13 lipca 2012

Rozdział 3.


Obudziłam się w nie swoim łóżku. Wbiłam wzrok w sufit i nie mogąc się ruszyć zastanawiałam się gdzie ja do cholery jestem. Uniosłam delikatnie głowę ku górze i rozejrzałam się dookoła, wyglądało mi to jak sala szpitalna. Zaraz, zaraz. Sala szpitalna ?! Co ja tu robię ?! Uniosłam się do pozycji siedzącej jednak chyba zbyt szybko, ponieważ zakręciło mi się w głowie. Wtedy poczułam ból. Dotknęłam lekko opuszkami palców dłoni swego czoła i wyczułam opatrunek. Wokół łóżka było pełno różnych maszyn i aparatur. Westchnęłam głęboko i delikatnie ułożyłam się z powrotem na łóżku tak aby było mi wygodnie. Spojrzałam na swoje ręce i skrzywiłam się delikatnie widząc kilka małych zadrapań i siniaków. Po chwili do sali weszła pielęgniarka z uśmiechem na twarzy.
-Witam panienkę. Jak się panienka dzisiaj czuje ? - skierowała te słowa wprost do mnie, a jej życzliwy uśmiech ani na minutę nie schodził z jej twarzy.
-Powiem szczerze, że dziwnie. Nie wiem dlaczego tutaj jestem. Przecież nic mi nie jest. - wypowiedziałam te słowa dosyć słabym jeszcze głosem i nie spuszczałam wzroku z pielęgniarki. Ta usiadła na krześle obok łóżka i gdy wszystko spisała przeniosła wzrok na mnie.
-Ma panienka racje, już wszystko jest dobrze i dzisiaj stąd panienka wyjdzie. A to dlaczego panienka się tu znalazła to wytłumaczy już inna osoba, nie ja. - posłała mi tylko ciepły uśmiech po czym pogłaskała mnie po głowie i wyszła za drzwi. W zasadzie cieszyłam się, że już sobie poszła, bo trochę denerwowało mnie to nadużywanie słowa 'panienka' ale jej uśmiech jakoś poprawił mi humor. Przymknęłam na chwilę oczy by wszystko sobie poukładać w głowie, lecz po kilku minutach usłyszałam, że ktoś wchodzi do sali. Myślałam, że to pewnie Jane, bo tak nazywała się pielęgniarka, czegoś zapomniała więc nie otwierałam oczu. Słyszałam jak ktoś siada na krzesełku i domyśliłam się, że to jednak nie Jane, ale wciąż nie otwierałam oczu. Poczułam jak ktoś chwyta mnie za dłoń. Czułam jak ten ktoś gładził delikatnie kciukiem wierzch mej dłoni i przyznam szczerze, że zrobiło mi się jakoś milej na sercu, że ktoś o mnie pamiętał. Nagle usłyszałam jak ciszę przerywa męski głos.
-Przepraszam, że tak zaczęłaś te wakacje. Wiem, że to moja wina. Przecież miałem Cię pilnować, a tego nie zrobiłem. Możesz być na mnie zła, ale musiałem to zrobić, nie chciałem żeby coś ci się stało. - gdy umilkł poczułam tylko jego usta na swej ranie na czole. Otworzyłam w tym momencie oczy i spojrzałam na Filipa, czasem dziękowałam Bogu, że mam takiego brata, że potrafię się z nim dogadać, że tak bardzo się kochamy.
-To nie twoja wina braciszku. Wiedziałam, że pewnie na tych wakacjach coś się stanie, ale nie przypuszczałam, że tak szybko. - posłałam mu szeroki uśmiech po czym zaśmiałam się cicho. Przytuliłam go mocno do siebie i wyszeptałam wprost do jego ucha krótkie 'dziękuję'. Nie minęło pięć minut a do sali wszedł lekarz. Coś tam gadał, że wszystko jest okej, ale mam za tydzień przyjść na kontrole, że mam chwilową amnezję, ple ple ple... I najważniejsze, właśnie powiedział, że wychodzę ze szpitala. Yeah !
2 GODZINY PÓŹNIEJ
Weszłam szybko do domu i rozejrzałam się dookoła, podążyłam do kuchni i włączyłam radio. Wyciągnęłam z szafki szklankę, a z lodówki multiwitaminę. Nalałam pół szklanki po czym odłożyłam sok na blat. Usłyszałam tylko jak brat szybko wchodził po schodach na górę, więc dałam trochę głośniej radio. Wzięłam do ręki szklankę i spojrzałam kątem oka za okno popijając co chwilę sok. Wpatrywałam się w ludzi krzątających się po uliczkach mego osiedla próbując sobie przypomnieć co się wczoraj takiego stało. Wiem, że byłam na imprezie, wracałam i... dalej nic. Czarna dziura. Nagle do moich uszu trafił komunikat 'Jeden z członków boysbandu One Direction wczoraj wieczorem trafił do szpitala. Mówi się, że chłopak wdał się w bójkę, będąc pod wpływem alkoholu. Reszta zespołu dowiedziała się o tym i natychmiast do niego przyjechali. Nikt nie chce wypowiadać się na ten temat. Czyżby nadchodził koniec zespołu One Direction, z winy niejakiego Harry'ego Styles'a ? Więcej informacji już wkrótce'. Stałam przy oknie jak słup. Nie mogłam się ogarnąć. Coś zaczęło mi się przypominać jednak dalej było to za mało by dojść do tego, czemu leżałam w szpitalu. Po kilku sekundach doszło do mnie to co przed chwilą usłyszałam w radiu. Szklanka mimowolnie wypadła mi z ręki roztrzaskując się na małe kawałeczki, a sok rozlał się na kafelkach. Usłyszałam tylko jak Filip szybko zbiega z góry i wręcz wpada do kuchni.
-Nic ci nie jest ?! Co się stało ?! - nerwowo pytał patrząc na mnie i na otaczający mnie burdel. Podszedł do mnie i pomachał mi dłonią przed oczyma, ani drgnęłam.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Harry jest w szpitalu ? - wbiłam wzrok w posąg stojący przed domem i nie spuszczałam wzroku z niego ani na sekundę. Oczekiwałam natychmiastowej odpowiedzi, jednak nie usłyszałam nic prócz ciszy.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Harry wdał się w bójkę i leży w szpitalu ?! - ponowiłam pytanie głośniej i wyraźniej po czym przeniosłam wzrok na brata, a moja twarz w tym momencie nie wyrażała żadnych uczuć.
-Słuchaj to nie tak, że nie chciałem ci powiedzieć. Po prostu nie chciałem cię zamartwiać. Zresztą ten gnojek zasłużył sobie na to. Gdyby trzymał się od Ciebie z daleka, zapewne jego twarz nie ucierpiała by w ogóle. - słowa mojego brata płynęły z jego ust z taką lekkością, jak gdyby nigdy nic. Nie wiedziałam, skąd on tak wszystko dobrze wie. Może to ze względu na ten opatrunek coś mi się w głowie poprzestawiało lub po prostu miałam powolny zapłon.
-A skąd ty tak wszystko wiesz i niby czemu przeze mnie ? - skrzyżowałam ręce na piersiach i oparłam się o parapet. Wbiłam wzrok w brata i czekałam na odpowiedź.
-Nie mówię, że to przez Ciebie. Ale ehh. W sumie to przez Ciebie. - słysząc te słowa moje usta otworzyły się szeroko. Super, no braciak naprawdę mnie umiał pocieszyć. Zmarszczyłam delikatnie brwi po czym klepnęłam się otwartą dłonią w czoło jednak od razu tego pożałowałam. Ból, który teraz obejmował moją głowę był niesamowity. Syknęłam z bólu i po omacku siadając na krzesło wzięłam kilka głębszych wdechów. Otworzyłam leniwie swe oczy i spojrzałam wprost w niebieskie oczy brata.
-Chyba sobie coś zaczęłam przypominać. Wieczorem wracałam z imprezy Nathan'a bo... - i tu się zatrzymałam, nie chciałam mówić bratu dlaczego właściwie tak naprawdę opuściłam tę imprezę więc omijając niektóre fakty zaczęłam mówić z powrotem -Bo... źle się poczułam. Wiesz, alkohol i te inne zapachy doprowadzały mnie do szału. Zaczęła mnie boleć głowa, więc wyszłam. Później złapał mnie Harry i... - właśnie i co dalej ? Dalej nie pamiętałam co się działo. Czyżby to przez Hazze wylądowałam w szpitalu ? Kurde. Coś mi tu śmierdziało. I to nie ten nowy odświeżacz powietrza. Wyczuwam jakiś podstęp.
-A ja usłyszałem twój krzyk i kiedy przybiegłem na miejsce, Harry był zakrwawiony a ty leżałaś na ziemi w bezruchu. - dokończył Filip swoją wersją. Aha, czyli to jednak loczek mi coś zrobił. Ale dlaczego ? Co on chciał tym wskórać ? O nie, nie. Tak się nie będzie ze mną bawić. Wstałam z krzesła i posłałam delikatny uśmiech bratu po czym przepraszając go, wyminęłam plamę soku i odłamki szła po czym skierowałam się na górę do swojego pokoju by się przebrać. Musiałam kogoś jak najszybciej odwiedzić. Wyciągnęłam z szafy biały, zwykły top, czarne szorty i założyłam na nogi zwykłe czarne baleriny. Włosy lekko przeczesałam dłonią i spojrzałam w lustro. Dotknęłam delikatnie wskazującym palcem opatrunku na swej głowie i uśmiechnęłam się krzywo.
-No to ładnie zaczęłaś wakacje Wer. - wyszeptałam sama do siebie po czym zachichotałam cicho. Skierowałam się w stronę drzwi od swojego pokoju i pociągnęłam lekko za klamkę by je otworzyć. Usłyszałam tylko nerwowe głosy z dołu. Właściwie poznałam te głosy, a mianowicie głos mojego brata, Margi i Nath'a. Wiem, że nie powinnam, ale nadstawiłam ucho i przysłuchiwałam się tej kłótni. Tak właśnie, to była kłótnia.
-Czy ty wiesz co ty zrobiłeś ?! Ja rozumiem, jesteś kochającym bratem, ale do jasnej cholery nie mogłeś załatwić tego delikatniej ?! - moja przyjaciółka krzyczała jednak w miarę stonowanym głosem.
-Mógł trzymać od niej łapy z daleka ! Wtedy na pewno nic by się mu nie stało ! - mój brat oczywiście nie mniej pyskacie jej odpowiedział.
-Margi, Filip uspokójcie się, nie chcecie chyba, żeby Wer nas usłyszała. - Nath uspokajał tę dwójkę jednak chyba na próżno bo ci dalej drążli swoje. A mnie zastanawiało, co takiego przede mną ukrywają. Wyszłam z pokoju i cicho zaczęłam schodzić po schodach. W połowie zatrzymałam się i usiadłam na jednym ze schodków. Podpierając głowę na kolanach przysłuchiwałam się ich wymianie zdań.
-Nie no ty mnie chyba kurwa nie rozumiesz. Czy ty wiesz, że możesz pójść za to siedzieć ?! On nie odpuści Ci tego tak łatwo. Musiałbyś przeprosić go na łamach gazet. On będzie chciał Cię upokorzyć przed światem, a ty będziesz musiał się na to zgodzić jeżeli chciałbyś żyć na wolności ! - mogłabym przysiąc, że Margi miała w tym momencie łzy w oczach, bo głos już jej się łamał. Tak może Filip był moim bratem, ale ona od zawsze też go tak traktowała i martwiła się o niego czasem chyba nawet bardziej niż ja.
-Słuchaj ja czasu nie cofnę, jeśli muszę pójść siedzieć to pójdę. Należało się skurwielowi i jeżeli miałbym jeszcze jedną taką okazję to na pewno bym ze niej skorzystał. - Filip tymi słowami po prostu sprawił, że moje serce zabiło sto razy mocniej. O czym on gadał ?! Jakie więzienie ?! O nie, na pewno go tam nie puszczę. Wstałam ze schodów i podeszłam do nich. Oparłam się ramieniem o futrynę i spojrzałam na ocierającą łzy z policzków Marg, smutnego Nathan'a oraz mojego brata, który nie wyrażał w tym momencie żadnych uczuć. Był jak woskowa lalka, zimna i bez jakiegokolwiek wyrazu.
-Dowiem się wreszcie o co chodzi ? Dlaczego miałabym puszczać brata do pierdla ? - uniosłam brew ku górze patrząc na każdego z nich po kolei. Moja przyjaciółka nie wytrzymała po prostu zalała się łzami i zaczęła coś niezrozumiale majaczyć.
-On.. Harry.. Krew, a później ty. Szpital. Więzienie. - yhm, jaaaasne, że zrozumiem cokolwiek z tego co właśnie powiedziała. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie ogarnąłby o co tej dziewczynie chodzi.
-To ja pobiłem Harry'ego Styles'a i jest mi z tym zajebiście dobrze. - Filip spojrzał mi prosto w oczy. Widziałam, że nie do końca był szczęśliwy, bał się, że chyba mnie rozczarował swoim zachowaniem. No i patrzcie, jak zwykle się nie mylił.
-CO ?! Dlaczego ?! - wybuchnęłam, po prostu wybuchnęłam. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Przecież on tak nie może po prostu bić sobie kogokolwiek i kiedykolwiek tylko chce.
-Nie wiem dokładnie dlaczego. Akurat wracałem do domu i usłyszałem twój krzyk, żeby cię puścił. Kiedy podszedłem bliżej zauważyłem, że Harry cię trzyma i za cholerę nie chce wypuścić. Ty płakałaś, a że jestem twoim starszym bratem włączyła mi się jakaś czerwona lampka, oderwałem go od Ciebie, a później straciłem nad sobą panowanie. Trochę go poszarpałem i wielkie mi to halo. - wywrócił oczami i krzyżując dłonie na klatce piersiowej, przyglądał się mi. Pewnie miałam na twarzy wymalowaną piękną minę w stylu 'WTF'. Kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przemyślałam wszystko i zaczęłam spokojnie.
-Wiesz, chyba jednak nie trochę go poszarpałeś a trochę bardzo, bo jednak wylądował w szpitalu ! - zaczęłam spokojnie ale skończyłam jak zwykle czyli drąc się jak głupia. Wzięłam kilka głębszych wdechów po czym przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która jak widać już trochę ochłonęła.
-Jak bardzo loczek jest pokiereszowany ? - uniosłam delikatnie brew ku górze i wpatrywałam się w czarnowłosą jak w obrazek oczekując odpowiedzi.
-Nie jest z nim aż tak źle. Ma złamany nos, podbite oko i je trochę pokiereszowany. Ale oczywiście prasa się już o wszystkim dowiedziała. Jednak nie wiedzą dlaczego Harry jest poobijany. Tylko przypuszczają, że się wdał w bójkę. Do tego był pod wpływem alkoholu Jeżeli to wyjdzie na jaw, Filip będzie miał przejebane. Boże, dlaczego ja w ogóle wpadłam na pomysł, żeby iść na tą głupią imprezę ? – czarnooka dziewczyna była załamana i to dało się zauważyć. Przytuliłam ją mocno do siebie gadając coś tam, że to nie jej wina i tak dalej.
-Słuchaj siedź w domu i nie rób nic głupiego co jeszcze bardziej ci zaszkodzi. Ja odprowadzę Margaret do domu. - skierowałam się do brata po czym ocierając dłonią przyjaciółce łzy z policzków i podając jej paczkę chusteczek wyszłyśmy z domu, a za nami Nathan, z którym od razu się pożegnałyśmy. Szłyśmy w ciszy, nie chciałyśmy się dołować jeszcze bardziej, zresztą i tak nie wiedziałabym o czym mam z nią rozmawiać. Gdy doszłyśmy do domu zauważyłam, że na podjeździe stoi czarny Range Rover. Wcześniej nawet nie zwróciłam na niego uwagi. Weszłyśmy do środka i Marg od razu poszła do salonu a ja skierowałam się w stronę pokoju Marg. Zauważyłam, że drzwi do pokoju Harry'ego były uchylone, a ze środka słychać było tylko ostre wymiany zdań. Oparłam się o ścianę i nasłuchiwałam.
-Przesadziłeś stary. Ja rozumiem wszystko, hormony ci buzują. Taki wiek. Ale zrozum daliśmy ci ostatnią szansę, a ty jej nie wykorzystałeś. Miałeś się tutaj poprawić, a nie narobić jeszcze większego gówna ! - mogłabym przysiąc na wszystko, że to był głos Zayn'a.
-To nie moja wina. Nie chciałem tu przyjeżdżać, wy mi kazaliście, więc pretensje miejcie teraz sami do siebie. - loczek był całkiem spokojny, co było wręcz dziwne.
-Ludzie trzymajcie mnie bo mu zaraz przyjebie. Czy ty idioto naprawdę nic nie rozumiesz ?! Przez twoje zachowanie ludzie coraz gorzej o nas mówią.
-Zayn uspokój się. - tak to był Liam na pewno, to właśnie powiedział Liam.
-Słuchaj mnie Harry. Tak jak Zayn mówił, to była ostatnia szansa, której nie wykorzystałeś. Zawsze tylko mówisz 'poprawie się chłopaki'. Nie. Właśnie, że nie. Ty taki jesteś i nigdy się nie poprawisz. Przykro mi to mówić ale Paul miał racje. - w głosie Niall'a, tak Niall'a, mogłam wyczuć że był zawiedziony.
-Co chcecie mi przez to powiedzieć ? - i wtedy usłyszałam głos loczka, już nie wyczuwałam w nim pewności, teraz się bał. Bał się odpowiedzi.
-To koniec stary. Koniec tego cyrku. Koniec tego wszystkiego. Koniec One Direction. - słowa Zayn'a uderzyły we mnie z niewyobrażalną siłą. Czy on właśnie powiedział 'koniec One Direction' czy to tylko mój koszmar ?
-Przykro mi. Tak cholernie mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas wszystkich takie ważne. - ten głos poznałabym wszędzie. Głos Louis'a, który zawsze jest wesoły teraz brzmiał tak poważnie. Zsunęłam się po ścianie siadając na podłodze. Zaczęłam nad wszystkim rozmyślać. To moja wina. To przeze mnie. Gdyby nie to, że darłam się wtedy, że tak zareagowałam na loczka. Filip by nie przybiegł. Harry nie miałby teraz złamanego nosa, a zespół dalej by istniał. To moja wina. To ja zniszczyłam One Direction.

 ○ Przepraszam, że tak długo czekaliście jednak nie było mnie w domu i nie miałam jak dodać rozdziału. Mam nadzieje, że nie jest beznadziejny :3 Może jest trochę dłuższy od tamtych, jednak po prostu tak jakoś wyszło :D Miłego czytania ;)

3 komentarze:

  1. Rozdział jest fajny
    I mam nadzieję że One Direction się nie rozpadną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest super! czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. .KamCiaaa ! ;***19 lipca 2012 21:20

    Extra! ;D
    Czekam na NN ;**

    OdpowiedzUsuń