28 czerwca 2012

Rozdział 2.


-Coś ty znowu wymyśliła ?! Nie możemy po prostu wrócić do domu ?! - Harry oczywiście zaczął kręcić nosem i jak zwykle nic mu nie odpowiadało.
-Po co wrócić do domu ? Żeby gnić w czterech ścianach, bądź w twoim przypadku gadać cały czas przez telefon ? - Marg uniosła brew ku górze i spojrzała na kuzyna swymi pięknymi, dużymi, czekoladowymi oczami. Była teraz przez cały czas uśmiechnięta, a ja wciąż nie wiedziałam dlaczego. Szliśmy przez cały czas w milczeniu, co chwilę patrzyłam ukradkiem na loczka, a ten ciągle wpatrywał się tępo w ekran. Było mi cholernie przykro, że Harry tak po prostu zapomniał kim jestem, a może nie chciał pamiętać. Po krótkiej chwili doszliśmy do domu Nathan'a, z którego dochodziła głośna muzyka.
-Nathan zaprosił mnie na imprezę, więc postanowiłam was wziąć ze sobą. - czarnowłosa dziewczyna popatrzyła najpierw na mnie, a później na Harry'ego. Właściwie zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego nie zostałam na tę imprezę zaproszona przez Nathan'a ?! Nie no super, coraz lepiej.
-Oo jesteście już. Cieszę się, że jednak twoi towarzysze się zgodzili. - Nathan ledwo stanął w drzwiach, a ja już wiedziałam, że ta impreza dla niego się za niedługo skończy. Miałam się już na niego wydrzeć, że mnie nie zaprosił ale postanowiłam, że zrobię to jutro. Weszliśmy do środka, a ja od razu zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu znajomych twarzy. Dopiero po jakiejś minucie dotarło do mnie, że nikogo z tych osób nie znam, pomijając Nathan'a, Margi i Harry'ego. Moja przyjaciółka razem z moim przyjacielem oczywiście od razu zaczęli tańczyć jak szaleni, natomiast loczuś gdzieś zniknął z mojego pola widzenia. Zastanawiałam się po jaką cholerę tu przyszłam. Skierowałam się na taras po drodze mijając wiele miziających się par. Owszem miałam ochotę na imprezę, ale jednak w gronie ludzi, których znam. Stojąc już na tarasie przymknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech, próbując się jakoś uspokoić. Otworzyłam leniwie swe niebieskie oczy i ujrzałam Hazzę siedzącego na schodach, a w ręku trzymał butelkę wódki. Super po prostu. Czyli będę miała dwójkę pijanych osób na głowie. Jutro jak już Nath będzie trzeźwy to chyba go zabije. Podeszłam do balustrady i oparłam się o nią. Patrzyłam gdzieś w dal zamyślając się. Ile ja bym dała, żeby cofnąć się na chwilę w czasie do lat, gdy wszystko było takie proste.
-Fajna impreza no nie ? - z zamyśleń wyrwał mnie sarkastyczny głos Harry'ego, który był już nieco pod wpływem alkoholu. Nie wiedziałam kiedy, a on stał już obok mnie.
-Tak, rzeczywiście fantastyczna. - posłałam mu delikatny uśmiech i spojrzałam w jego zielone oczy. Widziałam w nich ból, nie potrafił sobie z czymś poradzić, co nawet można było zauważyć po jego zachowaniu. Hazza odwrócił głowę w drugą stronę, bo usłyszał jakieś krzyki dziewczyn, zresztą ja też je słyszałam, ale po prostu je olałam. Po chwili podeszła do nas jakaś blond dziewczyna, na oko mogłabym jej dać z 24 lata. Oczywiście zaczęła flirtować z loczusiem, a jemu to nie przeszkadzało. Kilka chwil później zniknęli już w środku domu dołączając się do innych tańczących ludzi. Spojrzałam odruchowo w dół i zauważyłam butelkę z trunkiem, którą zostawił zielonooki chłopak. Wzięłam ją do ręki i spojrzałam na nią. Miałam wielką ochotę teraz wziąć ją do ust, przechylić i nachlać się jak każdy w tym domu. Odwróciłam się tyłem do balustrady i w tym samym momencie jakiś chłopak wpadł wprost na mnie, oczywiście wylewając tym samym wódkę na moją koszulkę.
-Nosz do kurwy nędzy ! - zazwyczaj nie przeklinałam, bo nie było mi to potrzebne, ale w tym momencie niestety musiałam użyć tych słów. -Uważaj jak łazisz cioto ! -w sumie jak tak wyzywałam tego kolesia to mi się lepiej zrobiło. Chyba musiałam sobie trochę poprzeklinać i na kogoś się powydzierać.
-Prze..praszam. - wybełkotał tylko w moją stronę nawet nie podnosząc się z kafelek, którymi było wyłożone podłoże tarasu. Westchnęłam głęboko i skrzywiłam się. Teraz będę waliła wódką na kilka kilometrów. Zajebiście. Skierowałam się do domu i poszłam na piętro, w kierunku łazienki. Nawet nie pukając weszłam do środka i właśnie wtedy pożałowałam tego, że nie zapukałam. Moim oczom ukazał się widok nagiej już prawie blondyny i półnagiego loczka. Ten widok był okropny. I tak miałam już ochotę wymiotować, bo gdzie się nie poruszyłam czułam zapach wódy, a co dopiero widząc tą scenę.
-Nie wiesz, że się puka ?! - blondzia praktycznie wykrzyczała te słowa w moim kierunku, próbując pozasłaniać dłońmi swoje duże, silikonowe piersi. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest sztuczna. W tym blond pustaku chyba nic nie było naturalnego.
-Nie wiesz, że takie rzeczy to się robi w domu, w sypialni, na łóżku ?! - stałam w progu drąc się na nią jak opętana. Teraz byłam wkurzona maksymalnie. Nie dość, że miałam niezbyt miłe spotkanie z Harry'm, później zostałam zaprowadzona na imprezę, na którą tak naprawdę nie byłam zaproszona, do tego na tej imprezie ktoś wylał mi wódkę na koszulkę, a teraz jakaś plastikowa dziunia będzie się na mnie darła za to, że chciałam zmyć z siebie zapach tej okropnej wódki ! -Jeżeli potrzebujesz większych wrażeń, to weź go stąd i idź się z nim ruchaj na trawie, na podłodze, w kuchni na blacie, w garażu, na słońcu, gdzie tylko chcesz, ale teraz wypierdalaj stąd ! - nawet nie wiedziałam kiedy, muzyka ucichła, a mnie ktoś złapał za nadgarstek. Odwróciłam głowę by spojrzeć za siebie i ujrzałam Margaret, a za nią resztę imprezowiczów, którzy przybiegli zobaczyć o co chodzi. Momentalnie blondynka ucichła, pozbierała swoje rzeczy i wbiegła do jednego z innych pokoi barykadując się w nim.
-Wer spokojnie, po prostu za dużo wypiłaś. - przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie delikatnie wciąż nie wypuszczając mojego nadgarstka z dłoni. Widziałam, że oczy miała praktycznie za mgłą i mówiąc do mnie, wzrok miała skierowany w inną stronę.
-Nie jestem pijana, tylko jakiś frajer oblał mnie pozostałościami wódki, którą chlał Harry. - wyrwałam z uścisku swój nadgarstek i spojrzałam na uśmiechniętego od ucha do ucha loczka. Boże, dlaczego on był taki perfidny ?! Odwróciłam się na pięcie i skierowałam się do wyjścia jednak ktoś mnie zatrzymał kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Nie idź jeszcze. Jak chcesz to mogę ci dać jakąś moją koszulkę czy coś. - Nathan próbował mnie zatrzymać jednak ja nie miałam ochoty zostawać tam ani minuty dłużej.
-Nie Nath, dziękuję, ale wolę już iść do domu. Bawcie się dobrze i pilnuj Margi. - posłałam mu lekki, wymuszony uśmiech po czym zniknęłam za drzwiami. Na podwórku było już zimno i ciemno, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie chciałam jeszcze wracać do domu, musiałam najpierw trochę ochłonąć, tym bardziej, że w domu brat pewnie prawiłby mi kazania, że wali ode mnie wódą. Emocje targały mną niesamowicie, a ręce wciąż mi się trzęsły. Poczułam na swojej skórze podmuch zimnego wiatru, który wywołał ciarki na całym moim ciele. Spojrzałam w niebo, na którym nic nie było widać, ponieważ było zachmurzone. Chodziłam w zasadzie bez celu po uliczkach swego miasteczka. Było małe ale bardzo urokliwe, a zwłaszcza to osiedle, na którym mieszkałam ja i moi przyjaciele. Usiadłam na krawężniku i tak po prostu zalałam się łzami. Ja, dziewczyna, która nigdy nie okazywała słabości siedziała na krawężniku i płakała. Słyszałam, że ktoś się zbliża w moim kierunku, więc wstałam i ukradkiem spojrzałam na tamtą osobę, nie widziałam za dużo przez zeszklone oczy, ale poznałam iż była to męska postura. Wystraszyłam się,
w tym momencie, nie wiem czy dałabym radę się obronić. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Po moim ciele przeszła fala gorąca i już miałam krzyczeć, gdy nagle usłyszałam jego głos.
-Dlaczego tak szybko uciekłaś ? - głos Hazzy mogłabym poznać chyba wszędzie. Gdybym mogła najchętniej umarłabym teraz na zawał. Odwróciłam się powoli by spojrzeć na jego twarz. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, a ja stałam tylko nieruchomo i próbowałam powstrzymać łzy.
-To nie jest twój interes Harry, a teraz wracaj na imprezę i pilnuj Margaret, by nie narobiła głupot. - próbowałam wyrwać swój nadgarstek jednak jego uścisk był zbyt mocny, nie bardzo mi się to podobało. -Harry puść mnie, chce już iść do domu. - nawet nie ocierałam już lecących po moich policzkach łez. Patrzyłam na niego i nie podobał mi się ten szaleńczy uśmiech, który widniał na jego twarzy.
-Nie puszczę cię, dopóki mi nie powiesz. - przysunął się do mnie bliżej i złapał moją drugą rękę. Patrzył mi prosto w oczy, jednak mi z tym było trudniej. Odwróciłam szybko wzrok i przymknęłam powieki. Poczułam jak zaciska dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. Wtedy zaczęłam się bać, nie wiedziałam do czego zdolny był ten Harry. Nie dość że był ode mnie masywniejszy to jeszcze wyższy.
-Harry to mnie boli. - otworzyłam oczy, z których łzy płynęły już prawie strumieniami. Patrzyłam na niego ale z jego oczu nie dało się wiele wyczytać. On nie był teraz sobą, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam nawet jak uciec, jego uścisk był zbyt mocny. Przysunął głowę do mojego ucha i wyszeptał swym niskim głosem wprost do niego.
-Powiedz po prostu, że mnie kochasz. - spojrzał mi prosto w moje czerwone już od płaczu oczy, uśmiechnął się do mnie łobuzersko. Miałam ochotę go uderzyć, ale niestety nie miałam jak.
-Nigdy w życiu ! - wykrzyczałam mu prosto w twarz. - A teraz puść mnie do cholery jasnej, bo chce iść do domu ! - wiedziałam, że było późno i nie powinnam się tak wydzierać, ale nie miałam już siły na to by męczyć się z Hazzą. Widziałam, że nie spodobała mu się taka odpowiedź. Zacisnął dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. Teraz płakałam również z bólu jaki mi sprawiał. Nie poznawałam go, kiedyś nigdy nie sprawiłby mi takiego bólu, nie odnosiłby się tak do mnie. Gdzie się podział tamten Harry ? -Puść mnie no ! Nie rozumiesz co do ciebie mówię ?! Puść mnie skończony dupku ! -nagle poczułam jak jego dłoń ląduje na moich ustach starając się mnie uciszyć. Woń alkoholu można było wyczuć i od niego, i ode mnie. Opadłam już z sił, nie miałam nawet ochoty walczyć, tak, poddałam się. Zamknęłam oczy modląc się w duchu by mnie puścił. Nagle poczułam jak ktoś gwałtownie odrywa Harry'ego ode mnie. Otworzyłam szybko oczy i ujrzałam swojego brata.
-Nie rozumiesz co ona do ciebie mówi ?! - słyszałam jak zdenerwowany Filip krzyczy na Hazzę, zaczęli się ze sobą szarpać. Mi zaczęło kręcić się w głowie od zapachu wódki, a do tego jeszcze pomieszało się to z perfumami loczka. Po chwili zauważyłam tylko, że Harry zalał się krwią. Stałam na chodniku wpatrując się w nich, nie miałam siły nawet żeby zacząć na nich wrzeszczeć, czy żeby przerwać im tę chorą akcję. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiło mi się czarno przed oczami, przestałam słyszeć głosy krzyczących na siebie chłopaków, chciałam się czegoś złapać ale było za późno, po prostu zsunęłam się bezwładnie wprost na chodnik.

○ No i już jest drugi. Może wydawać się trochę dziwny, ale niech będzie :D Mam nadzieje, że się będzie podobać ;3

20 czerwca 2012

Rozdział 1.


-Będę za wami tęsknić – wyściskałam mocno rodziców i posłałam im delikatny jednak wesoły uśmiech.
-Skarbie zobaczysz, te trzy miesiące miną naprawdę szybko – usłyszałam natychmiast odpowiedź z ust mamy.
-Pilnuj jej przez ten czas – tato zwrócił się do Filipa, on tylko odpowiedział lekkim skinieniem głowy i objął mnie ramieniem. Po chwili rodzice zniknęli już w środku auta, machaliśmy im jeszcze przez chwilę na odjazd po czym gdy zniknęli za rogiem Filip mnie puścił i poszedł do domu. Ja stałam jeszcze przez chwilę na ulicy i wpatrywałam się w dal. Trzy miesiące bez rodziców, miesiąc do wakacji. Wydawała się być to naprawdę świetna koncepcja na nadchodzące miesiące. Uśmiechnęłam się do siebie cwaniacko pod nosem po czym skierowałam się w stronę domu. Weszłam do środka i od progu zaczęłam krzyczeć.
-FILIP ! Czy ty to rozumiesz ?! Trzy miesiące imprez ! - zaczęłam skakać po korytarzu jak głupia podśpiewując kwestię 'all day all night'.
-Nie chcę cię siostrzyczko smucić ale jeszcze miesiąc do zakończenia roku szkolnego, więc tylko dwa miesiące imprez 'all day all night' – dlaczego on zawsze musiał zburzyć moje wspaniałe plany ? Zresztą, w tym miesiącu w szkole będę pełniła funkcję tylko dekoracyjną więc nie widzę problemu w tym by imprezy zacząć nawet od zaraz.
-Dobra, dobra. Przyznaj się po prostu, że na razie kac cię męczy i nie chcesz teraz słyszeć o żadnych imprezach. - przygryzłam delikatnie dolną wargę po czym widząc minę brata parsknęłam głośnym śmiechem. -Przede mną braciszku nic nie ukryjesz. - wytknęłam w jego kierunku język po czym skierowałam się do kuchni. Wyciągnęłam z półki szklankę i nalałam sobie soku pomarańczowego. Włączyłam radio, w którym akurat leciało WMYB od One Direction. Trzymając szklankę w dłoni zaczęłam podśpiewywać piosenkę kołysząc się lekko w jej rytm.
-Boże, Wer wyłącz to, ile można słuchać jednego i tego samego w kółko. - Filip wszedł do kuchni i wyłączył radio, jednak gdy zobaczył moją minę włączył je natychmiast z powrotem.
-Nie wyłączaj mi radia gdy leci 1D. – spojrzałam na niego z miną mordercy. Napiłam się trochę soku po czym odłożyłam szklankę do zlewu.
-Dobra i tak wychodzę, jak coś to dzwoń. - pomachał mi ręką na wychodne i zniknął za drzwiami. Uśmiechnęłam się tylko w jego kierunku po czym przeszłam do salonu. Włączyłam telewizor i usiadłam na kanapie po turecku. W telewizji akurat leciał jakiś materiał o 1D, że wczoraj właśnie zakończyli przedwcześnie trasę ze względu na zachowanie jednego z członków zespołu, nie powiedzieli jakiego ale ja doskonale wiedziałam, że to chodziło o Harry'ego. Wyłączyłam tv i sięgnęłam po telefon, wykręciłam numer swojej przyjaciółki Margaret i zadzwoniłam do niej.
-Hej Margi, cholernie nudzi mi się w domu, mogę do ciebie wpaść ? - naprawdę nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, a nie chciałam gnić w domu, na kanapie oglądając jakieś brazylijskie telenowele.
-Jasne, wpadaj zawsze wtedy kiedy tylko chcesz. - i właśnie za to tak bardzo ją kochałam. Zawsze miała dla mnie czas, powtarzam zawsze.
-To ja zaraz będę tylko się ogarnę. - po tych słowach odłączyłam się i poszłam do swojego pokoju. Przejrzałam się w lustrze, na sobie miałam szorty i białą, luźną bluzkę z napisem 'fuck off', rozczesałam włosy i przebrałam kapcie na conversy we wzorek z flagą UK. Wyszłam z domu uprzednio go zamykając i po pięciu minutach drogi byłam już u drzwi Margaret. Zapukałam w drzwi, po chwili się otworzyły, niestety nie stała w nich moja przyjaciółka tylko przyjaciółka jej siostry, Mandy. Wredna, okropna, zła, podła i mogłabym tak wymieniać jeszcze godzinami.
-Czego tu szukasz ? - wysyczała wręcz w moim kierunku. Gdy widziałam tą jej gładź na mor.. twarzy miałam ochotę wziąć szpachle i jej to z tej mor.. twarzy wy szpachlować. Nie cierpiałam jej. Naprawdę cholernie jej nie cierpiałam.
-Na pewno nie ciebie. - spojrzałam na nią z wymuszonym lekkim uśmiechem. Po krótkiej chwili obok Mandy stanęła Margi, pociągnęła mnie za rękę i od razu podążyła w stronę swojego pokoju. Gdy byłyśmy w środku przymknęła je delikatnie, ja natomiast zajęłam miejsce na jej łóżku, było tak miękkie że aż głupio. Nie minęła minuta, a do pokoju wbiegły dwie małe ślicznotki.
-Hej ! - krzyknęły równocześnie i rzuciły się na mnie zasypując mnie od razu milionami pytań. Przytuliły się do mnie a ja tylko to odwzajemniłam. Bardzo lubiłam Venice i Paris, były naprawdę wspaniałymi dzieciakami.
-Dajcie spokój Weronice, ona przyszła do mnie żeby ze mną porozmawiać, później do was przyjdzie. - moja przyjaciółka wygoniła małe ze swojego pokoju. Mnie tam one osobiście nie przeszkadzały, ale rzeczywiście chciałam pogadać z Marg. Zamknęła drzwi za siostrami i usiadła naprzeciw mnie na krześle. Oczywiście na krześle z kółkami, by swobodnie mogła się poruszać pomiędzy łóżkiem, a biurkiem, na którym stał jej laptop, na którym czatowała, z jakimiś ludźmi, których pewnie nawet ona sama nie znała.
-No więc mów kochana o co chodzi. - podjechała na krześle w moja stronę i poruszała zabawnie brwiami, co sprawiło, że zaczęłam się śmiać.
-Szczerze mówiąc to nie wiem, po prostu nudziło mi się w domu, więc postanowiłam przyjść i albo coś z tobą porobić, albo ponudzić się z tobą. - uśmiechnęłam się do niej szeroko. Słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości na gg przechyliłam delikatnie głowę w bok by zobaczyć kto napisał do Marg. Wiadomość była od Nathana więc powróciłam do pozycji, w której przed chwilą siedziałam. Pomimo tego, że okno było otwarte to w pokoju było naprawdę gorąco. Patrząc w ścianę przez cały czas zawiesiłam się tak na dosyć długą chwilę. W tym czasie zdążyłam rozmyślić już co to będzie jak Margi zacznie chodzić z Nathanem. Niby mówili mi, że przyjaźnią się tak samo ze sobą jak ze mną, ale ja wiem lepiej. Z rozmyśleń wyrwały mnie krzyki zza okna.
-Nie zostanę tutaj ! Przecież to jest dziura zabita dechami ! No proszę was kurwa, no ! - po głosie poznałam że to chłopak, krzyczał chyba na całe miasteczko i nie przebierał w słowach.
-Musisz tu zostać, to nie nasza wina. Sam się w to wpakowałeś. - te słowa wypłynęły z ust jakiegoś innego chłopaka. -Trzymaj się. - po chwili było słychać tylko trzask drzwi samochodowych i minutę później hałas ucichnął.
-Powiedz mi, że ty też to słyszałaś, bo inaczej pomyślę, że potrzebny mi psycholog. - spojrzałam na przyjaciółkę, moja twarz przyjęła tępego wyrazu. Oparłam się plecami o ścianę oczekując odpowiedzi.
-Tak, niestety też to słyszałam. Przepraszam cię na chwilę, ale muszę wyjść.. coś sprawdzić. - widziałam, że coś było nie tak, jej oczy stały się bardziej rozbiegane niż zwykle, uśmiech zniknął z jej twarzy, a po chwili wstała z krzesła i pędem rzuciła się w stronę drzwi. Wstrzymałam oddech próbując cokolwiek dosłyszeć. Nagle usłyszałam tylko trzask drzwiami, który był tak silny, że wibracje przechodzące przez ścianę poczułam na plecach. Po krótkiej chwili usłyszałam miły głos mamy Margaret, która kogoś witała i piski dziewczynek. Nie miałam pojęcia co się działo, ale nie byłam na tyle wścibska, by wyjść na korytarz i podsłuchiwać. Po około 5 minutach usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach i taszczy ze sobą coś ciężkiego.
-Twój pokój jest tam gdzie zawsze, to znaczy obok mojego. Mam nadzieje, że jeszcze go w ogóle pamiętasz. - głos mojej przyjaciółki był miły, jednak smutny. Nie wiedziałam dlaczego, ale po prostu wydawał się być smutny.
-Pamiętam. - ktoś wyburczał wręcz to słowo w jej kierunku. Rozpoznałam ten głos. To był ten koleś, który jeszcze przed chwilą darł się na podwórku.
-Jakbyś czegoś potrzebował to wpadaj do mnie. - po tych słowach Margi wskoczyła wręcz do pokoju. Widziałam, że była cholernie blada i wciąż nie miałam pojęcia dlaczego.
-Nie wiem o co chodzi, ale mam nadzieje, że mi wytłumaczysz. - spojrzałam na przyjaciółkę z delikatnym jednak przyjaznym uśmiechem i poprawiłam niesfornie opadający na me oczy kosmyk włosów.
-Słuchaj, to cholernie długa historia, ale mówiąc w skrócie. Widziałaś ten materiał z 1D w telewizji ? - Marg uniosła brew ku górze i siadając z powrotem na krześle po turecku, patrzyła na mnie.
-Tak, właściwie właśnie chciałam ci o nim powiedzieć. - uśmiechnęłam się do niej delikatnie, słyszałam jak ktoś za ścianą rzuca czymś ciężkim na podłogę. Po chwili można było już usłyszeć tylko siarczyste 'kurwa mać'.
-No więc właśnie. Wczoraj chłopcy zakończyli przedwcześnie trasę ze względu na zachowanie jednego z nich... - mówiła półszeptem tak jakby nie chciała by ktokolwiek poza mną ją usłyszał. Zawahała się na chwilę i westchnęła głęboko. Złapała dłonią za jakąś gazetę i rzuciła w moim kierunku. Złapałam ją szybko i spojrzałam na pierwszą stronę. Nie mogłam jakoś tego wszystkiego ogarnąć. Słyszałam tylko, że ktoś opuścił pokój obok, a po chwili stał już w progu pokoju Margaret.
-Gdzie tu jest sklep ? - widząc kto właśnie stanął w drzwiach o mało co nie zeszłam na zawał. Harry Styles we własnej osobie, że też sama na to nie wpadłam. Patrzyłam na niego jakbym była zahipnotyzowana. Po chwili jego oczy skierowały się w moją stronę. Pokręcił głową i skrzywił się delikatnie. -Nie krzycz, a dam ci autograf, podpisze co chcesz, tylko się czasem nie drzyj. - te słowa skierował wprost w moim kierunku. Co on sobie wyobrażał ?!
-Czy ty siebie słyszysz ?! Nie mam zamiaru brać od ciebie żadnych autografów ! - krzyknęłam wręcz w jego stronę, może nie powinnam, ale zdenerwował mnie. Dupek jeden.
-Zamknijcie się, obydwoje ! - Margi spojrzała najpierw na niego, potem na mnie i znów przeniosła wzrok na pana cotonieja. -Nie mów, że nie pamiętasz. - czarnowłosa dziewczyna patrzyła na niego z niedowierzaniem. Spuściła delikatnie wzrok po czym wzięła głębszy wdech.
-Yy no nie pamiętam. - rzucił lekceważąco w jej stronę. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Znałam Harry'ego zanim nauczył się jeździć na rowerze, a teraz on nagle nie pamięta nic z dzieciństwa. Nie wiedziałam, że sława może tak człowieka zmienić. Miałam przed sobą przykład człowieka, który nie powinien istnieć.
-Zaprowadzę cię do tego sklepu i tym razem staraj się zapamiętać drogę. - Margi wstała z krzesła i spojrzała kątem oka w lustro po czym posłała mu delikatny uśmiech, odwróciła się w moim kierunku i pociągnęła mnie za rękę. -Mam tylko nadzieje, że nie przyniesiecie mi wstydu. - spojrzała najpierw na mnie jednak uciekłam gdzieś wzrokiem, to samo zresztą zrobił jej kuzyn.
-Możemy już iść ? Chciałabym mieć tą wycieczkę już za sobą. - spojrzałam na przyjaciółkę i posłałam jej szeroki ale jakże cholernie sztuczny uśmiech.
-Wcale nie musisz iść, nikt cię o to nie prosi. - Harry rzucił w moim kierunku swoim jakże obojętnym głosem i włożył ręce do kieszeni.
-Musi ! Bo ja ją o to proszę ! - popatrzyła na loczusia swym morderczym wzrokiem po czym ruszyła w kierunku drzwi i po chwili wszyscy byliśmy już w drodze do sklepu.
-A możesz mi powiedzieć po co ty w ogóle chcesz iść do tego sklepu ? - Marg uniosła brew ku górze i spojrzała na kuzyna. Jej twarz nie wyrażała już żadnych uczuć, chociaż ja wiedziałam, że ona już była zmęczona tą całą sytuacją.
-Muszę kupić kartę do telefonu, muszę przecież jakoś przeżyć te męczarnie tutaj. - odpowiedział jej dosyć chamskim tonem, co nie bardzo mi się podobało. Najchętniej wydarłabym się na niego, ale niestety obiecałam, że nie będę przynosić jej wstydu, więc słowa dotrzymam. Po krótkiej chwili stałyśmy już pod sklepem, a loczuś był w środku i kupował kartę.
-Powiedz mi co się z nim stało. - wyszeptałam w stronę przyjaciółki, widziałam w jej oczach ból. Mi też było smutno, że z wspaniałego chłopaka, w którym kiedyś byłam zabójczo zakochana, stał się taki egoistyczny, chamski dupek.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem. Może to ten rozwód tak na niego działa. - czarnowłosa dziewczyna wzruszyła ramionami, a ja stanęłam jak wryta. Jaki rozwód ? Harry miał żonę ?! Przyjaciółka widząc mój wyraz twarzy natychmiast szybko dopowiedziała -Rozwód jego rodziców. - posłała mi smutny uśmiech i westchnęła delikatnie.
-Dobra, możemy już wracać do domu. - Harry wyszedł ze sklepu i zlustrował jeszcze raz wzrokiem mnie i swoją kuzynkę.
-Właściwie to mam lepszy pomysł. - Margi posłała mi łobuzerski uśmiech po czym przeniosła wzrok na loczka i poruszała zabawnie brwiami. -Mam nadzieje, że wam, a zwłaszcza tobie Harry to się spodoba. - uśmiech mojej przyjaciółki był naprawdę przerażający. Nie cierpiałam gdy coś knuła, a ja o tym nie wiedziałam. Bałam się tego jej pomysłu, ale w końcu była moją przyjaciółka, więc zgodziłam się na ten układ. Jednak mój zdrowy rozsądek mówił tylko jedno 'nie wiesz w co się pakujesz dziewczyno'. 


○ Tak wiem, że jest to długie ale tak właśnie zazwyczaj będzie, ponieważ ja wszystko muszę spróbować ująć, a i tak mi się wydaje, że o czymś zapomniałam :3 Mam nadzieje, że to nie jest złe. ;)

14 czerwca 2012

Bohaterowie.

ONE DIRECTION
1.Harry Styles – 18-letni chłopak o prześlicznych zielonych oczach i kręconych brąz włosach. Jest on kuzynem Margaret. Chłopak jest nazywany przez swych kumpli jako bożyszcze nastolatek,z czym on oczywiście się zgadza. Jak większość ludzi mówi, sodówka powoli uderza mu do głowy.
2.Louis Tomlinson – 21-letni chłopak o krótkich brązowych włosach i hipnotyzujących błękitnych oczach. Ma niesamowite poczucie humoru, które jest zaraźliwe. Jest on najlepszym przyjacielem Harry'ego.
3.Niall Horan – 19-letni chłopak o przeszywających lazurowych oczach i farbowanych blond włosach. Wspaniale gra na gitarze i potrafi na niej zagrać praktycznie wszystko. Jest strasznym łakomczuchem i je dosłownie zawsze i wszędzie.
4.Zayn Malik – 19-letni chłopak o ciemnej karnacji, kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. Nie jest narcyzem, jednak spędza przed lustrem bardzo dużo czasu, by ułożyć jakoś swe włosy, z czego jego kumple zawsze się śmieją.
5.Liam Payne – 19-letni chłopak o ciemnobrązowych włosach i również takich samych oczach. Jest najbardziej poukładany z całej tej piątki. Jednak czasem to on nie potrafi powstrzymać śmiechu w najmniej odpowiednim momencie.


 RESZTA

1.Weronika Smith – 16-letnia pozytywnie zwariowana dziewczyna, o błękitnych oczach i długich brązowo-rudych włosach, które były z natury delikatnie pofalowane. Nie jest za wysoka, ma 165 cm. Ma starszego o trzy lata brata Filipa, z którym ma naprawdę dobry kontakt. Jej najlepszą przyjaciółką jest Margaret Styles.

2.Margaret Styles – 16-letnia również zwariowana dziewczyna o czekoladowych oczach i długich czarnych włosach. Ma starszą o dwa lata siostrę London i dwie 5-letnie siostry bliźniaczki Venice i Paris. Jest kuzynką Harry'ego Styles'a.
3.Mandy Robinson – ma 18 lat, jest przyjaciółką London, a zarazem wrogiem Weroniki i Margaret. Ma średniej długości blond włosy i brązowe oczy, którymi zawsze przewierci każdego wzdłuż i wszerz.
4.London Styles – 18-letnia rudowłosa dziewczyna o niebieskich oczach. Przyjaciółka Mandy i siostra Margaret, Paris i Venice.
5.Filip Smith – 19-letni chłopak o brązowych krótkich włosach i niebieskich oczach. Jest jednym z najprzystojniejszych kolesi w szkole, przez co jest najbardziej rozchwytywany przez dziewczyny, jednak on nie jest nimi jakoś zainteresowany.
6.Nathan Blue – 18-letni chłopak o krótkiej czarnej czuprynie i czarnych jak węgiel oczach. Przyjaźni się z Weroniką i Margaret. Uwielbia czytać książki i najwięcej czasu spędza z dziewczynami przez co inni ludzie uważają, że jest on homoseksualny.