28 lipca 2012

Rozdział 5.


***OCZAMI HARRY'EGO***
Siedziałem na skraju łóżka strzelając palcami z nerwów. Miałem nadzieje, że chłopaki posłuchają Margaret i przyjdą do mnie pogadać. Po krótkiej chwili do mojego pokoju weszła cała czwórka. Nie powiem bo ulżyło mi na ich widok, a skoro do mnie przyszli to oznaczało, że im na mnie zależało.
-Twoja kuzynka mówiła, że chcesz nas widzieć. - pierwszy odezwał się Liam. Widziałem jak chłopcy na mnie patrzyli i trochę mnie to krępowało, co było dziwne. W końcu byliśmy dla siebie zawsze jak bracia. Nic mnie nigdy nie krępowało w ich towarzystwie. Bez przerwy przecież latałem z siusiakiem na wierzchu po naszym apartamentowcu. Ale jednak przepraszanie wychodziło mi najgorzej. Nigdy nie potrafiłem przepraszać i nie umiem do tej pory. Wziąłem głębszy wdech po czym spojrzałem na każdego z osobna i zacząłem.
-Owszem, bo kurde. Wiecie, że jesteście dla mnie ważni. Jesteśmy w końcu jak bracia no nie? Tak więc.. Emm. Chciałbym żebyście dali mi ostatnią szansę. Wiecie jak rozmawiałem z Margaret to trochę tak jakby się czegoś nauczyłem. - spuściłem szybko wzrok i odetchnąłem głęboko po czym uniosłem znów wzrok i spojrzałem prosto w błękitne oczy Louis'a. Widziałem w nich szczęście. Nagle Nialler ni stąd ni zowąd podszedł do mnie i mocno się we mnie wtulił, po chwili już wszyscy leżeli na mnie robiąc ze mnie naleśnika. Gdy zepchnąłem ich z siebie wziąłem kilka głębokich wdechów. Boże, prawie mnie zabili. Przecież oni nie ważą 50 kilo. Kanapki są fajne ale jak się leży na samej górze.
-Tak więc witamy Cię Harry znów na pokładzie. - Zayn posłał mi lekki uśmiech. No tak Zayn w okazywaniu uczuć nie był najlepszy, ale i tak podszedłem do niego ściskając go po przyjacielsku. Odsunąłem się od niego po czym podszedłem do Liam'a.
-Wiesz, że cholernie by mi brakowało tych twoich uwag dotyczących tego co robię źle i czego mi nie wolno ? - uniosłem brew ku górze patrząc na uśmiechniętego od ucha do ucha brązowookiego chłopaka. Przytuliłem do siebie Liam'a po czym odsunąłem się od niego i podążyłem do Lou.
-Mam nadzieje, że pogadamy wreszcie tak jak powinniśmy. - uśmiechnąłem się do niego łobuzersko po czym razem parsknęliśmy śmiechem. Wtuliłem się w niego wdychając jego słodki zapach. Pomimo wszystko chyba najbardziej tęskniłbym za Lou i za tym jak się o mnie troszczył.
-Mam nadzieje, że tym razem Harry nie nawalisz. - Lou puścił do mnie oczko po czym skierował się w stronę wyjścia co było dla mnie trochę dziwne. Więc stałem taki zdezorientowany na środku pokoju. Ahaa! No to w takim razie biorę walizki i mam iść z nimi! No tak! Podszedłem do szafy i zacząłem się pakować gdy podszedł do mnie Liam łapiąc mnie za ramie.
-Harry. - spojrzał na mnie ze smutnym uśmiechem. -Ty tutaj musisz zostać. Do końca wakacji. Tak jak mówił menadżer. My przyjechaliśmy tu tylko dlatego, żeby przemówić Ci do rozsądku. - patrzyłem na Liam'a z szeroko otwartymi oczami. A już miałem nadzieje, że wyjadę szybciej z tej pipidówki.
-Przyjechaliście taki kawał z Londynu do Polski, żeby tylko poinformować mnie o tym czego nie powinienem robić? - złość się we mnie wzmagała jednak nie dałem tego po sobie poznać, zamiast dokończyć to słowami, których chciałem użyć powiedziałem coś bardziej odpowiedniego. -Wy to naprawdę musicie mnie kochać. - zaśmiałem się sztucznie jednak chłopcy i tak tego nie rozpoznali bo zaczęli się śmiać wraz ze mną.
-Cieszę się, że wreszcie zmądrzałeś. - czarnowłosy chłopak kiwnął w moim kierunku głową na pożegnanie po czym rzucił krótkie 'cześć' i wyszedł. To samo zrobił Liam, jedynie Lou podszedł do mnie i na pożegnanie przytulił mocno do siebie tym samym łagodząc moje nerwy. Ostatni szykował się do wyjścia blondyn.
-Nialler mam do Ciebie pytanie. - spojrzałem na niego po czym podszedłem do drzwi i zamknąłem je tak aby czasem nikt nas nie podsłuchiwał.
-Słucham Cię Harry. - uśmiechnął się do mnie szeroko ukazując tym samym swój aparat. Spojrzałem na niego po czym uśmiechnąłem się do niego słabo.
-Wiem, że podoba Ci się Weronika. - rzuciłem prosto z mostu i nie spuszczając z niego wzroku widziałem jak nagle szeroko otworzył swoje oczy w geście zdziwienia.
-To nie jest pytanie. - blondyn jednak szybko odpowiedział. Odkąd ma ten aparacik na zębach strasznie wyszczekany się zrobił.
-Wiem, ale chcę Ci tylko powiedzieć, żebyś się nie łudził. Jest zakochana we mnie na zabój. - westchnąłem teatralnie, a na mojej twarzy pojawił się sztuczny smutek. Cholera byłem wręcz zajebistym aktorem.
-Że co? Chyba za dużo sobie Harry wyobrażasz. - niebieskooki chłopak stał jak wryty i patrzył na mnie wciąż wielkimi oczami.
-Wierz mi czy nie. Już od dawna jest we mnie zadłużona, więc naprawdę nie masz się co starać Nialler. Zresztą dla Ciebie to nawet lepiej. Uwierz mi, że jest taką damską wersją Harry'ego Styles'a. - spojrzałem na blondyna, który wydawał się być zawiedziony. Poklepałem go pocieszająco po plecach po czym wyszliśmy razem z mojego pokoju. W głębi ducha byłem cholernie szczęśliwy, że w tym momencie pozbawiłem tej małej rudej małpy szansy u Niall'a. O tak moja przebiegłość i wredność przerażała mnie samego.
***OCZAMI WER***
-Po prostu był zły. Na pewno tak wcale nie myśli. - przyjaciółka posłała mi promienny uśmiech patrząc mi prosto w oczy.
-Mam taką nadzieje, bo ja naprawdę nie mam pojęcia czemu mnie tak nienawidzi. - ułożyłam usta w podkówkę i spojrzałam na Margi, która zaczęła się śmiać, przez co i ja parsknęłam śmiechem. Po chwili chłopcy wyszli już z domu, oprócz blondyna i loczkersa.
-Urocza jest ta wasza wioska. - Zayn podszedł do nas i zagadał. To było dziwne. Zayn. Podszedł Zagadał. Pierwszy. Jednak słysząc jego słowa wraz z Marg wybuchnęłyśmy jeszcze głośniejszym śmiechem.
-Dziękuje za tak wspaniały komplement w imieniu naszego miasteczka. Bo to jest miasteczko. A teraz aktualnie znajdujesz się na jego najnowszym osiedlu. - wyszczerzyłam do niego swoje zęby, a Styles'owa dalej się śmiała jak opętana.
-O sorki, nie wiedziałem. - Zayn zmieszał się trochę jednak zaraz obok niego stanął Liam z Lou, którzy wykorzystując pomyłkę czarnowłosego nabijali się z niego.
-Widać, że nasz Zayn'uś nie podróżuje. Ja już byłem właśnie w takich miasteczkach. - Lou spojrzał na nas z szerokim uśmiechem. -I to w zasadzie nie raz. - poruszał zabawnie brwiami przez co oczywiście znów śmiałyśmy się z Margi jak jakieś głupie. Po chwili drzwi od domu otworzyły się i wyszedł zza nich Niall, a za nim Hazza. Dziwnie szczęśliwy.
-Jedziemy już czy będziemy tu do usranej śmierci? - blondyn z wyrzutem zaczął mówić do chłopaków i ani razu nie spojrzał na mnie. Zlustrowałam miny każdego z chłopaków i każdy był zdziwiony jedynie loczuś pozostawał niewzruszony z zadziornym uśmiechem na twarzy. Nialler oparł się o samochód czekając na chłopaków, którzy jeszcze o czymś debatowali z Margą. Skierowałam się w stronę blondaska i widząc jego niezadowoloną minę wzięłam głęboki wdech. Stanęłam naprzeciw niego i zaczęłam.
-Chyba nie dokończyliśmy naszej rozmowy. - posłałam mu delikatny uśmiech i nie spuszczałam z niego wzroku ani na sekundę.
-Nie mamy o czym rozmawiać. - blondyn szybko odparł nawet na mnie nie patrząc.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. - mój uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy. A ja sama stałam przed nim i kompletnie nie wiedziałam czemu tak nagle zmienił swoje zachowanie względem mnie.
-Powinnaś się domyślić. - Niall spojrzał na mnie z grobowym wyrazem twarzy. Jednak widziałam, że w oczach miał ból, a ja kuźwa nie wiedziałam dlaczego. -A teraz odejdź ode mnie i daj mi święty spokój okej? - chłopak skrzywił się delikatnie po czym wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął się nim bawić. Odwróciłam się na pięcie po czym odeszłam od blondyna, kątem oka spojrzałam na wyszczerzonego Hazzę. Podeszłam do przyjaciółki i reszty chłopaków. Wszyscy patrzyli na mnie z zaciekawieniem, a ja stałam jak wryta patrząc się tępo przed siebie.
-My się będziemy już zbierać. Mamy jeszcze trochę roboty nad nowym albumem. - Liam posłał nam uroczy uśmiech po czym przytulił Marg. Po chwili podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy, uśmiechnął się przyjaźnie i wsunął mi do kieszeni od spodenek jakąś karteczkę, mówiąc mi na ucho, żebym ją wyciągnęła dopiero wieczorem po czym przytulił mnie i skierował się do samochodu. Moja przyjaciółka przytuliła się mocno do Zayn'a co on odwzajemnił, a do mnie w tym czasie podszedł Lou, który tuląc mnie do siebie uniósł mnie do góry i okręcił wokół własnej osi, w międzyczasie mówiąc mi na ucho, że zbyt mało czasu spędziliśmy razem, na co ja odpowiedziałam mu uroczym uśmiechem. Gdy już pożegnałyśmy się z chłopakami stanęłyśmy na wjeździe i machałyśmy im na 'do widzenia'. Wszyscy nam odmachali za wyjątkiem Lou i Niall'a. Lou zatrąbił, ponieważ prowadził auto, natomiast blondasek nie pożegnał się z nami z nieznanych mi przyczyn.
-Jacy to są fajni faceci! - moja przyjaciółka z szerokim uśmiechem patrzyła na mnie. Odwzajemniłam sztucznie uśmiech, który na szczęście kupiła.
-HARRY ! - Margi zawołała go do nas wciąż ciesząc się jak dziecko, które dostało lizaka. Po kilku chwilach niezbyt szczęśliwy loczkers stał już obok nas.
-Słucham cię. - posłał jej lekki uśmiech i nie spuszczał z niej wzroku.
-Czy między tobą a Wer wszystko już jest w porządku? - uniosła brew ku górze patrząc na loczka, a ja z szeroko otwartymi oczami stałam jak wryta i patrzyłam na nią.
-Sądzę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy z Wer, czyż nie? - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem, przygryzając delikatnie wargę. Nie wiedziałam w co on pogrywa, ale skoro chciał zagrać oczywiście nie mogłam odmówić.
-Oczywiście, że tak. - uśmiechnęłam się do niego sztucznie po czym przeniosłam wzrok na Margi, która zmarszczyła brwi patrząc na nas.
-Nie wierze wam. - skwitowała czarnowłosa. Harry spojrzał na nią po czym przeniósł wzrok na mnie, nie miałam pojęcia tego co planował.
-Oh, no chodź tu kochanie. - Harry podszedł do mnie i mocno mnie przytulił szepcząc mi do ucha ledwo słyszalnie. -Graj razem ze mną, nie przeciwko to wszystko będzie dobrze. - po czym oderwał się ode mnie i pocałował w policzek. Posłał kuzynce szeroki uśmiech obejmując mnie ramieniem i przyciskając do siebie. Moje serce waliło jak szalone. Niby nie czułam już nic do Hazzy, jednak przez takie właśnie zagrania czułam się jakbym oszukiwała samą siebie. Margi patrzyła nas jakby miała zaraz wybuchnąć płaczem szczęścia. Po chwili jednak naszą 'sielankę' przerwała London.
-Margaret! Miałaś się zająć dziewczynkami. - piękna, rudowłosa dziewczyna podeszła do nas po czym spojrzała na mnie i przez chwilę wpatrywała się z szeroko otwartymi oczami po czym posłała mi szeroki uśmiech. Trochę nie ogarnęłam na początku o co chodzi, dopiero później przypomniałam sobie, że loczers wciąż obejmował mnie swoim ramieniem. -Słuchaj ja wychodzę do Mandy, więc zaopiekuj się Venice i Paris. - puściła mi oczko po czym wyminęła nas i po chwili zniknęła za zakrętem. Grr. Teraz pewnie sobie myśli, że łączy mnie coś z Harry'm. Spojrzałam na niego groźnym wzrokiem po czym zrzuciłam z siebie jego ramie.
-Ja już pójdę Margi, jak coś to spotkamy się jutro, albo popiszemy sms-y. - przytuliłam przyjaciółkę po czym spojrzałam na Hazzę, który stał z otwartymi ramionami. Podeszłam więc do niego, a on od razu mocno mnie przytulił. Wyswobodziłam się z jego uścisku i skierowałam się w stronę domu. Po krótkiej chwili byłam już na miejscu, gdy tylko przekroczyłam próg zrzuciłam trampki z nóg i skierowałam się do siebie do pokoju. Weszłam do niego i od razu rzuciłam się na łóżko, spojrzałam za okno, gdzie panowała już ciemność. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, przy czym wypadła z niej jakaś karteczka. Na początku zastanawiałam się co to za karteczka, dopiero po chwili zajarzyłam, że dostałam ją od Liam'a i miałam ją przeczytać jak się ściemni, a że na podwórku panowała już noc, a zegar właśnie wybijał dwudziestą drugą, postanowiłam sprawdzić jej zawartość. Odwinęłam ją i moim oczom ukazał się numer a na końcu numeru literka 'N'. Czyli to numer do Niallera. Boże, Liam jesteś najlepszym człowiekiem na świecie. Wzięłam głęboki wdech po czym wklepałam numer do komórki i otworzyłam opcje nowa wiadomość. Przez długi czas zastanawiałam się co mam napisać.
-'Cześć Niall, nie wiem dlaczego tak nagle się zmieniłeś względem mnie. Myślałam nad tym i nie wiem. Przecież nic Ci nie zrobiłam, nie obraziłam Cię. Wytłumacz mi to, proszę. ~ Weronika.' - wysłałam wiadomość i leżałam na łóżku czekając na sms-a. Chciało mi się coraz bardziej spać jednak czekałam dalej, gdy na telefonie widniała już dwudziesta trzecia, wiedziałam, że nie odpisze. Wstałam z łożka i przebrałam się szybko w pidżamę po czym wskoczyłam znów na łóżko przykrywając się kocem. Nagle mój telefon zawibrował. Złapałam szybko za komórkę i spojrzałam na ekran. Wiadomość od blondaska. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.
-'Po pierwsze, skąd masz mój numer? Niech zgadnę, Liam? Kiedyś mu chyba coś zrobię. Po drugie ktoś po prostu powiedział mi kim jesteś naprawdę. Zabolało mnie to i to nawet nie wiesz jak bardzo. Chciałaś mnie tylko wykorzystać. Chciałaś bym był twoją kolejną ofiarą ale tak się nie stanie. Ten ktoś miał rację opisując Cię jako damską wersję Harry'ego Styles'a.' - przeczytałam ostatnie zdanie chyba z dziesięć razy bo nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Ja? Damską wersją Harry'ego? To chyba jakieś żarty. Ten ktoś po prostu chciał mnie zniszczyć. Kto mógłby chcieć mnie zniszczyć? Pomijając Hazzę, to chyba nikt. Bingo! Ojj loczek, nie wiesz z kim zadarłeś.
-'Harry spotkajmy się jutro o dwunastej na leśnej polanie. Mam nadzieje, że pamiętasz gdzie jest to miejsce. Tylko nie mów nic Margi. Zależy mi na tym żebyśmy byli tam sami. :)' - wysłałam wiadomość i o mało co nie puściłam pawia. Ostatnie zdanie zabrzmiało tak dwuznacznie, że aż mnie zemdliło. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać o czym ten seksoholik pomyślał czytając tego sms-a. Nawet nie wiedząc kiedy moje oczy zamknęły się, a ja odpłynęłam w krainę snów. 

○ No i już piąteczka. :D Myślę, że niektórych z was może nie zadowolić taki obrót sprawy ^^ Właśnie, tak się zastanawiam czy chcielibyście może mieć ze mną jakiś kontakt, tzn. czy mam podać TT. Więc życzę miłego czytania. ;)

21 lipca 2012

Rozdział 4.


Siedziałam chwilę w bezruchu po czym usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach na górę, spojrzałam mimowolnie kto zmierza w moim kierunku i na całe szczęście była to Margaret. Nic nie mówiła po prostu skierowała ku mnie swoją dłoń by pomóc mi wstać. Weszłam za nią do jej pokoju nadal nic nie mówiąc. Wciąż w głowie dudniły mi słowa Zayn'a. Usiadłam powoli na łóżku przyjaciółki i wyrwałam się z zamyśleń po czym przeniosłam wzrok na Margi. Słyszałam jak chłopcy opuścili pokój Harry'ego. Wymieniali między sobą cicho zdania, których niestety nie byłam w stanie dosłyszeć. Był to po prostu niezrozumiały dla mnie szept. Patrzyłam na przyjaciółkę, która była wpatrzona w ekran komórki.
-Przepraszam Cię Wer, ale muszę Cię na chwilę zostawić samą, mam nadzieje, że to nie jest problem dla Ciebie ? - zapytała miłym, przepraszającym głosem. Oczywiście, że nie był to dla mnie problem. Jej dom był w zasadzie moim domem. Przeniosłam wzrok na oczy czarnowłosej dziewczyny i westchnęłam ciężko. Były całe czerwone i podpuchnięte. A na jej policzkach mieniły się jeszcze mokre strużki przez które spływały łzy.
-Oczywiście skarbie, że to żaden problem dla mnie. - posłałam jej przyjazny uśmiech. Marg przytuliła mnie mocno po czym posłała mi jeszcze słaby uśmiech i zniknęła za drzwiami, usłyszałam że schodziła po schodach, a później nic. Głucha cisza, którą przerwał hałas za ścianą. Właśnie zapomniałam, że za ścianą jest Harry. Czyli, że zostałam tu na górze sama z Hazzą. Nie wiem co mnie podkusiło ale wyszłam z pokoju przyjaciółki i biorąc głęboki wdech oraz zaciskając dłoń w pięść skierowałam się do pokoju gdzie właśnie przebywał loczek. Delikatnie zapukałam do drzwi po czym nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Bałam się ale postanowiłam wytłumaczyć kilka spraw z Harry'm.
-Pozwoliłem Ci wejść do środka ? Powiedziałem 'można' ? - Hazza swym niskim, ochrypłym głosem oczywiście od razu rozpoczął swój atak i szczerze mówiąc chciałam się odwrócić na pięcie i wyjść, jednak jakaś cholerne siła kazała mi tam zostać.
-Nie i nie. - spojrzałam na niego i widząc jego zaskoczenie na twarzy, w środku poczułam jakbym właśnie triumfowała. Zauważyłam, że chciał coś powiedzieć więc od razu zaczęłam mówić dalej nie dopuszczając go tym samym do głosu. -Możesz mnie nienawidzić, masz takie prawo, ja też takie mam. Jednak widzisz, ja cię wcale nie nienawidzę. Chociaż powinnam. Dałeś mi tyle powodów by właśnie cię nienawidzić. - wpadłam w słowotok, gadałam bez sensu i w zasadzie ciągle o tym samym, jednak loczkers przerwał go i sam zaczął mówić.
-Nienawidź mnie. Mi to jest obojętne. Właściwie nie wiem po co mi to mówisz i nie wiem po co w ogóle tu przyszłaś i mi przeszkadzasz. - mówiąc te słowa nawet na mnie nie popatrzył. Nie no teraz zauważyłam jak ten dupek działa mi na nerwy. Boże, dlaczego pozwoliłeś mi w ogóle wejść do tego pokoju. Jaka ja czasami bywam głupia.
-Właśnie w tym problem Harry, że pomimo wszystko ja nie potrafię Cię znienawidzić. Nie wiem co sprawiło, że stałeś się dla wszystkich taki anty. 'Nie podchodź bo ugryzę', wytłumacz mi to Harry bo ja tego nie rozumiem. Przypomnij sobie jak było kiedyś. Pamiętasz jak miałeś te dwanaście lat, brałeś mnie za rękę i mówiłeś, że tak będzie już zawsze ? Miałam wtedy dziesięć lat i uwierz mi, że pamiętam to wszystko do dzisiaj. Nie wierze Harry, że X-factor tak Cię zmienił. Nie wierze, że przez te dwa lata tak mocno się zmieniłeś. Nie wierze, że Harry sprzed dwóch lat już nie istnieje. - mówiąc te słowa myślałam, że się popłaczę. Tak właśnie w wieku dziesięciu lat poznałam chłopaka, który obiecywał mi miłość do końca życia. Widziałam, że coś się w nim poruszyło, jego zielone oczy zabłyszczały a on sam skrzywił się dyskretnie.
-Słuchaj, dużo się stało. Uwierz wreszcie, że tamten Harry sprzed dwóch lat nigdy już nie wróci. A to, że w wieku dwunastu lat wyznałem Ci miłość, nie znaczyło, że tak będzie zawsze. To były tylko słowa. Mam nadzieje, że wszystko już sobie wytłumaczyliśmy. - loczuś denerwował się coraz bardziej, nie wiedział co ma zrobić ze wzrokiem, którym zlustrował już chyba wszystko po kilkanaście razy.
-Prawie. Mam ostatnie pytanie. - zatrzymałam się na chwilę po czym spojrzałam wprost w te jego piękne zielone oczka i uśmiechnęłam się łobuzersko. -Skoro mówisz, że nic do mnie nie czujesz, po co kazałeś mi wtedy powiedzieć, że Cię kocham ? - uniosłam brew ku górze wciąż wpatrując się w Hazzę. Widziałam jego zakłopotanie, ale po chwili uśmiechnął się promiennie.
-Głupia, mała Weroniczka. Ja byłem wtedy pijany, tak wiem to żadne wytłumaczenie. Ale po prostu będąc pod wpływem alkoholu chciałem się dowiedzieć czy dalej się we mnie bujasz. Bo to co zrobiłaś na imprezie, było naprawdę ostre. Nie wiedziałem, że Ci wciąż na mnie zależy. - posłał mi szeroki, ale jakże upokarzając uśmiech. Przygryzł delikatnie wargę i przewiercał mnie swymi oczami wzdłuż i wszerz.
-Masz tupet Harry, naprawdę. I wiesz co masz racje. Tamten Harry już nigdy nie wróci. Na zawsze już pozostaniesz bezdusznym dupkiem. Cieszę się, że wywalili Cię z tego zespołu. Mieli cholerną rację. - pokręciłam głową po czym skierowałam się w stronę drzwi.
-To nie jest twoja pierdolona sprawa, czy jestem w tym zespole czy nie. Zniknij wreszcie z mojego życia już na zawsze ! - będąc za drzwiami słyszałam jak Hazza się wydziera. Zacisnęłam mocniej dłonie w pięści i zbiegłam na dół po schodach. Nawet nie wiedziałam kiedy po moich policzkach zaczęły spływać strużkami słone łzy. Wybiegłam z domu jednak od razu na coś, a raczej na kogoś wpadłam.
-Hej nic Ci nie jest ? - oczy Niallera były skierowane teraz wprost na mnie. O Boże, właśnie wpadłam na Niall'a Horana. W normalnym przypadku pewnie bym zeszła na zawał, jednak teraz zbyt bardzo uderzyły we mnie słowa Harry'ego.
-Nie, tak, nic, wszystko w porządku. - zaczęłam się motać w swych własnych słowach i widziałam kątem oka jak moja przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie delikatnie. -Mam nadzieje, że nic Ci nie zrobiłam. Przepraszam powinnam uważać jak chodzę. - otarłam dłonią ostatnie łzy z policzków i posłałam mu przepraszający uśmiech.
-Mi się nic nie stało, ale widzę, że Tobie jednak coś tak. - chłopak wskazał kiwnięciem głowy na moją ranę na czole, po czym skierował swój wzrok na moje jeszcze mokre policzki. Poczułam, że moje policzki mnie pieką, czyli pewnie zarumieniłam się niczym dorodny pomidor. Przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która przepraszając nas wbiegła do domu, widziałam, że była wściekła.
***OCZAMI HARRY'EGO***
Boże, jak ona mi zaczynała działać na nerwy. To, że w wieku dwunastu lat gadałem takie pierdoły, to tylko dlatego, że od zawsze byłem podrywaczem, a dziewczyny na takie teksty lecą. Zresztą nic nie poradzę na to, że tak wiele się we mnie kochało i kocha. Usiadłem na łóżku i przez uchylone okno usłyszałem głos Niallera, o czyli jeszcze nie pojechali sobie moi kumple. Sssuper. Wstałem z łóżka i podszedłem do okna i co ujrzałem ? Biedną, małą Wer, która już bajerowała blondyna. Po chwili ktoś wszedł do mojego pokoju bez pytania. ZNÓW. Odwróciłem się plecami do okna by spojrzeć kto to taki i ujrzałem Margaret.
-Wiesz, że się puka no nie ? - uniosłem wzrok ku górze i spojrzałem na kuzynkę. W zasadzie nie mogłem być zły na nią. W końcu była moją kuzynką.
-Wiem. Ale nie o tym chce z Tobą porozmawiać, kultury pouczymy się innym razem. - posłała mi cwaniacki uśmiech, a ja zmarszczyłem brwi. Rozmowa nie zaczęła się zbyt miło. Ale czego ja oczekiwałem ? W końcu to była BFF Weroniki.
-No to słucham Cię kuzyneczko. - posłałem jej wredny uśmiech po czym podążając jej śladami usiadłem na fotelu naprzeciw niej i podparłem brodę na ręce.
-Harry powiedz mi, dlaczego aż tak bardzo nienawidzisz Weroniki ? Dlaczego sprawianie jej przykrości tak Cię cieszy ? - Marg uniosła brew ku górze i z kamiennym wyrazem twarzy wpatrywała się we mnie swymi czerwonymi od płaczu oczami.
-Słuchaj po pierwsze ja wcale jej nie nienawidzę, po drugie drażni mnie, po trzecie to nie twoja sprawa. - przerwałem i zmarszczyłem brwi po czym wziąłem głębszy wdech i popatrzyłem wprost w jej oczy. -Nie mów mi tylko czasem, że to przez nią jesteś teraz w takim stanie. - oparłem się wygodnie o oparcie fotela i nie spuszczałem z niej wzroku.
-Nie Harry, to wcale nie przez nią jestem w takim stanie. Wyobraź sobie, że to przez takiego egoistę, który ma wszystkich głęboko w dupie. Kiedy on leżał w szpitalu, ja cholernie się zamartwiałam. Nie wiem czy znasz. Ma zielone oczy i brązowe, kręcone włosy. Cholernie fajny facet, który ukrywa się pod skorupą totalnego debila. - słysząc jej monolog moje oczy rozwarły się szerzej. Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że Margaret może powiedzieć coś takiego. -A teraz pozwolisz, że wyjdę, bo nie widzę sensu by prowadzić dalej tę rozmowę. -moja kuzynka wstała i skierowała się ku wyjściu, wstałem szybko z fotela i złapałem ją delikatnie za nadgarstek. Odwróciłem ją przodem do mnie i nim zdążyła wypowiedzieć jakiekolwiek słowo zacząłem cichym głosem.
-A co jeśli zmieniłem się tak nie z własnej woli ? Co jeśli ja się już nigdy nie zmienię ? - patrzyłem w oczy Margi i widziałem jak znów napływają do nich łzy. Wolną ręką je otarła i posłała mi lekki uśmiech.
-Harry ja w Ciebie wierze. I wiem, że może to wszystko dziwnie brzmieć ale w końcu jesteś moim kuzynem. - wzięła głębszy wdech i posłała mi promienny uśmiech, a jej oczy wciąż się szkliły. -Pamiętaj, że Cię kocham i masz zawsze we mnie wsparcie. - przytuliła mnie mocno. Słysząc jej słowa, coś we mnie się przełamało. Od tygodni nikt mnie nie przytulał, nie mówił, że mnie kocha, że we mnie wierzy. Od tygodni zmagałem się z samymi niepochlebnymi opiniami i to nawet od najbliższych mi osób. Pogłaskałem delikatnie Margi po plecach po czym posłałem jej delikatny ledwie widzialny uśmiech. SZCZERY UŚMIECH, który nie gościł na moich ustach już dosyć długo. Oderwałem się od niej po czym usiadłem na łóżku.
-Czy mogłabyś zawołać tutaj chłopaków ? Chciałbym z nimi pogadać. - spojrzałem na kuzynkę i oparłem się plecami o ścianę.
-Oczywiście, że tak. - posłała mi szeroki uśmiech po czym zniknęła za drzwiami. Czyżby właśnie zaszła we mnie jakaś zmiana ?
***
Przeniosłam na powrót wzrok na blondyna i posłałam mu delikatny uśmiech.
-Nie, to nic takiego. Ja tylko.. - ścisnęłam wargi w cienką linię i wzięłam głębszy wdech bo wszystko zaczęło mi się przypominać. -Przewróciłam się. - posłałam mu delikatny uśmiech po czym spuściłam natychmiast wzrok na chodnik. W zasadzie powiedziałam prawdę zatajając niektóre fakty.
-Musiało boleć. - Niall skrzywił się delikatnie po czym posłał mi pocieszający uśmiech.
-W zasadzie to nie pamiętam czy bolało, ale chyba nie, skoro nie byłam tego świadoma. - uśmiechnęłam się do chłopaka słabo. Poprawiłam włosy, które opadały niesfornie na moją twarz po czym naciągnęłam lekko rękawy bluzy na dłonie.
-Ugh, gdzie moje maniery ? Jestem Niall. - blondynek posłał mi szeroki uśmiech po czym wyciągnął w moim kierunku. Na mojej twarzy malowała się zapewne mina w stylu 'WTF'. Przecież ja doskonale wiedziałam kim on jest.
-Ja jestem Weronika. A co do tego kim ty jesteś to uwierz mi, że wiem doskonale. - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie po czym spojrzałam na czarnowłosego chłopaka.
-Ja jestem.. - nie pozwoliłam mu nawet dokończyć i wypowiedziałam za niego.
-Zayn. - posłałam mu przyjazny uśmiech.
-Ja natomiast..
-Liam. - uśmiechnęłam się szerzej i spojrzałam na chłopaka, który również szeroko się uśmiechał.
-A perełką zespołu jestem ja..
-Louis. – zaśmiałam się cicho po czym pokręciłam głową. Czy oni naprawdę myśleli, że ja nie wiem kim oni są ?
-Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem. Wie kim jesteśmy, a nie wydziera mi się prosto w twarz. -Louis wymawiając te słowa śmiał się pod nosem.
-Może po prostu wie kim jesteśmy, ale nie słucha naszej muzyki. - Zayn sprawił tymi słowami, że śmiałam się jak głupia. Szalałam za One Direction tak jak Lou za marchewkami. Nagle moim oczom ukazał się gołąb, który szedł sobie spokojnie po trawniku.
-Patrzcie, KEVIN ! - wskazałam palcem na spokojnie spacerującego gołębia. Cała czwórka przeniosła na mnie wzrok, oczy mieli dość szeroko otwarte.
-Czyli fanka. - skwitował Liam.
-Nawet nie wiecie jak wielka. - podwinęłam rękawy przez co mogli zauważyć bransoletki z ich imionami, podobiznami, czy ich tekstami piosenek, bądź słowami które ciągle powtarzali. -Mam jeszcze iść po ciuchy, płyty i inne duperele żebyście uwierzyli, że jestem fanką ? - uniosłam brew ku górze i posłałam im szeroki uśmiech.
-Wiesz, ja Ci już wierze. - blondyn posłał mi uroczy uśmiech.
-My też. - odpowiedzieli chórkiem Zayn, Liam i Lou.
-Bardzo się cieszę. - uśmiechałam się do nich przyjaźnie cały czas. -Może inaczej zareagowałabym jakbym was poznała w innych okolicznościach.. - i w tym momencie mój cały humor prysnął niczym bańka mydlana. Przypomniałam sobie kłótnie z Harry'm. Spuściłam wzrok, a na mojej twarzy wyrysował się smutek.
-Hej, czemu tak nagle posmutniałaś ? - Niall delikatnie podniósł mój podbródek swymi palcami i spojrzał mi prosto w oczy.
-To akurat już jest strasznie prywatna sprawa. Muszę się z tym uporać sama. - posłałam mu smutny uśmiech po czym ni stąd ni zowąd wyszła Margaret.
-Chłopcy, Harry prosił mnie, żebym was zawołała. Chyba chce z wami porozmawiać. - czarnowłosa dziewczyna miała w sobie tyle pozytywnej energii, że aż wydawałoby się, że nią wręcz zaraża innych. Odprowadziłyśmy chłopaków wzrokiem. Razem z Niallerem wymieniliśmy wymowne spojrzenia po czym gdy zniknęli już wewnątrz domu przygryzłam delikatnie wargę pogrążając się znów w smutku.
-A co to za mina ? Kochana rozchmurz się. Właśnie rozmawiałaś z chłopakami z One Direction ! - Margi uśmiechając się szeroko i próbowała mnie przekonać.
-Nie potrafię. Nie po tym co usłyszałam. - poczułam jak po moim policzku spłynęła łza.
-Któryś z chłopaków coś ci przykrego powiedział ? - Marg zmarszczyła brwi patrząc wciąż na mnie.
-Harry. Powiedział, że mam zniknąć z jego życia raz na zawsze. - głos mi się łamał. Przyjaciółka przytuliła mnie mocno do siebie, a z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy.

○ No to już czwóreczka ;D Mam nadzieje, że się spodoba :3 Miłego czytania ;)

13 lipca 2012

Rozdział 3.


Obudziłam się w nie swoim łóżku. Wbiłam wzrok w sufit i nie mogąc się ruszyć zastanawiałam się gdzie ja do cholery jestem. Uniosłam delikatnie głowę ku górze i rozejrzałam się dookoła, wyglądało mi to jak sala szpitalna. Zaraz, zaraz. Sala szpitalna ?! Co ja tu robię ?! Uniosłam się do pozycji siedzącej jednak chyba zbyt szybko, ponieważ zakręciło mi się w głowie. Wtedy poczułam ból. Dotknęłam lekko opuszkami palców dłoni swego czoła i wyczułam opatrunek. Wokół łóżka było pełno różnych maszyn i aparatur. Westchnęłam głęboko i delikatnie ułożyłam się z powrotem na łóżku tak aby było mi wygodnie. Spojrzałam na swoje ręce i skrzywiłam się delikatnie widząc kilka małych zadrapań i siniaków. Po chwili do sali weszła pielęgniarka z uśmiechem na twarzy.
-Witam panienkę. Jak się panienka dzisiaj czuje ? - skierowała te słowa wprost do mnie, a jej życzliwy uśmiech ani na minutę nie schodził z jej twarzy.
-Powiem szczerze, że dziwnie. Nie wiem dlaczego tutaj jestem. Przecież nic mi nie jest. - wypowiedziałam te słowa dosyć słabym jeszcze głosem i nie spuszczałam wzroku z pielęgniarki. Ta usiadła na krześle obok łóżka i gdy wszystko spisała przeniosła wzrok na mnie.
-Ma panienka racje, już wszystko jest dobrze i dzisiaj stąd panienka wyjdzie. A to dlaczego panienka się tu znalazła to wytłumaczy już inna osoba, nie ja. - posłała mi tylko ciepły uśmiech po czym pogłaskała mnie po głowie i wyszła za drzwi. W zasadzie cieszyłam się, że już sobie poszła, bo trochę denerwowało mnie to nadużywanie słowa 'panienka' ale jej uśmiech jakoś poprawił mi humor. Przymknęłam na chwilę oczy by wszystko sobie poukładać w głowie, lecz po kilku minutach usłyszałam, że ktoś wchodzi do sali. Myślałam, że to pewnie Jane, bo tak nazywała się pielęgniarka, czegoś zapomniała więc nie otwierałam oczu. Słyszałam jak ktoś siada na krzesełku i domyśliłam się, że to jednak nie Jane, ale wciąż nie otwierałam oczu. Poczułam jak ktoś chwyta mnie za dłoń. Czułam jak ten ktoś gładził delikatnie kciukiem wierzch mej dłoni i przyznam szczerze, że zrobiło mi się jakoś milej na sercu, że ktoś o mnie pamiętał. Nagle usłyszałam jak ciszę przerywa męski głos.
-Przepraszam, że tak zaczęłaś te wakacje. Wiem, że to moja wina. Przecież miałem Cię pilnować, a tego nie zrobiłem. Możesz być na mnie zła, ale musiałem to zrobić, nie chciałem żeby coś ci się stało. - gdy umilkł poczułam tylko jego usta na swej ranie na czole. Otworzyłam w tym momencie oczy i spojrzałam na Filipa, czasem dziękowałam Bogu, że mam takiego brata, że potrafię się z nim dogadać, że tak bardzo się kochamy.
-To nie twoja wina braciszku. Wiedziałam, że pewnie na tych wakacjach coś się stanie, ale nie przypuszczałam, że tak szybko. - posłałam mu szeroki uśmiech po czym zaśmiałam się cicho. Przytuliłam go mocno do siebie i wyszeptałam wprost do jego ucha krótkie 'dziękuję'. Nie minęło pięć minut a do sali wszedł lekarz. Coś tam gadał, że wszystko jest okej, ale mam za tydzień przyjść na kontrole, że mam chwilową amnezję, ple ple ple... I najważniejsze, właśnie powiedział, że wychodzę ze szpitala. Yeah !
2 GODZINY PÓŹNIEJ
Weszłam szybko do domu i rozejrzałam się dookoła, podążyłam do kuchni i włączyłam radio. Wyciągnęłam z szafki szklankę, a z lodówki multiwitaminę. Nalałam pół szklanki po czym odłożyłam sok na blat. Usłyszałam tylko jak brat szybko wchodził po schodach na górę, więc dałam trochę głośniej radio. Wzięłam do ręki szklankę i spojrzałam kątem oka za okno popijając co chwilę sok. Wpatrywałam się w ludzi krzątających się po uliczkach mego osiedla próbując sobie przypomnieć co się wczoraj takiego stało. Wiem, że byłam na imprezie, wracałam i... dalej nic. Czarna dziura. Nagle do moich uszu trafił komunikat 'Jeden z członków boysbandu One Direction wczoraj wieczorem trafił do szpitala. Mówi się, że chłopak wdał się w bójkę, będąc pod wpływem alkoholu. Reszta zespołu dowiedziała się o tym i natychmiast do niego przyjechali. Nikt nie chce wypowiadać się na ten temat. Czyżby nadchodził koniec zespołu One Direction, z winy niejakiego Harry'ego Styles'a ? Więcej informacji już wkrótce'. Stałam przy oknie jak słup. Nie mogłam się ogarnąć. Coś zaczęło mi się przypominać jednak dalej było to za mało by dojść do tego, czemu leżałam w szpitalu. Po kilku sekundach doszło do mnie to co przed chwilą usłyszałam w radiu. Szklanka mimowolnie wypadła mi z ręki roztrzaskując się na małe kawałeczki, a sok rozlał się na kafelkach. Usłyszałam tylko jak Filip szybko zbiega z góry i wręcz wpada do kuchni.
-Nic ci nie jest ?! Co się stało ?! - nerwowo pytał patrząc na mnie i na otaczający mnie burdel. Podszedł do mnie i pomachał mi dłonią przed oczyma, ani drgnęłam.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Harry jest w szpitalu ? - wbiłam wzrok w posąg stojący przed domem i nie spuszczałam wzroku z niego ani na sekundę. Oczekiwałam natychmiastowej odpowiedzi, jednak nie usłyszałam nic prócz ciszy.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Harry wdał się w bójkę i leży w szpitalu ?! - ponowiłam pytanie głośniej i wyraźniej po czym przeniosłam wzrok na brata, a moja twarz w tym momencie nie wyrażała żadnych uczuć.
-Słuchaj to nie tak, że nie chciałem ci powiedzieć. Po prostu nie chciałem cię zamartwiać. Zresztą ten gnojek zasłużył sobie na to. Gdyby trzymał się od Ciebie z daleka, zapewne jego twarz nie ucierpiała by w ogóle. - słowa mojego brata płynęły z jego ust z taką lekkością, jak gdyby nigdy nic. Nie wiedziałam, skąd on tak wszystko dobrze wie. Może to ze względu na ten opatrunek coś mi się w głowie poprzestawiało lub po prostu miałam powolny zapłon.
-A skąd ty tak wszystko wiesz i niby czemu przeze mnie ? - skrzyżowałam ręce na piersiach i oparłam się o parapet. Wbiłam wzrok w brata i czekałam na odpowiedź.
-Nie mówię, że to przez Ciebie. Ale ehh. W sumie to przez Ciebie. - słysząc te słowa moje usta otworzyły się szeroko. Super, no braciak naprawdę mnie umiał pocieszyć. Zmarszczyłam delikatnie brwi po czym klepnęłam się otwartą dłonią w czoło jednak od razu tego pożałowałam. Ból, który teraz obejmował moją głowę był niesamowity. Syknęłam z bólu i po omacku siadając na krzesło wzięłam kilka głębszych wdechów. Otworzyłam leniwie swe oczy i spojrzałam wprost w niebieskie oczy brata.
-Chyba sobie coś zaczęłam przypominać. Wieczorem wracałam z imprezy Nathan'a bo... - i tu się zatrzymałam, nie chciałam mówić bratu dlaczego właściwie tak naprawdę opuściłam tę imprezę więc omijając niektóre fakty zaczęłam mówić z powrotem -Bo... źle się poczułam. Wiesz, alkohol i te inne zapachy doprowadzały mnie do szału. Zaczęła mnie boleć głowa, więc wyszłam. Później złapał mnie Harry i... - właśnie i co dalej ? Dalej nie pamiętałam co się działo. Czyżby to przez Hazze wylądowałam w szpitalu ? Kurde. Coś mi tu śmierdziało. I to nie ten nowy odświeżacz powietrza. Wyczuwam jakiś podstęp.
-A ja usłyszałem twój krzyk i kiedy przybiegłem na miejsce, Harry był zakrwawiony a ty leżałaś na ziemi w bezruchu. - dokończył Filip swoją wersją. Aha, czyli to jednak loczek mi coś zrobił. Ale dlaczego ? Co on chciał tym wskórać ? O nie, nie. Tak się nie będzie ze mną bawić. Wstałam z krzesła i posłałam delikatny uśmiech bratu po czym przepraszając go, wyminęłam plamę soku i odłamki szła po czym skierowałam się na górę do swojego pokoju by się przebrać. Musiałam kogoś jak najszybciej odwiedzić. Wyciągnęłam z szafy biały, zwykły top, czarne szorty i założyłam na nogi zwykłe czarne baleriny. Włosy lekko przeczesałam dłonią i spojrzałam w lustro. Dotknęłam delikatnie wskazującym palcem opatrunku na swej głowie i uśmiechnęłam się krzywo.
-No to ładnie zaczęłaś wakacje Wer. - wyszeptałam sama do siebie po czym zachichotałam cicho. Skierowałam się w stronę drzwi od swojego pokoju i pociągnęłam lekko za klamkę by je otworzyć. Usłyszałam tylko nerwowe głosy z dołu. Właściwie poznałam te głosy, a mianowicie głos mojego brata, Margi i Nath'a. Wiem, że nie powinnam, ale nadstawiłam ucho i przysłuchiwałam się tej kłótni. Tak właśnie, to była kłótnia.
-Czy ty wiesz co ty zrobiłeś ?! Ja rozumiem, jesteś kochającym bratem, ale do jasnej cholery nie mogłeś załatwić tego delikatniej ?! - moja przyjaciółka krzyczała jednak w miarę stonowanym głosem.
-Mógł trzymać od niej łapy z daleka ! Wtedy na pewno nic by się mu nie stało ! - mój brat oczywiście nie mniej pyskacie jej odpowiedział.
-Margi, Filip uspokójcie się, nie chcecie chyba, żeby Wer nas usłyszała. - Nath uspokajał tę dwójkę jednak chyba na próżno bo ci dalej drążli swoje. A mnie zastanawiało, co takiego przede mną ukrywają. Wyszłam z pokoju i cicho zaczęłam schodzić po schodach. W połowie zatrzymałam się i usiadłam na jednym ze schodków. Podpierając głowę na kolanach przysłuchiwałam się ich wymianie zdań.
-Nie no ty mnie chyba kurwa nie rozumiesz. Czy ty wiesz, że możesz pójść za to siedzieć ?! On nie odpuści Ci tego tak łatwo. Musiałbyś przeprosić go na łamach gazet. On będzie chciał Cię upokorzyć przed światem, a ty będziesz musiał się na to zgodzić jeżeli chciałbyś żyć na wolności ! - mogłabym przysiąc, że Margi miała w tym momencie łzy w oczach, bo głos już jej się łamał. Tak może Filip był moim bratem, ale ona od zawsze też go tak traktowała i martwiła się o niego czasem chyba nawet bardziej niż ja.
-Słuchaj ja czasu nie cofnę, jeśli muszę pójść siedzieć to pójdę. Należało się skurwielowi i jeżeli miałbym jeszcze jedną taką okazję to na pewno bym ze niej skorzystał. - Filip tymi słowami po prostu sprawił, że moje serce zabiło sto razy mocniej. O czym on gadał ?! Jakie więzienie ?! O nie, na pewno go tam nie puszczę. Wstałam ze schodów i podeszłam do nich. Oparłam się ramieniem o futrynę i spojrzałam na ocierającą łzy z policzków Marg, smutnego Nathan'a oraz mojego brata, który nie wyrażał w tym momencie żadnych uczuć. Był jak woskowa lalka, zimna i bez jakiegokolwiek wyrazu.
-Dowiem się wreszcie o co chodzi ? Dlaczego miałabym puszczać brata do pierdla ? - uniosłam brew ku górze patrząc na każdego z nich po kolei. Moja przyjaciółka nie wytrzymała po prostu zalała się łzami i zaczęła coś niezrozumiale majaczyć.
-On.. Harry.. Krew, a później ty. Szpital. Więzienie. - yhm, jaaaasne, że zrozumiem cokolwiek z tego co właśnie powiedziała. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie ogarnąłby o co tej dziewczynie chodzi.
-To ja pobiłem Harry'ego Styles'a i jest mi z tym zajebiście dobrze. - Filip spojrzał mi prosto w oczy. Widziałam, że nie do końca był szczęśliwy, bał się, że chyba mnie rozczarował swoim zachowaniem. No i patrzcie, jak zwykle się nie mylił.
-CO ?! Dlaczego ?! - wybuchnęłam, po prostu wybuchnęłam. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Przecież on tak nie może po prostu bić sobie kogokolwiek i kiedykolwiek tylko chce.
-Nie wiem dokładnie dlaczego. Akurat wracałem do domu i usłyszałem twój krzyk, żeby cię puścił. Kiedy podszedłem bliżej zauważyłem, że Harry cię trzyma i za cholerę nie chce wypuścić. Ty płakałaś, a że jestem twoim starszym bratem włączyła mi się jakaś czerwona lampka, oderwałem go od Ciebie, a później straciłem nad sobą panowanie. Trochę go poszarpałem i wielkie mi to halo. - wywrócił oczami i krzyżując dłonie na klatce piersiowej, przyglądał się mi. Pewnie miałam na twarzy wymalowaną piękną minę w stylu 'WTF'. Kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przemyślałam wszystko i zaczęłam spokojnie.
-Wiesz, chyba jednak nie trochę go poszarpałeś a trochę bardzo, bo jednak wylądował w szpitalu ! - zaczęłam spokojnie ale skończyłam jak zwykle czyli drąc się jak głupia. Wzięłam kilka głębszych wdechów po czym przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która jak widać już trochę ochłonęła.
-Jak bardzo loczek jest pokiereszowany ? - uniosłam delikatnie brew ku górze i wpatrywałam się w czarnowłosą jak w obrazek oczekując odpowiedzi.
-Nie jest z nim aż tak źle. Ma złamany nos, podbite oko i je trochę pokiereszowany. Ale oczywiście prasa się już o wszystkim dowiedziała. Jednak nie wiedzą dlaczego Harry jest poobijany. Tylko przypuszczają, że się wdał w bójkę. Do tego był pod wpływem alkoholu Jeżeli to wyjdzie na jaw, Filip będzie miał przejebane. Boże, dlaczego ja w ogóle wpadłam na pomysł, żeby iść na tą głupią imprezę ? – czarnooka dziewczyna była załamana i to dało się zauważyć. Przytuliłam ją mocno do siebie gadając coś tam, że to nie jej wina i tak dalej.
-Słuchaj siedź w domu i nie rób nic głupiego co jeszcze bardziej ci zaszkodzi. Ja odprowadzę Margaret do domu. - skierowałam się do brata po czym ocierając dłonią przyjaciółce łzy z policzków i podając jej paczkę chusteczek wyszłyśmy z domu, a za nami Nathan, z którym od razu się pożegnałyśmy. Szłyśmy w ciszy, nie chciałyśmy się dołować jeszcze bardziej, zresztą i tak nie wiedziałabym o czym mam z nią rozmawiać. Gdy doszłyśmy do domu zauważyłam, że na podjeździe stoi czarny Range Rover. Wcześniej nawet nie zwróciłam na niego uwagi. Weszłyśmy do środka i Marg od razu poszła do salonu a ja skierowałam się w stronę pokoju Marg. Zauważyłam, że drzwi do pokoju Harry'ego były uchylone, a ze środka słychać było tylko ostre wymiany zdań. Oparłam się o ścianę i nasłuchiwałam.
-Przesadziłeś stary. Ja rozumiem wszystko, hormony ci buzują. Taki wiek. Ale zrozum daliśmy ci ostatnią szansę, a ty jej nie wykorzystałeś. Miałeś się tutaj poprawić, a nie narobić jeszcze większego gówna ! - mogłabym przysiąc na wszystko, że to był głos Zayn'a.
-To nie moja wina. Nie chciałem tu przyjeżdżać, wy mi kazaliście, więc pretensje miejcie teraz sami do siebie. - loczek był całkiem spokojny, co było wręcz dziwne.
-Ludzie trzymajcie mnie bo mu zaraz przyjebie. Czy ty idioto naprawdę nic nie rozumiesz ?! Przez twoje zachowanie ludzie coraz gorzej o nas mówią.
-Zayn uspokój się. - tak to był Liam na pewno, to właśnie powiedział Liam.
-Słuchaj mnie Harry. Tak jak Zayn mówił, to była ostatnia szansa, której nie wykorzystałeś. Zawsze tylko mówisz 'poprawie się chłopaki'. Nie. Właśnie, że nie. Ty taki jesteś i nigdy się nie poprawisz. Przykro mi to mówić ale Paul miał racje. - w głosie Niall'a, tak Niall'a, mogłam wyczuć że był zawiedziony.
-Co chcecie mi przez to powiedzieć ? - i wtedy usłyszałam głos loczka, już nie wyczuwałam w nim pewności, teraz się bał. Bał się odpowiedzi.
-To koniec stary. Koniec tego cyrku. Koniec tego wszystkiego. Koniec One Direction. - słowa Zayn'a uderzyły we mnie z niewyobrażalną siłą. Czy on właśnie powiedział 'koniec One Direction' czy to tylko mój koszmar ?
-Przykro mi. Tak cholernie mi przykro, że zniszczyłeś coś co było dla nas wszystkich takie ważne. - ten głos poznałabym wszędzie. Głos Louis'a, który zawsze jest wesoły teraz brzmiał tak poważnie. Zsunęłam się po ścianie siadając na podłodze. Zaczęłam nad wszystkim rozmyślać. To moja wina. To przeze mnie. Gdyby nie to, że darłam się wtedy, że tak zareagowałam na loczka. Filip by nie przybiegł. Harry nie miałby teraz złamanego nosa, a zespół dalej by istniał. To moja wina. To ja zniszczyłam One Direction.

 ○ Przepraszam, że tak długo czekaliście jednak nie było mnie w domu i nie miałam jak dodać rozdziału. Mam nadzieje, że nie jest beznadziejny :3 Może jest trochę dłuższy od tamtych, jednak po prostu tak jakoś wyszło :D Miłego czytania ;)