?! Co ty tu robisz?! - brązowooki podrapał się po głowie wciąż nie dowierzając w to co widzi.
-Emm. Przyleciałam. Muszę załatwić kilka spraw, a wiem, że tobie mogę ufać w każdej sprawie. - spojrzałam na chłopaka z lekkim, praktycznie niewidocznym uśmiechem po czym przeniosłam wzrok na moje walizki. -Mogłabym przenocować u ciebie jedną noc? Nie chcę tłuc się po hotelach o tej porze. - chciałam powiedzieć coś jeszcze jednak Liam mi przerwał biorąc moje walizki i wnosząc je do swojego mieszkania szczerząc się ciepło.
-Nie ma sprawy, w końcu tworzymy jedną rodzinę. - puścił do mnie oczko i zaprowadził mnie do wolnego pokoju, który najwyraźniej był pokojem gościnnym lub pomieszczeniem, jakby któryś z chłopaków akurat chciał spać u niego.
-A gdzie Danielle? - uniosłam brew ku górze rozglądając się po jego pięknym mieszkaniu.
-Teraz jest na próbie. Wróci dopiero po pierwszej rano. Bo szykują się do wyjazdu więc trenują praktycznie do rana. - Liam uśmiechnął się delikatnie po czym usiadł na kanapie i zaprosił mnie ręką bym usiadła obok niego. -No a teraz mów co się tu sprowadza i dlaczego przyszłaś do mnie, a nie do Harry'ego? Pewnie się pokłóciliście co? - chłopak uniósł brew ku górze i patrzył na mnie podejrzliwie.
-Liam.. - spojrzałam na niego ze smutnym uśmiechem na twarzy. Bawiłam się palcami u dłoni, na które przeniosłam po chwili wzrok.
-Co jest? - brązowowłosy przyglądał mi się badawczo lekko pocierając dłonią moje ramie dodając mi tym samym otuchy.
-Nie jestem z Harry'm. - spojrzałam w oczy chłopakowi, który od razu przybliżył się do mnie i przytulił mnie mocno pocieszając mnie. -Nie Li, to nie tak. - posłałam mu delikatny uśmiech i odsunęłam się delikatnie od niego.
-Nie rozumiem. - chłopak patrzył na mnie zmieszany.
-Ja nigdy nie byłam z Harry'm. Jutro mija dokładnie tydzień odkąd jesteśmy w kontraktowym związku. - spojrzałam na zszokowanego chłopaka. Wzruszyłam lekko ramionami i posłałam mu nikły uśmiech po czym pożegnałam się z nim i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Ulżyło mi gdy powiedziałam to Liam'owi. Przebrałam się i położyłam na łóżku, słyszałam, że ktoś wchodzi to pewnie była Dan. Nawet nie wiem kiedy, ale po prostu zasnęłam.

○ Przepraszam, że tak długo czekaliście ale nie dość, że zaczęła się szkoła to miałam jeszcze pewne problemy ale myślę, że teraz rozdziały będą pojawiać się regularnie. ;) Mam nadzieje, że ten rozdział się podoba i nie jest taki straszny jak myślę. ;D

01 września 2012

Rozdział 10.

Wietrzny, pochmurny dzień. W takie dni zawsze jest szaro i ponuro, bo niby czemu ma być kolorowo? Ubrany w czarny garnitur i z przeciwsłonecznymi okularami, które zakrywały moje worki pod oczami, stałem w tłumie ludzi z białą różą w ręku. Nie wiedziałem dlaczego los tak bardzo utrudniał mi życie. Czy nie zasługiwałem na choć odrobinę szczęścia? Wszystko zawsze się komplikowało, a ja nie miałem nawet chwili czasu na wytchnienie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że to była moja wina. To przeze mnie wszyscy jesteśmy tutaj. To moja wina, że wszyscy mieli podkrążone, opuchnięte oczy od łez. To wszystko była moja wina. Nie docierały do mnie szlochy ludzi, w zasadzie nie docierało do mnie nic. W mojej głowie panował wielki chaos. Byłem szturchany przez osoby chcące dostać się trochę bliżej, jednak stałem niewzruszony. Wpatrywałem się tępo w głęboko wykopaną dziurę po czym przeniosłem wzrok na trumnę, którą zaczęto powoli do niej wkładać. Co wtedy czułem? Przeszywający moją klatkę piersiową cholerny ból. Jakby ktoś wyrwał mi serce i je spalił. W mojej głowie echem odbijały się jego słowa 'Tak cholernie mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas wszystkich takie ważne... Mam nadzieje, że tym razem Harry nie nawalisz...' Nawaliłem. Przepraszam Cię, że przeze mnie cierpiałeś. Ale tam Ci jest już chyba dobrze? Tam już Cię nie zranię. Gdy trumna dotknęła dna dziury, każdy z najbliższych podszedł i rzucił na nią kwiatek oraz posypał odrobiną ziemi. Gdy podszedłem bliżej wykopanego dołka coś po prostu we mnie pękło. Rzuciłem różę wprost na środek trumny. Przymrużyłem delikatnie oczy, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Przepraszam Cię Louis. Tak bardzo Cię przepraszam. - wyszeptałem cicho swym zachrypniętym głosem po czym upadłem na kolana i ukryłem twarz w dłoniach zanosząc się płaczem. Zakręciło mi się w głowie i już po chwili nie widziałem ani słyszałem nic, kompletnie nic. Cisza...

-Panie Styles. Jesteśmy już na miejscu. - otworzyłem oczy i spojrzałem na blond piękność, która wpatrywała się we mnie z szerokim uśmiechem. Rozejrzałem się dookoła i wystraszyłem się widząc, że jestem w samolocie. Zaraz, zaraz. To znaczy, że to wszystko to był sen? A raczej koszmar? Poczułem jak kamień spada mi z serca, a moje dłonie drżą. Myślałem, że popłacze się ze szczęścia wiedząc, że to był tylko koszmar. Założyłem przeciwsłoneczne okulary na swoje podpuchnięte oczy i wyszedłem z samolotu szybko kierując się w stronę limuzyny, która już na mnie czekała. Po kilku chwilach byłem już przed kompleksem mieszkaniowym. Będąc w limuzynie przypomniałem sobie, że Lou miał wypadek. Modliłem się w duchu, żeby nic mu się nie stało, żeby żył. Wybiegłem z auta jak najszybciej potrafiłem między innymi też dlatego, że przed kompleksem było w cholerę tych sępów. Nie martwiłem się o bagaże, tym miał się zająć Stephan, nasz kierowca. Pobiegłem do mieszkania Liam'a z prędkością światła, nawet nie pukając po prostu wbiegłem do środka.
-Gdzie jest Lou?! - spojrzałem na brązowowłosego chłopaka, który wpatrywał się we mnie swymi brązowymi oczami ze zdziwioną miną.
-Pewnie w ogródku, albo w waszym mieszkaniu. - chłopak zmarszczył brwi i nie odrywał ode mnie swego wzroku. Moje serce mocno huczało w mej piersi, a w mojej głowie był mętlik. -A tak w ogóle to miło Cię widzieć Harry. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech.
-Jak ty możesz być taki spokojny skoro Louis miał wypadek?! - wrzeszczałem na niego, co nie było zamierzonym celem. Po prostu moje emocje tak mną targały, że nie panowałem nad sobą.
-Jaki wypadek? O czym ty mówisz Styles? - Li uniósł zdziwiony brwi ku górze i patrzył na mnie z dozą przerażenia.
-Zayn do mnie dzwonił.. - zmarszczyłem brwi patrząc na chłopaka. Boże jaki ja byłem głupi! Uwierzyłem temu kretynowi. Dałem się nabrać jak jakieś dziecko. -Zabije tego kretyna! - spojrzałem ze wściekłością na Liam'a. Nie byłem zły na niego, tylko na tego próżnego mulata i zakochanego w sobie Irlandczyka. Nic nie mówiąc wyszedłem z mieszkania chłopaka i powędrowałem po schodach w stronę apartamentu, w którym mieszkałem wraz z Lou. Drzwi były uchylone, więc po cichu wszedłem do środka podsłuchując rozmowę chłopaków.
-Ale miazga. Ciekawe co zrobi teraz nasz Hazzuś. - blondyn zaśmiał się donośnie, a mnie już się nóż w kieszeni otwierał.
-Przesadziliście chłopcy, naprawdę. Nie powinniście mu robić takiego kawału, nie w takim czasie kiedy przechodzi najgorszy okres swojego życia. - wsłuchiwałem się w słowa Louis'a z wielkim zdziwieniem.
-Oh no Lou, wyluzuj. Przecież to Styles. Pewnie nawet nie uwierzył w tę wiadomość. - Zayn mówił to z takim przekonaniem, że mógłby spokojnie zostać prezydentem. On to by nawet sprzedał klatkę dla chomika za milion dolarów i miałby, i pieniądze, i klatkę.
-Jesteście.. - zaczął Lou.
-Wspaniali? Beznadziejni? - przerwałem mu w pół słowa i pojawiłem się w salonie opierając się o framugę.
-Harry! - brązowowłosy chłopak spojrzał na mnie swymi pięknymi, lazurowymi tęczówkami będąc w niemałym szoku.
-Ty żyjesz? I nic ci nie jest? - podszedłem do Lou i obszedłem go dookoła. -Hm.. ani jednego zadrapania czy siniaka. Zero śladów po wypadku. - przejechałem dłonią po ramieniu Louis'a po czym przeniosłem wzrok na blondynka. -Niezły żarcik kochaniutki. - podszedłem do niego i spojrzałem prosto w jego źrenice. Moje oczy były przepełnione nienawiścią. Ten mały, blond skurczybyk za dużo sobie pozwalał. Nawet nie wiem kiedy wziąłem zamach i po prostu wycelowałem jego twarz swą poranioną jeszcze pięścią. Lou i Zayn byli w szoku, zresztą nie tylko oni, bo Niall i ja też. Nie wiedziałem, że go uderzę to po prostu był napływ chwili.
-Jesteś popieprzony. - Zayn pomógł pozbierać się Irlandczykowi i od razu go zaprowadził do
Liam'a żeby przyłożył mu jakiś lód do jego podpuchniętego policzka.
-Haroldzie, co w ciebie wstąpiło? - Lou spojrzał na mnie z przerażoną miną.
-Przepraszam Cię. - spojrzałem na niego po czym opuściłem wzrok i wbiłem go w podłogę. Nie wytrzymałem, nie mogłem już więcej się powstrzymywać. Po moich policzkach pomknęły, małe, pojedyncze łezki.
-Oh Hazza. - chłopak podszedł do mnie i przytulił mnie mocno, a ja się w niego wtuliłem. Zawsze był moim najlepszym przyjacielem i nie kryłem tego. Nigdy nie odtrącał mnie pomimo mojego zachowania, zawsze był przy mnie.
-Cierpiałeś przeze mnie. Wiem, że mówiłem Ci, że Eleanor nie jest dziewczyną dla ciebie i potępiałem to, że z nią jesteś, ale to dlatego, że chciałem Cię mieć przy sobie. Nie chciałem stracić przyjaciela. - Lou pogładził mnie czule po plecach jedną ręką, a drugą głaskał mnie po głowie co rusz całując mnie w jej czubek.
-Nie Harreh, miałeś rację. Eleanor nie była dziewczyną w moim typie. Zaślepiła mnie jej uroda, a nie zauważyłem tego, że nie miała ciekawego wnętrza. Wykorzystywała mnie na każdym kroku i wszyscy mi o tym mówili, jednak nie chciałem ich słuchać. A najbardziej na tym ucierpiałeś ty Harry no i mój portfel, ale to już inna sprawa. - Louis zaśmiał się cicho powodując tym samym lekki uśmiech na mojej twarzy. Ucałował mnie lekko w policzek i posłał mi szeroki uśmiech.
-No idź się odśwież i przebierz, a później połóż się na chwilę. Na pewno podróż cię trochę zmęczyła. - niebieskooki chłopak posłał mi ciepły uśmiech po czym skierował się do kuchni w celu zrobienia sobie pewnie herbaty, którą tak nałogowo pił.
-Dziękuję Ci Lou, za wszystko. - wyszeptałem te słowa jednak na tyle głośno by je usłyszał po czym skierowałem się w stronę swojego pokoju gdzie czekały na mnie już rzeczy. Tak Louis miał racje, ta podróż i ten koszmar całkiem mnie wykończyły. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy po prostu zasnąłem. Nawet nie zdążając się przebrać.
***OCZAMI NIALL'A***
Może rzeczywiście trochę już przesadziłem. To chyba zaczynało się już robić cholernie dziecinne. Siedziałem na kanapie i przykładałem sobie lód do twarzy, w którą właśnie przed chwilą dostałem od Styles'a. Zayn śmiał się z mojego aktualnego wyglądu, a konkretnie z mojej fioletowej śliwki od okiem.
-Należało Ci się Nialler. - Liam siedział obok mnie kręcąc głową z dezaprobatą. Może miał racje, może przegiąłem.
-Wiem to. - westchnąłem ciężko i czułem jak drętwieje mi od tego zimna twarz. Oparłem się wygodnie plecami o oparcie kanapy i spojrzałem na mulata.
-Co się tak patrzysz na mnie słodziaku? - czarnowłosy chłopak uniósł brew ku górze patrząc na mnie.
-A tak jakoś. Zastanawiałem się czy pasował by ci kolor włosów blond. - wyszczerzyłem do niego swe zęby, na których był prawie niewidoczny aparat.
-Spadaj. Ty przegrałeś zakład. Więc masz wykonać swoje zadanie. - Zayn poruszał zabawnie brwiami po czym uśmiechnął się triumfalnie.
-Jaki zaś zakład? Pewnie znów coś głupiego! - Liam'owi jak zwykle nie spodobało się to co usłyszał. Oh też nasz Daddy, mógłby trochę czasem wyluzować. A co do zakładu. To rzeczywiście. Przegrałem go.. Czyli teraz muszę wykonać zadanie karne. Czyli teraz zrobię z siebie kompletnego debila. Wyciągnąłem swój telefon i zalogowałem się na twittera. Już nienawidziłem Zayn'a. Wziąłem głęboki wdech po czym zacząłem pisać.
'-Kocham Weronikę, dziewczynę Harry'ego Styles'a.' - wysłałem ten tweet po czym spojrzałem na czarnowłosego chłopaka, który cieszył się jak małe dziecko.
-Właśnie wybuchł skandal. - uśmiechnąłem się cwaniacko pod nosem, a widząc pytającą minę Liam'a dodałem szybko. -Spokojnie, za niedługo sam się o tym dowiesz. - odłożyłem woreczek z już wodą do miseczki po czym wstałem z kanapy i złapałem mulata za dłoń ciągnąc go w stronę wyjścia. -Dzięki Ci Liam, uratowałeś mi życie. A właśnie i ucałuj ode mnie Danielle. - wyszczerzyłem się jeszcze raz na pożegnanie, a czarnowłosy chłopak pomachał Liam'owi. Pobiegliśmy szybko po schodach w stronę mojego mieszkania zamykając od razu drzwi gdy byliśmy już w środku.
-Nie wiem jak ty Zayn. Ale ja jestem głodny. - powędrowałem w stronę lodówki i wyciągnąłem z niej parówki, pomidory, ogórki oraz wiele innych produktów. Połączyłem to wszystko w jedność robiąc z tego sałatkę po czym usiadłem obok brązowookiego w salonie zajadając się tym co przygotowałem. Brązowooki przeglądał jakiś album ze zdjęciami i co chwila się z czegoś śmiał. Nagle zatrzymał się na jednej ze stron i wyciągnął zdjęcie przyglądając mu się bliżej.
-Co tam znalazłeś ciekawego? - uniosłem brew po czym odłożyłem miskę na stolik i przysunąłem się bliżej Malika by spojrzeć na fotografię. Na zdjęciu była cała nasza piątka robiąca głupie miny. Śmialiśmy się z tego zdjęcia dobre dziesięć minut wspominając stare czasy. Gdy skończyliśmy się śmiać znów powróciłem do jedzenia. Gdy skończyłem jeść powędrowałem do kuchni i włożyłem miskę do zlewu. Nalałem sobie oraz Malikowi soku do szklanek i wróciłem do przyjaciela.
-Ledwo wychodzę, a ty już na laptopie. Oh Zayn. - pokręciłem teatralnie głową i westchnąłem ciężko po czym zaśmiałem się cicho. Widząc jednak jak przyjaciel zbladł zmarszczyłem brwi. -Coś tam zaś wyczytał? - uniosłem brew nie spuszczając ciągle wzroku z Malika.
-Radziłbym Ci stary nie wychodzić z domu. - mulat podrapał się po karku po czym przeniósł wzrok z ekranu na mnie. -Chyba posunęliśmy się odrobinę za daleko. - czarnowłosy chłopak zawołał mnie gestem do siebie, więc od razu podszedłem do niego i usadowiłem się obok niego na kanapie.
-'Niall jak możesz robić takie świństwo swojemu przyjacielowi?!' 'Jesteś najgorszym człowiekiem świata.' 'Nienawidzę Cię!' - przeczytałem kilka tweetów i do moich oczu napłynęły łzy. Tak przegiąłem. Myślałem, że wygram walkę ze Styles'em. Jednak z nim nikt nie wygra. Nie minęła minuta jak zadzwonił mój telefon spojrzałem na wyświetlacz i jęknąłem przeciągle. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Tak, słuch.. - nawet nie zdążyłem dokończyć swojego pytania.
-Niall jutro o dziewiątej rano widzę Cię u siebie w gabinecie, zrozumiałeś?! - ostry ton jaki rozbrzmiewał w słuchawce był naprawdę przerażający i przyznam szczerze, że się przestraszyłem.
-O..oczywiście. - wyjąkałem do słuchawki.
-To dobrze, że się rozumiemy. Do zobaczenia panie Horan.
-Do zobaczenia. - powiedziałem to już raczej sam do siebie bo Simon się już odłączył. Stałem na środku salonu z telefonem w ręku i tępym spojrzeniem wbitym w przyjaciela.
-Chyba masz przejebane. - Zayn spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
-Oboje w tym siedzimy deklu. - popatrzyłem na niego ze sztucznym uśmiechem.
-Nienawidzę cię idioto. - Malik wymruczał te słowa i rzucił we mnie poduszką.
-Z wzajemnością skarbie. - posłałem mu zawadiacki uśmiech i poruszyłem zabawnie brwiami. Położyłem się na kanapie i zakryłem poduszką twarz.
-Zabij mnie, proszę. - wypowiedziałem niewyraźnie te słowa. Poczułem jak brunet usiadł mi na nogach. Czułem, że na mnie patrzy więc odsunąłem poduszkę z twarzy i zmarszczyłem brwi patrząc na niego.
-Razem siedzimy w tym gównie i razem z niego wyjdziemy. - Zayn posłał mi delikatny uśmiech i poprawił swoje okulary, których tak naprawdę nie musiał nosić. Przygryzłem wargę i spojrzałem w jego brązowe oczka. Tak, cieszyłem się, że to właśnie z Malikiem wpakowałem się w kłopoty. Dzięki temu chyba zyskałem prawdziwego przyjaciela.

○ Myślę, że ten rozdział będzie dla niektórych zaskoczeniem. ;) Mam nadzieję, że swoje opinie na jego temat zostawicie w komentarzach, bo chciałabym wiedzieć co o nim myślicie. :)