Obudziłam się w nie swoim łóżku.
Wbiłam wzrok w sufit i nie mogąc się ruszyć zastanawiałam się
gdzie ja do cholery jestem. Uniosłam delikatnie głowę ku górze i
rozejrzałam się dookoła, wyglądało mi to jak sala szpitalna.
Zaraz, zaraz. Sala szpitalna ?! Co ja tu robię ?! Uniosłam się do
pozycji siedzącej jednak chyba zbyt szybko, ponieważ zakręciło mi
się w głowie. Wtedy poczułam ból. Dotknęłam lekko opuszkami
palców dłoni swego czoła i wyczułam opatrunek. Wokół łóżka
było pełno różnych maszyn i aparatur. Westchnęłam głęboko i
delikatnie ułożyłam się z powrotem na łóżku tak aby było mi
wygodnie. Spojrzałam na swoje ręce i skrzywiłam się delikatnie
widząc kilka małych zadrapań i siniaków. Po chwili do sali weszła
pielęgniarka z uśmiechem na twarzy.
-Witam panienkę. Jak się panienka
dzisiaj czuje ? - skierowała te słowa wprost do mnie, a jej
życzliwy uśmiech ani na minutę nie schodził z jej twarzy.
-Powiem szczerze, że dziwnie. Nie wiem
dlaczego tutaj jestem. Przecież nic mi nie jest. - wypowiedziałam
te słowa dosyć słabym jeszcze głosem i nie spuszczałam wzroku z
pielęgniarki. Ta usiadła na krześle obok łóżka i gdy wszystko
spisała przeniosła wzrok na mnie.
-Ma panienka racje, już wszystko jest
dobrze i dzisiaj stąd panienka wyjdzie. A to dlaczego panienka się
tu znalazła to wytłumaczy już inna osoba, nie ja. - posłała mi
tylko ciepły uśmiech po czym pogłaskała mnie po głowie i wyszła
za drzwi. W zasadzie cieszyłam się, że już sobie poszła, bo
trochę denerwowało mnie to nadużywanie słowa 'panienka' ale jej
uśmiech jakoś poprawił mi humor. Przymknęłam na chwilę oczy by
wszystko sobie poukładać w głowie, lecz po kilku minutach
usłyszałam, że ktoś wchodzi do sali. Myślałam, że to pewnie
Jane, bo tak nazywała się pielęgniarka, czegoś zapomniała więc
nie otwierałam oczu. Słyszałam jak ktoś siada na krzesełku i
domyśliłam się, że to jednak nie Jane, ale wciąż nie otwierałam
oczu. Poczułam jak ktoś chwyta mnie za dłoń. Czułam jak ten ktoś
gładził delikatnie kciukiem wierzch mej dłoni i przyznam szczerze,
że zrobiło mi się jakoś milej na sercu, że ktoś o mnie
pamiętał. Nagle usłyszałam jak ciszę przerywa męski głos.
-Przepraszam, że tak zaczęłaś te
wakacje. Wiem, że to moja wina. Przecież miałem Cię pilnować, a
tego nie zrobiłem. Możesz być na mnie zła, ale musiałem to
zrobić, nie chciałem żeby coś ci się stało. - gdy umilkł
poczułam tylko jego usta na swej ranie na czole. Otworzyłam w tym
momencie oczy i spojrzałam na Filipa, czasem dziękowałam Bogu, że
mam takiego brata, że potrafię się z nim dogadać, że tak bardzo
się kochamy.
-To nie twoja wina braciszku.
Wiedziałam, że pewnie na tych wakacjach coś się stanie, ale nie
przypuszczałam, że tak szybko. - posłałam mu szeroki uśmiech po
czym zaśmiałam się cicho. Przytuliłam go mocno do siebie i
wyszeptałam wprost do jego ucha krótkie 'dziękuję'. Nie minęło
pięć minut a do sali wszedł lekarz. Coś tam gadał, że wszystko
jest okej, ale mam za tydzień przyjść na kontrole, że mam
chwilową amnezję, ple ple ple... I najważniejsze, właśnie
powiedział, że wychodzę ze szpitala. Yeah !
2 GODZINY PÓŹNIEJ
Weszłam szybko do domu i
rozejrzałam się dookoła, podążyłam do kuchni i włączyłam
radio. Wyciągnęłam z szafki szklankę, a z lodówki multiwitaminę.
Nalałam pół szklanki po czym odłożyłam sok na blat. Usłyszałam
tylko jak brat szybko wchodził po schodach na górę, więc dałam
trochę głośniej radio. Wzięłam do ręki szklankę i spojrzałam
kątem oka za okno popijając co chwilę sok. Wpatrywałam się w
ludzi krzątających się po uliczkach mego osiedla próbując sobie
przypomnieć co się wczoraj takiego stało. Wiem, że byłam na
imprezie, wracałam i... dalej nic. Czarna dziura. Nagle do moich
uszu trafił komunikat 'Jeden z członków boysbandu One Direction
wczoraj wieczorem trafił do szpitala. Mówi się, że chłopak wdał
się w bójkę, będąc pod wpływem alkoholu. Reszta zespołu
dowiedziała się o tym i natychmiast do niego przyjechali. Nikt nie
chce wypowiadać się na ten temat. Czyżby nadchodził koniec
zespołu One Direction, z winy niejakiego Harry'ego Styles'a ? Więcej
informacji już wkrótce'. Stałam przy oknie jak słup. Nie mogłam
się ogarnąć. Coś zaczęło mi się przypominać jednak dalej było
to za mało by dojść do tego, czemu leżałam w szpitalu. Po kilku
sekundach doszło do mnie to co przed chwilą usłyszałam w radiu.
Szklanka mimowolnie wypadła mi z ręki roztrzaskując się na małe
kawałeczki, a sok rozlał się na kafelkach. Usłyszałam tylko jak
Filip szybko zbiega z góry i wręcz wpada do kuchni.
-Nic ci nie jest ?! Co się
stało ?! - nerwowo pytał patrząc na mnie i na otaczający mnie
burdel. Podszedł do mnie i pomachał mi dłonią przed oczyma, ani
drgnęłam.
-Dlaczego nie powiedziałeś
mi, że Harry jest w szpitalu ? - wbiłam wzrok w posąg stojący
przed domem i nie spuszczałam wzroku z niego ani na sekundę.
Oczekiwałam natychmiastowej odpowiedzi, jednak nie usłyszałam nic
prócz ciszy.
-Dlaczego nie powiedziałeś
mi, że Harry wdał się w bójkę i leży w szpitalu ?! - ponowiłam
pytanie głośniej i wyraźniej po czym przeniosłam wzrok na brata,
a moja twarz w tym momencie nie wyrażała żadnych uczuć.
-Słuchaj to nie tak, że
nie chciałem ci powiedzieć. Po prostu nie chciałem cię
zamartwiać. Zresztą ten gnojek zasłużył sobie na to. Gdyby
trzymał się od Ciebie z daleka, zapewne jego twarz nie ucierpiała
by w ogóle. - słowa mojego brata płynęły z jego ust z taką
lekkością, jak gdyby nigdy nic. Nie wiedziałam, skąd on tak
wszystko dobrze wie. Może to ze względu na ten opatrunek coś mi
się w głowie poprzestawiało lub po prostu miałam powolny zapłon.
-A skąd ty tak wszystko
wiesz i niby czemu przeze mnie ? - skrzyżowałam ręce na piersiach
i oparłam się o parapet. Wbiłam wzrok w brata i czekałam na
odpowiedź.
-Nie mówię, że to przez
Ciebie. Ale ehh. W sumie to przez Ciebie. - słysząc te słowa moje
usta otworzyły się szeroko. Super, no braciak naprawdę mnie umiał
pocieszyć. Zmarszczyłam delikatnie brwi po czym klepnęłam się
otwartą dłonią w czoło jednak od razu tego pożałowałam. Ból,
który teraz obejmował moją głowę był niesamowity. Syknęłam z
bólu i po omacku siadając na krzesło wzięłam kilka głębszych
wdechów. Otworzyłam leniwie swe oczy i spojrzałam wprost w
niebieskie oczy brata.
-Chyba sobie coś zaczęłam
przypominać. Wieczorem wracałam z imprezy Nathan'a bo... - i tu się
zatrzymałam, nie chciałam mówić bratu dlaczego właściwie tak
naprawdę opuściłam tę imprezę więc omijając niektóre fakty
zaczęłam mówić z powrotem -Bo... źle się poczułam. Wiesz,
alkohol i te inne zapachy doprowadzały mnie do szału. Zaczęła
mnie boleć głowa, więc wyszłam. Później złapał mnie Harry
i... - właśnie i co dalej ? Dalej nie pamiętałam co się działo.
Czyżby to przez Hazze wylądowałam w szpitalu ? Kurde. Coś mi tu
śmierdziało. I to nie ten nowy odświeżacz powietrza. Wyczuwam
jakiś podstęp.
-A ja usłyszałem twój
krzyk i kiedy przybiegłem na miejsce, Harry był zakrwawiony a ty
leżałaś na ziemi w bezruchu. - dokończył Filip swoją wersją.
Aha, czyli to jednak loczek mi coś zrobił. Ale dlaczego ? Co on
chciał tym wskórać ? O nie, nie. Tak się nie będzie ze mną
bawić. Wstałam z krzesła i posłałam delikatny uśmiech bratu po
czym przepraszając go, wyminęłam plamę soku i odłamki szła po
czym skierowałam się na górę do swojego pokoju by się przebrać.
Musiałam kogoś jak najszybciej odwiedzić. Wyciągnęłam z szafy
biały, zwykły top, czarne szorty i założyłam na nogi zwykłe
czarne baleriny. Włosy lekko przeczesałam dłonią i spojrzałam w
lustro. Dotknęłam delikatnie wskazującym palcem opatrunku na swej
głowie i uśmiechnęłam się krzywo.
-No to ładnie zaczęłaś
wakacje Wer. - wyszeptałam sama do siebie po czym zachichotałam
cicho. Skierowałam się w stronę drzwi od swojego pokoju i
pociągnęłam lekko za klamkę by je otworzyć. Usłyszałam tylko
nerwowe głosy z dołu. Właściwie poznałam te głosy, a mianowicie
głos mojego brata, Margi i Nath'a. Wiem, że nie powinnam, ale
nadstawiłam ucho i przysłuchiwałam się tej kłótni. Tak właśnie,
to była kłótnia.
-Czy ty wiesz co ty zrobiłeś
?! Ja rozumiem, jesteś kochającym bratem, ale do jasnej cholery nie
mogłeś załatwić tego delikatniej ?! - moja przyjaciółka
krzyczała jednak w miarę stonowanym głosem.
-Mógł trzymać od niej
łapy z daleka ! Wtedy na pewno nic by się mu nie stało ! - mój
brat oczywiście nie mniej pyskacie jej odpowiedział.
-Margi, Filip uspokójcie
się, nie chcecie chyba, żeby Wer nas usłyszała. - Nath uspokajał
tę dwójkę jednak chyba na próżno bo ci dalej drążli swoje. A
mnie zastanawiało, co takiego przede mną ukrywają. Wyszłam z
pokoju i cicho zaczęłam schodzić po schodach. W połowie
zatrzymałam się i usiadłam na jednym ze schodków. Podpierając
głowę na kolanach przysłuchiwałam się ich wymianie zdań.
-Nie no ty mnie chyba kurwa
nie rozumiesz. Czy ty wiesz, że możesz pójść za to siedzieć ?!
On nie odpuści Ci tego tak łatwo. Musiałbyś przeprosić go na
łamach gazet. On będzie chciał Cię upokorzyć przed światem, a
ty będziesz musiał się na to zgodzić jeżeli chciałbyś żyć na
wolności ! - mogłabym przysiąc, że Margi miała w tym momencie
łzy w oczach, bo głos już jej się łamał. Tak może Filip był
moim bratem, ale ona od zawsze też go tak traktowała i martwiła
się o niego czasem chyba nawet bardziej niż ja.
-Słuchaj ja czasu nie
cofnę, jeśli muszę pójść siedzieć to pójdę. Należało się
skurwielowi i jeżeli miałbym jeszcze jedną taką okazję to na
pewno bym ze niej skorzystał. - Filip tymi słowami po prostu
sprawił, że moje serce zabiło sto razy mocniej. O czym on gadał
?! Jakie więzienie ?! O nie, na pewno go tam nie puszczę. Wstałam
ze schodów i podeszłam do nich. Oparłam się ramieniem o futrynę
i spojrzałam na ocierającą łzy z policzków Marg, smutnego
Nathan'a oraz mojego brata, który nie wyrażał w tym momencie
żadnych uczuć. Był jak woskowa lalka, zimna i bez jakiegokolwiek
wyrazu.
-Dowiem się wreszcie o co
chodzi ? Dlaczego miałabym puszczać brata do pierdla ? - uniosłam
brew ku górze patrząc na każdego z nich po kolei. Moja
przyjaciółka nie wytrzymała po prostu zalała się łzami i
zaczęła coś niezrozumiale majaczyć.
-On.. Harry.. Krew, a
później ty. Szpital. Więzienie. - yhm, jaaaasne, że zrozumiem
cokolwiek z tego co właśnie powiedziała. Chyba nikt o zdrowych
zmysłach nie ogarnąłby o co tej dziewczynie chodzi.
-To ja pobiłem Harry'ego
Styles'a i jest mi z tym zajebiście dobrze. - Filip spojrzał mi
prosto w oczy. Widziałam, że nie do końca był szczęśliwy, bał
się, że chyba mnie rozczarował swoim zachowaniem. No i patrzcie,
jak zwykle się nie mylił.
-CO ?! Dlaczego ?! -
wybuchnęłam, po prostu wybuchnęłam. Nie wiedziałam co mam o tym
myśleć. Przecież on tak nie może po prostu bić sobie kogokolwiek
i kiedykolwiek tylko chce.
-Nie wiem dokładnie
dlaczego. Akurat wracałem do domu i usłyszałem twój krzyk, żeby
cię puścił. Kiedy podszedłem bliżej zauważyłem, że Harry cię
trzyma i za cholerę nie chce wypuścić. Ty płakałaś, a że
jestem twoim starszym bratem włączyła mi się jakaś czerwona
lampka, oderwałem go od Ciebie, a później straciłem nad sobą
panowanie. Trochę go poszarpałem i wielkie mi to halo. - wywrócił
oczami i krzyżując dłonie na klatce piersiowej, przyglądał się
mi. Pewnie miałam na twarzy wymalowaną piękną minę w stylu
'WTF'. Kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przemyślałam
wszystko i zaczęłam spokojnie.
-Wiesz, chyba jednak nie
trochę go poszarpałeś a trochę bardzo, bo jednak wylądował w
szpitalu ! - zaczęłam spokojnie ale skończyłam jak zwykle czyli
drąc się jak głupia. Wzięłam kilka głębszych wdechów po czym
przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która jak widać już trochę
ochłonęła.
-Jak bardzo loczek jest
pokiereszowany ? - uniosłam delikatnie brew ku górze i wpatrywałam
się w czarnowłosą jak w obrazek oczekując odpowiedzi.
-Nie jest z nim aż tak źle.
Ma złamany nos, podbite oko i je trochę pokiereszowany. Ale
oczywiście prasa się już o wszystkim dowiedziała. Jednak nie
wiedzą dlaczego Harry jest poobijany. Tylko przypuszczają, że się
wdał w bójkę. Do tego był pod wpływem alkoholu Jeżeli to
wyjdzie na jaw, Filip będzie miał przejebane. Boże, dlaczego ja w
ogóle wpadłam na pomysł, żeby iść na tą głupią imprezę ? –
czarnooka dziewczyna była załamana i to dało się zauważyć.
Przytuliłam ją mocno do siebie gadając coś tam, że to nie jej
wina i tak dalej.
-Słuchaj siedź w domu i
nie rób nic głupiego co jeszcze bardziej ci zaszkodzi. Ja
odprowadzę Margaret do domu. - skierowałam się do brata po czym
ocierając dłonią przyjaciółce łzy z policzków i podając jej
paczkę chusteczek wyszłyśmy z domu, a za nami Nathan, z którym od
razu się pożegnałyśmy. Szłyśmy w ciszy, nie chciałyśmy się
dołować jeszcze bardziej, zresztą i tak nie wiedziałabym o czym
mam z nią rozmawiać. Gdy doszłyśmy do domu zauważyłam, że na
podjeździe stoi czarny Range Rover. Wcześniej nawet nie zwróciłam
na niego uwagi. Weszłyśmy do środka i Marg od razu poszła do
salonu a ja skierowałam się w stronę pokoju Marg. Zauważyłam, że
drzwi do pokoju Harry'ego były uchylone, a ze środka słychać było
tylko ostre wymiany zdań. Oparłam się o ścianę i nasłuchiwałam.
-Przesadziłeś stary. Ja
rozumiem wszystko, hormony ci buzują. Taki wiek. Ale zrozum daliśmy
ci ostatnią szansę, a ty jej nie wykorzystałeś. Miałeś się
tutaj poprawić, a nie narobić jeszcze większego gówna ! -
mogłabym przysiąc na wszystko, że to był głos Zayn'a.
-To nie moja wina. Nie
chciałem tu przyjeżdżać, wy mi kazaliście, więc pretensje
miejcie teraz sami do siebie. - loczek był całkiem spokojny, co
było wręcz dziwne.
-Ludzie trzymajcie mnie bo
mu zaraz przyjebie. Czy ty idioto naprawdę nic nie rozumiesz ?!
Przez twoje zachowanie ludzie coraz gorzej o nas mówią.
-Zayn uspokój się. - tak
to był Liam na pewno, to właśnie powiedział Liam.
-Słuchaj mnie Harry. Tak
jak Zayn mówił, to była ostatnia szansa, której nie
wykorzystałeś. Zawsze tylko mówisz 'poprawie się chłopaki'. Nie.
Właśnie, że nie. Ty taki jesteś i nigdy się nie poprawisz.
Przykro mi to mówić ale Paul miał racje. - w głosie Niall'a, tak
Niall'a, mogłam wyczuć że był zawiedziony.
-Co chcecie mi przez to
powiedzieć ? - i wtedy usłyszałam głos loczka, już nie
wyczuwałam w nim pewności, teraz się bał. Bał się odpowiedzi.
-To koniec stary. Koniec
tego cyrku. Koniec tego wszystkiego. Koniec One Direction. - słowa
Zayn'a uderzyły we mnie z niewyobrażalną siłą. Czy on właśnie
powiedział 'koniec One Direction' czy to tylko mój koszmar ?
-Przykro mi. Tak cholernie
mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas wszystkich takie
ważne. - ten głos poznałabym wszędzie. Głos Louis'a, który
zawsze jest wesoły teraz brzmiał tak poważnie. Zsunęłam się po
ścianie siadając na podłodze. Zaczęłam nad wszystkim rozmyślać.
To moja wina. To przeze mnie. Gdyby nie to, że darłam się wtedy,
że tak zareagowałam na loczka. Filip by nie przybiegł. Harry nie
miałby teraz złamanego nosa, a zespół dalej by istniał. To moja
wina. To ja zniszczyłam One Direction.
○ Przepraszam, że tak długo czekaliście jednak nie było mnie w domu i nie miałam jak dodać rozdziału. Mam nadzieje, że nie jest beznadziejny :3 Może jest trochę dłuższy od tamtych, jednak po prostu tak jakoś wyszło :D Miłego czytania ;)
Rozdział jest fajny
OdpowiedzUsuńI mam nadzieję że One Direction się nie rozpadną.
Jest super! czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńExtra! ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na NN ;**